niedziela, 24 stycznia 2021

Od Anastasi C.D Dymitra +16

Z niemałym przerażeniem słuchałam, jak Dymitr opowiadał o tej kobiecie. O osobie, która w jego oczach była tylko zwyczajnym przedmiotem, który można wykorzystać, zabawić się, a potem wyrzucić... lub zabić. Natychmiast odsunęłam się od mężczyzny na drugi koniec pokoju.
- Czyli tylko po to ci tu byłam, tak? - usilnie starałam się utrzymać spokój. Ścisnęłam pięści, by tylko nie wybuchnąć płaczem. - Też zamierzałeś mnie sprzedać?
- To nie tak, Anastasio - powiedział nieco poddenerwowany Dymitr. - Miałaś się o niczym nie dowiedzieć, ja po prostu...
- Po prostu co? Najpierw się ze mną przespałeś, żeby sprawdzić czy nadaję się do jakiegoś burdelu, wszystko oczywiście pod przykrywką wakacji życia, tak? - zaczęłam krzyczeć. - Nie chciałeś mi tego mówić, bo co? Żebym nie próbowała uciekać, tylko grzecznie dała się wywieźć cholernie daleko od mojej rodziny? Jak taka osoba jak ty może spać spokojnie? Czy ty nie masz sumienia?
Czułam jak kolejne łzy tworzą nowe korytarzyki, by po chwili zginąć w dziurze między deskami na podłodze. Jaka ja byłam głupia. To od samego początku było ustawione. Czułam się jak ostatnia debilka. Czemu ja wcześniej nie domyśliłam się tego?
Zrezygnowana wyszłam z pomieszczenia, w którym się znajdowaliśmy. Skierowałam się w stronę kuchni, a dokładniej jej ruiny. Skoro w jakiś sposób miałam dostać się do jakiejkolwiek cywilizacji, gdzie znajdę ludzi, którzy niekoniecznie będą chcieli mnie porwać, zgwałcić i zabić to musiałam się przygotować. Nerwowo przeszukałam wszystkie szafki; w niektórych z nich (o zgrozo!) znalazłam kilka martwych szczurów i kilka wyrośniętych roślinek. Los w końcu się do mnie uśmiechnął i w ostatniej szafce znalazłam dwa noże. Bez robienia sobie krzywdy wsunęłam je za pasek spodenek i zakryłam bluzką. Teraz pozostało mi tylko wymyślić sposób przetransportowania się na lotnisko. Albo port.
Kontynuowałam zwiedzanie domu (ruiny domu) starając się szerokim łukiem omijać Dymitra, który co jakiś czas wyglądał z salonu. Właśnie, Dymitr. Pomimo tego wszystkiego czułam jakąś więź do niego, lecz było to potwornie niezrozumiałe dla mnie. Ale w tej chwili to nie uczucia grały rolę. Trzeba było się wydostać i to tak, by jak najmniej ucierpieć. Więc taki mężczyzna mógłby się naprawdę przydać. I byłam przekonana, że on poszedłby na taki układ. Nawet gdyby planował mnie sprzedać, to więcej pożytku byłoby z żywej mnie niż martwej. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w stronę pomieszczenia, w którym znajdował się Dymitr. Stanęłam naprzeciwko niego w bezpiecznej odległości.
- Nie wiem jakie masz plany względem mnie, czy zamierzasz potraktować mnie jak tą dziewczynę czy też dostać się w bezpieczne miejsce i zrobić ze mnie prostytutkę czy też uwięzić mnie w swoim domu, nie wiem i nie chcę wiedzieć, ale tak czy tak - westchnęłam. - Musimy się stąd wydostać. I chyba mam nawet plan.
Szybko wyjaśniłam mu, że powinniśmy się dostać do głównej ulicy, lecz jeszcze lepszą opcją będzie, jak z tej głównej drogi będzie zjazd - na stację, bar czy cokolwiek innego. Moim zadaniem byłoby łapanie stopa, a kiedy delikwent wpuściłby mnie do samochodu (na parkingu oczywiście), a ja zagroziłabym mu nożem. I w tej chwili wpada Dymitr, upewnia się, że ten ktoś nie będzie kombinował, a my spokojnie odjedziemy jego pojazdem wraz z jego portfelem i telefonem. Plan brzmiał idealnie, więc jakiś czas później staliśmy przy zjeździe na stację, a ja dzielnie machałam ręką. I w końcu, po jakiejś godzinie na stację zjechało szare auto, a kiedy się zatrzymało mężczyzna mnie zawołał.

Dymitr?

poniedziałek, 11 stycznia 2021

Od Dymitra C.D Anastasi +16

Zacisnąłem ręce w pięści i zacząłem rozciągać linę, lekko obracając nadgarstkami. Moje oczy błądziły po ciemnym pomieszczeniu. Nie mogłem dać ponieść się emocją, musiałem uwolnić siebie. Chociaż czułem gniew gdy mężczyźni napastowali dziewczynę, pozostałem niewzruszony i spokojny. Do pomieszczenia przez chwilę napłynęła smuga światła, gdy do środka wszedł jeszcze jeden mężczyzna. Dzięki temu wiedziałem, gdzie są drzwi i pozasłaniane okna oraz jakie meble się tu znajdują i jak duże jest pomieszczenie, w którym się znajdowaliśmy. 
- Fajny pornos tutaj mamy - zaśmiał się sztucznie i wyciągnął broń. 
- Myślisz, że twój upadły ptaszek by coś zdziałał - zaśmiałem się. 
Mężczyzna przyłożył mi pistolet do skroni. 
Wiedziałem, że za wiele mózgu to oni nie mają. Urażenie męskość to był strzał w dziesiątkę. 
Gdy moje ręce były już oswobodzone, szybkim ruchem złapałem za jego broń, wykręcając mu rękę. 
z ust mężczyzny wydobył się syk. Uderzyłem łokciem w jego głowę, po czym złapałem ją i energicznym ruchem wykręciłem. Usłyszałem dźwięk pękających kręgów, jego ciało zadrżało kilkakrotnie, po czym upadło na ziemię. Szybkim ruchem przeładowałem pistolet, tamci dwaj byli tak zajęci dziewczyną, że nie zwracali na mnie uwagi. 
- Masz ją kurwa zostawić ! 
Odciągnąłem mężczyznę od Anastasi teraz mogłem spokojnie wykorzystać swój gniew. Bez zastanowienia strzeliłem, od razu wycelowałem z drugiego faceta z pindolkiem na wierzchu. 
- Skurwiel - szepnąłem po czym padł kolejny strzał. 
Dziewczyna była blada jak ściana. Rozwiązałem liny, które ją unieruchamiały. W momencie zobaczyłem, jak osuwa się nieprzytomna z krzesełka. Złapałem ją, aby nie upadła. 
- Już dobrze - szepnąłem do nieprzytomnej Anastasi. 
W tym momencie do pomieszczenia wpadła reszta grupki, która imprezowała wraz  z nią. 
Nie zamierzałem pozostawić w tej sprawie ani jednego świadka a poza nami nikt nie miał prawa pozostać żywy. Rozległa się strzelanina, poczułem jak jedna z kul, drasnęła moje lewe ramię. Stanąłem przed leżącą dziewczyną. Adrenalina tak mi skoczyła, że sam nie wiedziałem, jak to zrobiłem, ale jeden po drugim mężczyźni padali martwi na ziemię. Zdjąłem koszulkę i założyłem ją na dziewczynie. Obszukałem kieszenie wszystkich. Znalazłem kluczyki od auta, oraz telefon. Wziąłem Ane na ręce i wyszedłem z ciemnego pomieszczenia. Idąc przez korytarz, dostrzegłem plan budynku. Od razu skierowałem się do wyjścia. Przed budynkiem stała Toyota terenowa, od której znalazłem kluczyki w kieszeni jednego z napastników.  Otworzyłem drzwi i położyłem dziewczynę na tylne siedzenia. Z ciekawości zajrzałem do bagażnika, gdzie znajdowały się ładunki wybuchowe. Wziąłem trzy i zamknąłem. Wszedłem do budynku i pozostawiłem po jednym na każdym piętrze, nie zapominając o pokoju, gdzie było pełno trupów. Zsynchronizowałem zegary i ruszyłem biegiem do auta. Gdy po odpaleniu spojrzałem na ilość paliwa, wystarczała nam na jakieś 80 km. 
Włączyłem ogrzewanie  i ruszyłem gwałtowanie gdy spojrzałem w lusterko, przed sobą zobaczyłem, jak budynek wybucha i staje w płomieniach. Po  dziesięciu minutach zobaczyłem znak, że wyjedźmy z miasta Green Paw. Moje szare komórki zaczęły intensywnie pracować, zjechałem na pobocze i przeszukałem wszystkie schowki w jednym z nich była mapa. Byliśmy jakieś 140 km od Gotham City najbliższego portu i około 120 km od Leviston gdzie było lotnisko. Tylko w ten sposób mogliśmy ponownie powrócić do Island Palawan. Po chwili zastanowienia wróciłem na trasę. Zatrzymałem się w małym miasteczku Salas, obok ruiny. Wysiadłem z auta i sprawdziłem dokładnie cały budynek, nie był to hotel, ale musieliśmy odpocząć. Wziąłem dziewczynę z auta i położyłem na łóżku, przykryłem kocem, który znalazłem w międzyczasie, przeszukując cały dom. Usiadłem na fotelu i usiłowałem włamać się do telefonu,  zabranego jednemu z mężczyzn. Niestety na daremno, gdyż padła w nim bateria.
- Niech to szlag ! Kurwa !
Oparłem głowę na fotelu i zamknąłem oczy. Byłem wkurwiony na wszystko. Oczy same mi się zamykały, dopiero teraz przypomniałem sobie o tym, że nie mam koszulki i że mam ranę na lewym ramieniu. Miałem wyjebane, jedyne czego chciałem to chwilę odpocząć, nie opierałem się więc i zasnąłem na kilka minut. Gdy otworzyłem oczy, poczułem się znacznie lepiej. Nagle dziewczyna zaczęła odzyskiwać przytomność, a z jej ust wydobyło się masę pytań naraz. 
- Gdzie jesteśmy ? 
- W jakimś opuszczonym domu, chyba. Widziałem tabliczkę, że grozi zawaleniem, więc nie licząc, szczura na parterze nie znajduje się tutaj nikt oprócz nas. - Wstałem z fotela i ukucnąłem przy jej łóżku
- Co się stało ? Kto strzelał ? Czemu.. ja ? 
- Nie myśl o tym na razie, musimy dostać się na wyspę. Mamy 60 km do Gotham City, musimy płynąć statkiem, gdyż włamanie na pokład samolotu graniczy z cudem. Zaś włamanie się na prom to bułka z masłem. 
- Jak to włamać ? 
- Nie mamy kasy, telefon, który zdobyłem, jest rozładowany, a auto, no cóż, bez paliwa. 
- To jak ty chcesz się tam dostać ?
- Gwizdnę komuś auto spokojnie, nie będę dymać z buta z tobą na plecach. 
- Wyjaśnisz mi, co się stało ? 
- Naprawdę chcesz wiedzieć to teraz ?
- Tak inaczej bym nie pytała.
- Musieli nas obserwować, może myśleli, że jesteśmy parą, chcieli się zemścić. Myśleli, że uderzają w mój czuły punkt. 
- A uderzyli ? 
- Nie, posiadam czegoś takiego. 
- Naprawdę zgwałciłeś kobietę, sprzedałeś ją, a potem zabiłeś ? 
- Robiłem wiele złych rzeczy, Susan była młodą ładną dziewczyną Rafael upatrzył ją sobie kiedy wracała ze szkoły. Została uprowadzona przez innych dwóch kolesi Michaela i Iago. Nie wiem, co oni jej zrobili, trafiła do mnie, Rafael kazał mi się nią zająć, zabronił mi z nią sypiać. Miałem ją tylko przyuczyć, tak aby potrafiła zaspokoić Rafaela. Spędziliśmy razem trzy miesiące, a ona zapadła na syndrom, zakochała się we mnie. Rafael zaczął coś podejrzewać. Był wściekły na mnie i na nią. 
Chciał, abym zrobił coś, za co Susan mnie znienawidzi. Mieliśmy sprzedać ją pewnemu bogaczowi ale zanim to się stało, przespałem się z nią. To nie był gwałt, ona naprawdę tego chciała. Gdy transakcja została  zakończona i nastąpiło przekazanie kobiety, pojechałem tam wraz z Michaelem i Iago. Moim zadaniem było zabicie biznesmena, stawał Rafaelowi na drodze do większych pieniędzy. Gdy go zamordowałem, zostawiłem Susan chłopakom i bacznie obserwowałem, co z nią robią. Błagała mnie, abym ja ratował, ale ja przecież chciałem, aby nie znienawidziła, więc tylko patrzyłem. Nie chcesz wiedzieć, co z nią robili, to co stało się tobie to pryszcz. Leżała na ziemi patrzyła na mnie ze łzami w oczach. Wtedy odebrałem telefon od Rafaela ,,Zabij tę kurwę'' Więc to zrobiłem...

Anastasia ?

niedziela, 10 stycznia 2021

Od Anastasi C.D Dymitra (+18)

Gdybym miała opowiedzieć komuś co działo się przez pierwsze dni wakacji mojego życia ten ktosiek stwierdziłby, że naczytałam się książek albo obejrzałam o jeden film za dużo. Bo w końcu u kogo początkowa sielanka z minuty na minutę przeradza się w coraz większy koszmar? Jak to szło? Niechciany stosunek, posiadanie ogromnych pieniędzy znajdujących się w jednym małym plastikowym prostokącie, jakieś śmieszne podchody, następnie impreza z ledwo poznanymi ludźmi, a potem wpadnięcie Dymitra i wpadnięcie ludzi z imprezy, którzy nagle mierzą do ciebie z pistoletu i nagle bum i panująca ciemność. Czy w takim razie przeżyłam śmierć? A może to była najzwyklejsza w świecie utrata przyjemności? Chyba tak, bo po nie wiem jak długim czasie udało mi się otworzyć oczy. Kiedy odpowiednio wyostrzył mi się wzrok rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Panował półmrok, atmosfera jak i powietrze były dość gęste, a czasami było słychać przytłumione, bliżej nieokreślone dźwięki. A kiedy tylko spróbowałam się ruszyć poczułam jak gruby sznur spełniając swe zadanie skutecznie powstrzymywał mnie przed jakąkolwiek czynnością.

Od Dymtra C.D Anastasi +18

Wręczyłem kobiecie kartę, a gdy ta wyszła z mojego apartamentu, odetchnąłem z ulgą. Otworzyłem drzwi i wyszedłem na balkon. Oparłem się o barierkę i odpaliłem papierosa. Dopiero teraz dotarło do mnie, jak bardzo będzie w stanie uprzykrzyć mi ten wyjazd. czy to zdrowe na tyle pozwalać kobiecie ? Sam nie potrafiłem odpowiedzieć sobie na to pytanie. Odpaliłem kolejnego papierosa i pogrążony w myślach gapiłem się na wspaniałe widoki. Poczułem, jak ktoś kładzie rękę na moim ramieniu. Niechętnie odwróciłem głowę, na całe szczęście to był Marcus. 
- Stary, ta laska namieszała ci w głowie. 
- Nie. 
- Jasne, bo pierwszą lepszą zabierasz na wyjazd, gdzie świętujesz napad ze swoimi ziomkami. 
- Wal się Marcus. 
- Chce tylko pomóc.
- To odwal się ode mnie, nie chce z nikim teraz gadać. 
- Dobra, ale pamiętaj, jestem z tobą. Poza tym zaraz obiad więc ogarnij się i dawaj do nas. 
Zgasiłem papierosa i wraz z Marcusem dołączyłem do reszty. Poczułem ulgę gdy zobaczyłem, że miejsce dziewczyny jest puste. Usiadłem przy stole, na którym znajdowało się masę pyszności. Wykwitnę ładnie przygotowane owoce morza, cieszyły moje oczy. Wina, whisky, piwa oraz gazowane napoje. 
- Gdzie Anastasia ? - Zoe spojrzała na. 
- Nie wiem, co ty tak jej pilnujesz ? 
Dziewczyna wzruszyła ramionami i zabrała się za nakładanie jedzenia na swój talerz. 
Wszyscy więc poszli w jej ślady. Byłem w połowie posiłku gdy zobaczyłem, jak Ana kieruje soje kroki w stronę stołu. Miała na sobie krótką rozkloszowaną czarną spódniczkę, niebieską bluzkę. Lekko zmarszczyłem brwi, a serce zabiło mi mocniej z nerwów. Dziewczyna zajęła miejsce naprzeciwko mnie i spojrzała. Widziałem, jak bardzo jest dumna z siebie. 
- Przepraszam, muszę coś załatwić - mruknąłem i odszedłem od stołu. Udałem się prosto do swojego pokoju. Przebrałem się w krótkie spodenki i koszulkę, po czym ponownie wyszedłem na balkon zapalić. Usłyszałem muzykę i z ciekawości zszedłem na dół rzucić okiem co się tam dzieje. Nie miałem zbyt dobrego nastroju, więc opuściłem hotel i udałem się na spacer wzdłuż brzegu wyspy. Po powrocie do hotelu odpaliłem laptopa i załatwiając masę papierkowej roboty. Wszystkie biznesy musiały być dopięte na ostatni guzik. W pewnym momencie jedna z moich koleżanek wparowała do mnie jak do siebie. 
- Czego chcesz ? 
- Nie to, że coś, ale twoja laska właśnie imprezuje z grupą piłkarzy.
- Bella...to nie jest moja dziewczyna, tylko znajoma tak. 
- No pewnie, macie jakiś kryzys, ona nie brała udziału w napadzie, a ją zabrałeś na wakacje marzeń. 
Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, ze te wszystkie sprawy biznesowe pochłonęły mnie całkowicie, a na zegarze wybiła 22:30
- Masz chęć na piwo ? - zamknąłem laptopa i odkręciłem się w stronę Belli. 
- Nie, ale myślę, że Tito nie odmówi. 
- Ktoś mnie wołał ! - Tito wparował do mojego pokoju zbił piątkę z Bellą, która w tej samej chwili opuściła mój pokój. Zadowolony  wręczył mi browarka a po chwili reszta chłopków stanęła w progu. 
- Dawać w plener ! - Keryl pełen entuzjazmu zaczął się drzeć. 
Lekko parsknąłem, otworzyłem piwo i wstałem, Marcus szedł z całą skrzynką piw. Zajęliśmy naszą miejscówkę na plaży. W oddali widziałem ognisko, gdzie bawiła się Ana  mężczyznami.
- Stary wyluzuj, zajmij się sobą olej baby, są zbędne, serio ja nie mam i żyje - zaśmiał się Marcus. 
Piliśmy, wrzucaliśmy się do wody, troszkę się powygłupialiśmy. Gdy już wszyscy byliśmy w dobrym nastroju po prostu, wyluzowaliśmy. Poczułem się szczęśliwy, chociaż cały czas Ci faceci, z którymi siedziała Ana, nie dawali mi spokoju. W pewnej chwili jeden z nich udał się w stronę hotelu gdy nas mijał, nasze spojrzenia się spotkały a na jego twarzy, pojawił się uśmiech. 
- Kurwa znam tego typa - mruknął Antwan. 
- Też już gdzieś go widziałem. - zamyśliłem się 
Wszyscy zaczęliśmy dyskutować, o tym, ze już kiedyś mieliśmy do czynienia z tym człowiekiem. Po co patrzył mi w oczy, po co tak wrednie się uśmiechał. Kiedy ich impreza dobiegła końca przyjrzeliśmy się nieco lepiej całej reszcie gdy wracali. Wtedy nagle Keryl wstrzymał oddech i spojrzał na mnie z paniką w oczach. Niemal serce mi stanęło, my już wiedzieliśmy, kim oni są. 
- Oni nas zabiją. - szepnął Antwan 
- Nie...- mruknąłem. 
Poderwałem się i niemal pobiegłem do pokoju Anastasi. Zapukałem, ale nie było czasu, wparowałem tam i spojrzałem na nią. 
- Miałeś trzymać się z daleka ode mnie, pamiętasz ?
- Wiem, ale na chwilę obecną musisz o tym zapomnieć mała. 
- Dlaczego ?
- Czy któryś cię odprowadzał ? 
\- Nie ! 
W tym momencie usłyszałem dźwięk wywarzonych drzwi na taras. Złapałem Ane za nadgarstek i stanąłem przed nią. 
- Co ty robisz do cholery ! -wrzasnęła. 
- Zamknij się ! 
- W końcu się widzimy Dymku. Pora spłacić długi. 
- Jakie długi ? - Wrzasnęła Ana. 
- Nie chwalił Ci się... Jego ludzie porwali moją siostrę, zgwałcili, sprzedali, a potem ten skurwiel ją zabił. 
- Ana, wiem, jak tragicznie to brzmi, ale to nie prawda. 
Mężczyzna wycelował pistoletem w moją głowę. 
Po chwili do pomieszczenia wpadła reszta, jako jedyny nie miałem broni. Gdy rzucili się na mnie, ze wszystkich sił starałem się bronić i chronić dziewczynę. Niestety byłem tylko człowiekiem, straciłem przytomność, a gdy się ocknąłem, siedziałem związany na krześle. Po chwili gdy moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, panującej w pomieszczeniu na drugim końcu dostrzegłem dziewczynę tak samo unieruchomioną. Nagle poczułem mocne uderzenie,  pięścią w twarz  trysnęła krew. 
- Gdybym cię zabił, to byłoby zbyt mało dla mnie. Będziesz patrzeć, jak ją gwałcimy, a potem zabijamy. Poczujesz to co ja czułem jak znęcaliście się nad moją siostrą. 
Po tych słowach znowu poczułem kolejne uderzenie w twarz. Nie było czasu na myślenie, musiałem improwizować. Dlaczego wszystko obracało się przeciwko mnie, czy ja  naprawdę sobie na to  zasłużyłem? Miałem jedną przewagę, ci idioci nie potrafili dobrze wiązać swoich niewolników. Owszem, zanim udało mi się oswobodzić, minęło trochę czasu...


Anastasia ?

Od Anastasi C.D Dymitr

 Jeden mały czerwony kawałek plastiku i taka osoba jak ja może chociaż przez chwilę poczuć się jak władca całego świata. Nie pytałam się o wielkość kwoty znajdującej się na koncie. Wiedziałam, że mężczyzna dysponował naprawdę sporym majątkiem, więc jego odpowiedź jakoś specjalnie by mnie nie zdziwiła. Z drugiej jednak strony możliwości, które dawała mi ta karta były dla mnie zbyt przerażające.
Bez zbędnych pytań opuściłam jego apartament i skierowałam się w stronę swojego. Emocje spowodowane wcześniejszymi wydarzeniami nieco opadły. Pomimo niewielkiego obrzydzenia, które czułam w stronę Dymitra nie miałam do niego żalu. Darzyłam go jakimś uczuciem, jednak ciężko było mi stwierdzić jakim. Związki międzyludzkie są naprawdę popierdolone. Tak czy tak, nie chciałam się długo złościć na mężczyznę. W końcu gdyby nie on to nie znalazłabym się tutaj, nie spędziłabym prawie wakacji życia i chociaż przez chwilę nie poczułabym się wolna od problemów związanych z codziennością i rodzeństwem. Jakkolwiek podle by to nie brzmiało, chociaż przez chwilę mogłabym się pobawić jego kosztem. Jak mawiają, pieniądze szczęścia nie dają więc stwierdziłam, że panu wpływowemu przydałaby się niewielka lekcja pokory.
Przez najbliższe kilka godzin analizowałam dosłownie każdy moment zachowania i wyglądu Dymitra. Jeśli naprawdę miałabym się zemścić mniej lub bardziej boleśnie. Coś na pewno powinno go zaboleć, a na samą myśl cała moja złość, obrzydzenie, żal i inne emocje tego typu zeszły na drugi plan.
Wskazówki zegara powoli dochodziły do pory obiadowej. Skoro Dymitr sam przyznał, że będzie schodził z mojej drogi. A możliwe, że całkowicie przypadkiem moje nogi zaprowadzą mnie do miejsca, gdzie wpływowy by przebywał. Z szerokim uśmiechem na twarzy przebrałam się w krótką rozkloszowaną spódniczkę w kolorze czarnym, a do tego dobrałam krótką bluzkę w jasnym niebieskim odcieniu. Zadowolona ułożyłam swoje włosy, psiknęłam się swoją ulubioną perfumą i zakładając dość wysokie szpilki ruszyłam w stronę części restauracyjnej. Dostrzegając swoje odbicie w lustrze znajdującym się na jednym z korytarzy uznałam, że wyglądam naprawdę zjawiskowo.
Dwie, no może trzy chwile później przeszłam przez ogromne drzwi. Stukając obcasami poczułam na sobie wzrok wszystkich obecnych, a sama kątem oka zauważyłam Dymitra siedzącego naprzeciwko pustego krzesła. Bez wahania usiadłam na nim i witając się z innymi spoglądałam na mężczyznę. Jego mina w tamtej chwili była bezcenna. Mrucząc coś pod nosem podniósł się i niechętnie wyszedł z restauracji, pozostawiając mnie z resztą towarzystwa. Zewsząd było słychać rozmowy, śmiechy, stukot szklanek i brzęczenie widelców. W międzyczasie na sali pojawili się jacyś muzycy i wszyscy zaczęli tańczyć. Panowała wręcz boska atmosfera, jakby wszystkie inne zmartwienia przeszły na drugi plan. A ja cały czas czułam satysfakcję, że Dymitr nie mógł w tym uczestniczyć, jednak widziałam go przechodzącego co jakiś czas obok sporych drzwi.
Przyjęcie z okazji urodzin Ani (czyli ani moich, ani ich) trwało aż do wieczora. W imprezowych nastrojach opuściliśmy restaurację i skierowaliśmy się w stronę swoich apartamentów. Ale dla mnie to nadal było za mało. Plan zemsty nadal trwał, a ta sytuacja na sto procent go nie zraniła. Jak dobrze, że na ten dzień miałam zaplanowane jeszcze kilka innych atrakcji dla Dymitra.
W swoim apartamencie przebrałam się w dość krótki i wyzywający strój do ćwiczeń. Wakacje wakacjami, jednak każdy dzień przerwy od jakiegokolwiek wysiłku fizycznego był dla mnie dniem straconym. A odkąd przyleciałam na tą nieszczęsną wyspę jeszcze ani razu nie ćwiczyłam. Do czego te nieszczęsne pieniądze doprowadzają? Złapałam za matę do ćwiczeń, butelkę z wodą i wyleciałam z apartamentu w stronę plaży. Świeże powietrze dobrze wpływa na krążenie, a samopoczucie również jest lepsze.
Kilka minut później rozłożyłam matę do ćwiczeń nieopodal jakiejś ćwiczącej grupki. Kątem oka zerkając na nich rozpoczęłam od rozgrzewki mającej przygotować mnie na większy wysiłek fizyczny. Zawsze starałam się robić wszystko z umiarem, a nie miałam też ochoty spędzić pozostałego wypoczynku z bolącymi mięśniami. Kilka, jak nie kilkanaście chwil wygibasów przygotowała mnie na dalsze ćwiczenia.
- Cześć - usłyszałam obok siebie nieznany mi męski głos. Uniosłam głowę w jego kierunku i widząc mężczyznę, który jeszcze chwilę temu ćwiczył niedaleko uśmiechnęłam się. - Chcesz się do nas przyłączyć?
Nieco zdziwiona, że jacyś ludzie tutaj porozumiewają się tym samym językiem kiwnęłam nieśmiało głowo i złapałam za swoją matę i ruszyłam za chłopakiem. W czasie tej niedługiej drogi przedstawił mi się i powiedział, że przyjechał ze znajomymi na tygodniowe wakacje, ponieważ niedługo mają dość ważny klubowy mecz w piłkę i chcą się wyluzować. Cała ekipa przywitała mnie ciepło i bez dwóch zdań rozpoczęliśmy wspólny trening. Podzielali moje zdanie o ćwiczeniach na świeżym powietrzu i przez następną godzinę rozmawiając o różnych rzeczach ćwiczyliśmy.
Kiedy nasza "zabawa" zakończyła się pomyślnie kapitan drużyny zaprosił mnie na ognisko, które miało odbyć się jeszcze tego samego wieczoru na plaży. Bez wahania się zgodziłam - spędzenie czasu w całkowicie męskim towarzystwie, których nawet za bardzo nie znałam powinno nadawać się na odpowiednią zemstę na Dymitrze. Pomimo tego, że on nie pojawiał się w tych samych miejscach w jakimś stopniu na pewno kontrolował miejsce mego pobytu. Więc nie było szans, by nie dostrzegł mojej wieczornej imprezy.
Znajdując się już w apartamencie zaszyłam się pod prysznicem, by zmyć z siebie pot wcześniejszego treningu. Z wielką dokładnością umyłam wszystkie partie swojego ciała, a na samym końcu skupiłam się na swoich loczkach. Po wysuszeniu się założyłam na siebie krótkie czarne spodenki i bluzkę, którą miałam wcześniej ubraną w restauracji. Z wielkim uśmiechem pojawiłam się na plaży, gdzie do późnych godzin nocnych tańczyłam, piłam i rozmawiałam z całą ekipą. Kiedy wypite procenty weszły za mocno usiedliśmy dookoła ogniska przyśpiewując znane nam mniej lub więcej piosenki. Będąc zmęczona oparłam się głową o Davida. Ten jak gdyby nigdy nic położył dłoń na moim udzie, jednak ja się tym nie przejęłam. Pomimo mojego nie najlepszego stanu wiedziałam, że nic mi nie zrobi. Po prostu miałam takie przeczucie.
Po kolejnych kilku godzinach imprezowania udało mi się bez żadnej wpadki dotrzeć do swojego apartamentu. Tam nie ściągając z siebie ubrań przesiąkniętych dymem z ogniska położyłam się na łóżku, zamknęłam oczy i zasnęłam. Tak jak mi się wydawało po chwili rozległo się dość mocne pukanie do drzwi, które mnie obudziło. Nie wydając z siebie żadnego dźwięku usłyszałam zza drzwi zdenerwowany głos Dymitra. A potem bez proszenia mężczyzna wszedł do środka.

Dymitr ?

Od Dymitra C.D Anastasi

 Usłyszałem dźwięk przekręcającego się zamka. Odetchnąłem z ulgą, gdy drzwi się otworzyły, ujrzałem zdenerwowaną dziewczynę. Lekko szumiało mi w głowie, ledwie przekroczyłem próg, a już niemal wylała ona potok słów i żądań w moją stronę. Usiadłem na krześle i patrzyłem na nią, gdy skończyła, w końcu mogłem zabrać głos. Wkurzonej kobiecie nie wolno wchodzić w słowo, zwłaszcza jeśli ma przygotowaną białą broń, którą była patelnia.
- Jestem aż takim potworem ? - lekko uniosłem brew.
- Jesteś !
Przełknąłem ślinę, to miały być jej wakacje, a teraz chciała stąd uciec. Mógłbym ją odstawić do domu, ale zapewne wtedy już nigdy byśmy się nie spotkali, a tego bym nie przeżył. Musiałem znaleźć jakieś rozwiązanie. Odrzuciłem dumę na bok.
- Przepraszam, nie chce, abyś mnie opuszczała, ale rozumiem, że nawaliłem. Ten wyjazd miał być dla Ciebie wakacjami, chciałbym, aby tak zostało. Może się jakoś dogadamy.
- Wakacje ! To trauma dla mnie co mi zrobiłeś !
Wziąłem głęboki wdech.
- Chcesz wracać ?
- Tak !
- A jeśli nalegałbym, abyś została ?
- Nie !
- Dam Ci spokój...nie będziesz musiała na mnie patrzeć, nie musisz, nawet strać się mnie unikać, to ja będę schodził ci z drogi. Ty decydujesz, kiedy chcesz mnie widzieć lub kiedy chcesz ze mną rozmawiać, o ile będziesz chciała.
- Kuszące, przemyślę to, jutro rano dam Ci odpowiedz. A teraz zostaw mnie i wyjdź !
Wstałem z krzesełka i opuściłem jej apartament. Wróciłem na dół do reszty. Zająłem swoje miejsce przy stole. Pomimo świetnej atmosfery, jaka panowała i dobrych nastrojów moich towarzyszy czułem się dziwnie, zastanawiałem się, czy dziewczyna zgodzi się na mój układ, czy jednak zostanie przy swoim. Zabawa skończyła się nad ranem, gdy wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Pomimo że czułem zmęczenie, nie mogłem zasnąć. Leżałem na łóżku i gapiłem się w sufit, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi,
- Otwarte !
Do pokoju weszła Anastasia, zdziwiła mnie jej wizyta.
- Jaka jest twoja decyzja ?
- Zgadzam się, na twój układ.
Skinąłem głową wstałem złoża i sięgnąłem do szuflady, wyjąłem z niej czerwoną kartę i podałem dziewczynie.
- Co to jest ?
- Karta płatnicza...
- Chcesz mnie kupić !
- Nie... posłuchaj nic w tym stylu, gdybyś podała mnie do sądu i udowodniono by moją winę, musiałbym ci dać zadośćuczynienie, robię więc to bez latania po sądach.
Anastazia kiwnęła tylko głową, po czym wyszła z mojego pokoju. Na karcie był okrągły milion.


Anastazja ?

Od Anastasi C.D Dymitra

  - Ana otwórz, proszę - z drzemki, którą odbywałam oparta o drzwi obudził mnie głos nieco pijanego Dymitra. Rozejrzałam się dookoła i w ułamku sekundy wszystkie wydarzenia tego wieczoru wróciły do mnie jak bumerang.
- Odejdź! - krzyknęłam. - Nie chcę cię znać.
- Proszę, chcę pogadać, nic ci nie zrobię - brzmiał naprawdę sensownie, ale jaką ja miałam mieć pewność, że nie mówił tego bym po prostu uwierzyła w jego słowa i go wpuściła?
- O czym ty niby kurwa chcesz ze mną rozmawiać?
- Proszę, daj mi wyjaśnić, myślałem że chcesz tego...
- Czego, być zgwałcona przez ciebie? - poczułam jak po moich policzkach lecą gorące łzy.
- Wpuść mnie, porozmawiajmy normalnie - i nic więcej nie powiedział. Zaklęłam pod nosem, naprawdę, o czym chciał rozmawiać? Że to wcale nie tak, po prostu swoim strojem zasygnalizowałam, że tego chcę, a może miałam się odwdzięczyć za ten wyjazd albo coś innego? To wszystko było takie zagmatwane. A co jeśli jemu było mało i chciał więcej? Wiecznie nie mogłam się ukrywać, w końcu wszędzie znajdowali się znajomi Dymitra i prędzej czy później musiałabym stąd wyjść. Chociaż... skoro on chciał teraz rozmawiać to może powinnam zażądać samolotu do domu, a całej reszcie powiedziałby, że wypadły mi bardzo pilne sprawy rodzinne? To miało prawo wypalić w mniejszym lub większym stopniu. Ale żeby przedstawić mu ten plan musiałabym go wpuścić do środka. Drżąc wstałam spod drzwi i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Musiałam być w jakikolwiek sposób przygotowana gdyby chciał ponownie mnie zaatakować. Podeszłam do aneksu kuchennego i wyciągnęłam z szafki największą patelnię jaką znalazłam. Dzięki mojemu mniejszemu wzrostowi i sporej zwinności zawsze miałabym minimalną przewagę, gdyby ten chciał się na mnie rzucić. Takie uderzenie w głowę z patelni powinno było go chociaż na chwilę zdezorientować bym ewentualnie mogła uciec z pomieszczenia.
Z niespokojnym oddechem podeszłam do drzwi, przekręciłam kluczem w zamku i pociągnęłam za klamkę, jednocześnie odsuwając się na kilka metrów do tyłu. Z niemałym przerażeniem spoglądałam na Dymitra, który zataczając się i spoglądając prosto na mnie wszedł do pokoju. Pytająco spojrzał na patelnię, a widząc moją minę uśmiechnął się.
- Ana, ja...
- Rano chcę wrócić do domu - wycedziłam przez zęby, starając się brzmieć jak najmniej przestraszona. - Nie wiem, zorganizuj samolot czy coś, panie wpływowy.
- Aha, czyli teraz przechodzimy na per pan? Tak, panienko Padilla? - warknął, na co z nerwów przełknęłam głośno ślinę. Skąd on... czy ja kiedykolwiek mówiłam mu, jak mam na nazwisko? Czemu do kurwy bogatym ludziom jest łatwiej?
- A jak mam się zwracać, co? Wiesz, jak ja się czuję? - ugryzłam się w język, by jeszcze bardziej się nie rozpłakać. - Nie masz kurwa zielonego pojęcia jak się czuję! Czuję się zabawka, jak rzecz którą można się pobawić i zostawić, wiesz?
Dymitr spoglądał na mnie nie do końca wiedząc co ma odpowiedzieć. Jego uśmiech, który znajdował się na jego twarzy przez ostatnie kilka chwil zniknął.
- Nic nie powiesz teraz, co? A tak chciałeś porozmawiać - westchnęłam. Czując na sobie jego wzrok przeniosłam się w stronę aneksu kuchennego, a na blacie odłożyłam nieszczęsną patelnię. Nie miałam już pomysłu co ze sobą zrobić, a tym bardziej zrobić z nim. Zrezygnowana wzięłam głęboki oddech i usiadłam na krześle cały czas spoglądając się na Dymitra.

Dymitr ?

Od Dymitra C.D Anastasi

 Dziewczyna szybko opuściła mój pokój, cóż wątpię, by aż tak bardzo jej się nie podobało. Zresztą pewnie potrzebuje czasu, aby poukładać sobie w głowie. Udałem się pod prysznic i ogarnąłem na szybko, ułożyłem włosy i przebrałem się w nieco wygodniejsze ciuchy. Udałem się na dół, a gdy padały pytania o Ane wyjaśniłem, że po prostu nie czuje się dzisiaj najlepiej i prawdopodobnie się nie zjawi. Jakoś nikt nie wydawał się zbyt mocno przejęty tym faktem. Skupiliśmy się głównie na świętowaniu, któremu towarzyszyły liczne śpiew, krzyki, tańce. Alkohol wszelkiego rodzaju lal się litrami. Nie obyło się bez rozmów o napadzie, jakie były trudności, jakie decyzje trzeba było podejmować w krytycznych momentach. Tym bardziej nasza radość była zrozumiała, że mamy to już za sobą i jesteśmy obrzydliwe bogaci.
- Wznieśmy toast za Dymitra ! - krzyknął Marcus.
Wszyscy wstali, znowu zaczęliśmy śpiewać. Gdy na chwilę nastała cisza, podniosłem swój kieliszek do góry.
- Wznoszę toast za was wszystkich, za waszą wiarę, odwagę, za to, że jesteście najlepsi w swoim fachu, bez was ten plan pozostałby tylko pustym marzeniem. Kocham was, jesteście moją rodziną. Dziękuje, że jesteście tutaj ze mną ! - po tych słowach opróżniłem zawartość swojego kieliszka.
Ten wieczór był jednym z moich ulubionych, zapewne będę go bardzo długo wspominał. Ta szampańska zabawa przy muzyce i najlepsze towarzystwo oraz napoje alkoholowe. Postanowiłem, że z sentymentu kupię tę wyspę, zainwestuje w nią i zrobię z niej swój własny mały raj. W połowie zabawy postanowiłem odejść od stołu i sprawdzić jak ma się Anastasia. Wstałem więc i udałem się pod drzwi jej apartamentu, po czym zapukałem. Jednak nie usłyszałem żadnej odpowiedzi, lekko złapałem za klamkę, jednak drzwi były zamknięte. Byłem już lekko pijany, ale chciałem z nią porozmawiać. 
- Ana otwórz, proszę. 
- Odejdź ! Nie chce Cię znać. 
- Proszę, chce pogadać, nic Ci nie zrobię. 
- O czym ty niby kurwa, chcesz ze mną rozmawiać ! 
- Proszę, daj mi wyjaśnić, myślałem, że chcesz tego. 
- Być zgwałcona przez ciebie ! 
- Wpuść mnie, porozmawiajmy normalnie...

Anastasia ?

Od Anastasi C.D Dymitra +18

 Kiedy Dymitr dotknął palcami moje uda wyczułam, że coś było nie tak jak powinno być. Że to nie jest zwyczajny przyjacielski dotyk. Prędzej czy później musiało do tego dojść – w końcu czego taka wpływowa osoba może chcieć od pierwszej lepszej przypadkowej laski spotkanej na siłowni? Ale, kurwa, czy on zwyczajnie nie mógł zapytać? Nie byłam pierwszą lepszą, z którą mógł pójść do łóżka. A jeśli tak myślał, to był w błędzie. Sporym błędzie.
Jak gdyby nigdy nic złapał za moją dłoń i położył ją na swoim torsie. Spojrzałam na niego bez słowa.
- Tak jest sprawiedliwie – wymruczał. – Ja dotykam twoich ud bo mi się podobają, ty dotykasz tego co podoba się tobie.
A skąd on może wiedzieć, co mi się podoba, skoro nie pytał o to? Nie miałam jednak zbyt dużo czasu by to kwestionować, Dymitr po chwili wbrew mnie rozchylił moje nogi by stanąć bliżej mnie. Czy on pomyślał, że usiadłam na tym pieprzonym blacie by go prowokować? Komuś chyba potrzebne było wiadro zimnej wody. Mężczyzna nie odpuszczał. Może nie będzie tak źle? Może jeszcze się opamięta? Kiedy docisnął mnie do siebie wyczułam jego narastającą ochotę. Moje nadzieje zostały pogrzebane żywcem, jednak kiedy przycisnął mnie swoimi biodrami odruchowo niczym dziecko oplotłam swoje nogi dookoła jego miednicy. To się wkopałam. Czy to była podstawa do sądzenia, że też tego chcę? Po chwili Dymitr delikatnie dotknął kciukiem moich warg i zaczął mnie całować. Nieziemsko całować. Jednak to było wbrew mnie, wbrew temu co respektowałam i czego się trzymałam przez całe swoje życie.
Chwilę później poczułam jego dłonie na swoich pośladkach i jak gdyby nigdy nic podniósł mnie do góry i położył na łóżku.
- Dymitr, ja nie mogę – szepnęłam naprawdę cicho, oczekując, że nie dojdzie do niczego.
- Nie podoba ci się? – spojrzał na mnie z udawanym zdziwieniem. – Daj spokój, to nic takiego.
Przełknęłam ślinę. To nic takiego? Nigdy nie interesowały mnie przelotne romanse ani przygody na jedną noc. Jemu to najwidoczniej nie przeszkadzało. Jego dłoń powędrowała pod moją koszulkę i bez słowa zaczął delikatnie masować moją pierś. Drżałam. A on kontynuował. Koszulka powędrowała w górę, a on jak gdyby nigdy nic zaczął zabawę swoimi ustami. Rozpoczął mokrą wędrówkę pocałunkami przez całą moją szyję aż do piersi. Bawił się nimi przy użyciu warg, języka i palców. Interesowała go wyłącznie jego przyjemność, do której wykorzystywał mnie.
Czułam się jakby to wszystko trwało wieczność. Czas działał na moją niekorzyść, a im bardziej on się wysilał tym bardziej powodowało to niechciane reakcje mojego organizmu, przyśpieszył mi się oddech, a między nogami zrobiło się mokro. Nie chciałam, by o tym wiedział, jednak ten jak na zawołanie rozpiął moje spodenki i wsunął tam dłoń. Spojrzał mi głęboko w oczy i uśmiechnął się.
- Wiem, że chcesz, czuję to – wymruczał. – Już teraz ci nie odpuszczę.
Nie protestowałam, nie zapierałam się, po prostu pogodziłam się ze stanem rzeczy. A to wszystko trwało dalej. Byłam tylko biernym widzem, biernie oglądałam kolejne wydarzenia. Kątem oka zerkałam jak ściągnął ze mnie spodenki wraz z bielizną i zatopił się głową między moimi udami. Jego ciepły język powędrował na najczulszy punkt na moim ciele i delikatnie zaczął go drażnić. Bezmyślnie złapałam go za włosy i chyba nawet je pociągnęłam w swoją stronę. Czy to miało skłonić go do zaprzestania? Kiedy intensywność działań jego języka zwiększyła się, odłożyłam dłoń na bok. W pewnym momencie Dymitr wsunął dwa palce do środka. Syknęłam. To chyba bardziej go nakręciło.
- Nie – szepnęłam, czując to co mogło wydarzyć się za moment.
- Wolisz coś innego, mała? – jednym ruchem rozpiął spodnie i wyjął go na wierzch. Bez zbędnych ceregieli powoli zaczął go wkładać we mnie. Kiedy już prawie cały był w środku syknęłam ostrzegawczo, jednak ten nie przejął się tym faktem. Intensywność jego ruchów zwiększyła się i całkowicie nie zwracał uwagi na to, co wtedy czułam. Na mojej twarzy zawitał grymas, a po chwili słychać było charakterystyczne klaskanie i mój jęk. W pewnym momencie jak gdyby nigdy nic wyszedł ze mnie i przerzucił mnie na brzuch. Złapał mnie za włosy i mocno przyciągnął do siebie.
- Teraz jesteś już moja – szepnął mi do ucha i chwilę później znowu byłam na czworakach. Bez ostrzeżenia wszedł we mnie i zacisnął swoje dłonie na moich pośladkach. A ja dalej jęczałam. A tak bardzo tego nie chciałam robić. A on zaczął dochodzić wypełniając mnie całą. Docisnął mnie do siebie bym w żaden sposób nie mogła uciec.
Kiedy wyszedł ze mnie odwróciłam się na plecy i spojrzałam na niego. Był spocony i dyszał. A ja byłam przerażona. Dymitr jak gdyby nigdy nic się nie stało przybliżył swoje wargi do moich ust. Mogłam go pocałować albo spróbować uciec. Pierwsza opcja była zbyt ryzykowna, uznałby, że podobało mi się i wcale nie zrobił tego wbrew mnie. Decyzję, którą musiałam podjąć musiała zostać podjęta jak najszybciej się dało. Ucieczka.
Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej i z całej siły odepchnęłam go. Ze względu na jego przewagę wzrostową i masową było trochę ciężko, ale moja reakcja zdziwiła go. Bez słowa przyglądał się temu, co robiłam. Z niesamowitą prędkością narzuciłam na siebie koszulkę, złapałam za resztę swoich ubrań i uciekłam z jego apartamentu. Na szczęście nie zamknął drzwi i mogłam opuścić pomieszczenie naprawdę szybko. Będąc już u siebie przekręciłam klucz w zamku i bez zbędnych ceregieli zaszyłam się w łazience. Nie ściągając koszulki odpaliłam prysznic i usiadłam w rogu. Chciałam zmyć z siebie ten brud, ten ogromny brud który czułam po tym wszystkim co się wydarzyło. I co ja miałam teraz począć? Zgłaszać go gdziekolwiek? Był zbyt wpływowy i pewnie jego prawnicy by go wyciągnęli. Powiedzieć komukolwiek? A kto by uwierzył pierwszej lepszej przypadkowej lasce, którą bardzo bogaty człowiek sobie przywiózł? Pewnie takich dziewczyn jak ja było więcej. Taka osoba jak on pewnie co tydzień sprowadza kolejne dziewczyny na weekendową przygodę. Byłam tylko nic nie znaczącym pionkiem w jego grze.
Woda lała się litrami, a ja w dalszym ciągu siedziałam i mokłam. Może to było dobre miejsce na przeczekanie reszty wyjazdu? A może powinnam rozkazać mu, by wysłał mnie do domu? Nikogo tam nie było więc bez problemu mogłabym wysiedzieć te dwa tygodnie starając się zapomnieć o tym, co tu się wydarzyło.
To nie miało sensu. Nie mogłam tak siedzieć i czekać. Cała mokra wyszłam spod prysznica uprzednio wyłączając wodę i położyłam się na łóżku. Po kilku minutach rozległo się pukanie, a kiedy na nie nie zareagowałam zza drzwi wydobył się kobiecy głos.
- Czujesz się już lepiej, Ana? – a to ja się gorzej czułam? Nieźle to rozegrałeś, panie wpływowy.
Nie odczuwałam potrzeby, by odpowiedzieć na to pytanie. Bez słowa gapiłam się w sufit, starając się nie myśleć o mężczyźnie i wszystkim innym co miało miejsce tego dnia.
- Jakbyś się poczuła lepiej to wpadnij na ognisko – odezwała się osoba za drzwiami i po krokach poznałam, że odeszła w swoją stronę. Nie miałam zamiaru się tam zjawiać. Nie planowałam wychodzić z apartamentu przez najbliższe dni. Może czas na zamieszkanie tutaj? Albo jakąś ucieczkę, jak w filmach. Wystarczyłoby wydostać się z budynku i pójść. Ale gdzie? Nie znałam języka i nie wiedziałam gdzie jestem. Wszystko wskazywało na to, że prędzej czy później musiałabym z kimś porozmawiać. I to w tym wszystkim było najgorsze. Chociaż tyle, że najbliższe godziny mogłam spędzić w swoim apartamencie. I niech tak pozostanie.

Dymitr ?

Od Dymitra C.D Anastasi +18

 Leżąc i myśląc nic nie osiągnę. Wstałem i wyjąłem z barku szklankę oraz whisky, zapełniłem naczynie po czym sięgnąłem po kostki lodu. Po odczekaniu zaledwie dwóch minut, opróżniłem szklankę, w mgnieniu oka. Od razu poczułem się lepiej, wyszedłem na balkon i zapaliłem papierosa, powoli zaciągałem się i wypuszczałem dym. Gdy zgasiłem kiepa, wróciłem do środka, ponownie napełniłem szklankę i wypiłem duszkiem. Znów wyszedłem na balkon i zapaliłem, delektując się papierosem. Dopiero gdy lekko zaszumiało mi w głowie poczułem ulgę. Skierowałem swoje kroki do łazienki, odkręciłem lodowatą wodę, rozebrałem się i wszedłem pod prysznic. W końcu oprzytomniałem, gdy wyszedłem z łazienki, stanąłem przed lustrem przyglądałem się sobie dłuższą chwilę, po czym zajrzałem do szafy, musiałem się jakoś ubrać na ten obiad. Postawiłem na elegancki strój czarne pantofle, spodnie od garnituru, biała koszula schludnie zapięta lecz zamiast marynarki kamizelka. Wszystko pasowało do siebie idealnie. Nie mogłem zapomnieć o kilku dodatkach, takich jak srebrny zegarek i i sygnet który nosiłem na palcu. 
Przed wyjściem przejrzałem się jeszcze w lustrze . Gdy zszedłem na dół wszyscy już byli na swoich miejscach, usiałem więc obok Anastasi. Podczas posiłku rozmawialiśmy wszyscy razem, wznosimy toasty, opowiadaliśmy żarty. dziewczyna wyglądała zjawisko w tej sukni, duży dekolt do niej pasował. Przyćmiewała swoją urodą Zoe oraz Belle, które mogły jej pozazdrościć. 
- Robimy dzisiaj ognisko na plaży i dyskotekę i pijemy do białego ran ! - krzyknął Keryl. 
- Jasne ! nas nie musisz namawiać - zaśmiał się Antwan lekko całując Zoe w policzek. 
Marcus spojrzał na mnie. 
- Nie możemy przegapić naszej pierwszej nocy na tej wyspie - zabrałem głos więc było pewne, że wszyscy się zjawią. 
Gdy reszta się rozeszła, jeszcze chwilę zostałem z dziewczyną która tak bardzo wpadła mi w oko. 
Nadszedł czas aby się w końcu zebrać do siebie. Więc poszliśmy do swoich apartamentów. Zdjąłem z siebie ciuchy i odwiesiłem na miejsce, lubiłem gdy wszystko jest schludnie zrobione. Ubrałem bokserki i jeansy, było ciepło więc zrezygnowałem z noszenia koszulki. Zdążyłem uruchomić ekspres do kawy gdy rozległo się pukanie. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem w progu Anastasie. Bez wahania wpuściłem ją do środka, nie miałem nic przeciwko aby pożyczyła ode mnie telefon. Gdy dziewczyna wyszła na balkon mój wzrok powędrował za nią. 
"Kurwa, nie wytrzymam, już nie mogę dłużej udawać miłego faceta.  Mogę to spierdolić, albo sprawić, że będzie jej mało" - pomyślałem. 
Gdy zrezygnowana wróciła z nieco smutną miną i usiadła na blacie obok telefonu uśmiechnąłem się sam do siebie. 
- Nie wiem chyba się powtarzam ale do twarzy Ci w mojej koszulce. 
Podszedłem powoli do niej, dzieliły nas tyko jej nogi zwisające z blatu. Lekko dotknąłem jej uda palcami i przejechałem po nim to w górę to w duł. Poczułem na sobie jej spojrzenie. Sięgnąłem ręką po jej dłoń i położyłem na swoim torsie. 
- Tak jest sprawiedliwe, ja dotykam twoich ud bo mi się podobają ty dotykasz tego co podoba się tobie -szepnąłem. 
Lekko rozchyliłem jej nogi by stanąć bliżej, dziewczyna oplotła je na moich biodrach. Powoli zaczynała grać w moją grę. Delikatnie dotknąłem kciukiem jej warg po czym zbliżyłem swoje usta i zacząłem całować. W tym momencie poczułem, jak cholernie mnie podnieca. Złapałem dłońmi jej pośladki podniosłem do góry i przeniosłem na łóżko. 
- Dymitr, ja nie mogę. - szepnęła.
- Nie podoba Ci się, daj spokój, to nic takiego. - mruknąłem. 
Moja ręka powędrowała pod jej koszulkę, złapałem ją za pierś i zacząłem lekko masować. Wyjąłem rękę ściągnąłem z niej koszulkę i odłożyłem na bok. Całowałem po szyi i schodziłem coraz niżej. Pośliniłem palec, wargami objąłem jednego sutka lekko ssąc, zaś drugim się bawiłem, robiąc koliste ruchy palcem. Były twarde i sterczące, co oznaczało, że dziewczynę najwidoczniej to podnieca. Słyszałem jak zaczyna szybciej oddychać. Aby się upewnić  zjechałem niżej ręką odpinając jej spodnie i wsuwając dłoń. Usłyszałem cichy jęk. Była mokra bardzo mokra. Oderwałem usta od jej sutka spojrzałem jej w oczy i uśmiechnąłem się. 
- Wiem, że chcesz, czuje to, już teraz Ci nie odpuszczę. 
Zdjąłem jej spodenki razem z bielizną, rozchyliłem jej nogi rękoma, po czym wsadziłem głowę między nie. Zacząłem delikatnie  ją lizać, poczułem jak dziewczyna łapie mnie za włosy. Wykonywałem precyzyjne kuliste ruchu językiem, raz naciskając nim mocniej raz lżej. Delikatnie wsuwałem go do środka. Dziewczyna wiła się jak wąż cicho jęcząc. Czułem jak mój członek zaczyna mnie uwierać. Wsunąłem jej dwa palce do środka i zacząłem nimi poruszać. 
- Nieee - szepnęła
- Wolisz coś innego mała. - odpiąłem guzik i rozsunąłem rozporek. Wyjąłem członka na wierzch po czym powoli włożyłem do jej wnętrza. Dziewczyna cicho syknęła, jednak nie zwróciłem na to szczególnej uwagi. Poczułem jak otula go ciepło. Zacząłem powoli kołysać biodrami usiłując z każdym kolejnym pchnięciem wsuwać go coraz głębiej. Grymas na jej twarzy tylko mnie bardziej podniecał. W Moje ruchy stawały się coraz szybsze i mocniejsze, słyszałem tylko jęk i lekki krzyk oraz opór stawiany przez nią. Gdy czułem że jestem blisko wyjąłem go, zrobiłem wdech i szybkim ruchem przerzuciłem dziewczynę na brzuch. Była teraz tyłem do mnie klęcząca na łóżku, złapałem jej włosy i przyciągnąłem do siebie. 
- Teraz już jesteś moja - szepnąłem jej do ucha po czym pchnąłem do przodu. Dziewczyna zaparła się na łokciach, po chwili mój członek ponownie znalazł się wewnątrz, zacisnąłem obie dłonie na jej pośladkach. Mocno kołysząc biodrami, wchodził cały, wszystkie ruchy były rytmiczne, z jej ust wydobywał się jęk a ja bez skrupułów robiłem to coraz szybciej i mocniej. W końcu poczułem jak wszystko ze mnie schodzi całe to napięcie, całe podniecenie. Z ogromną siłą przytrzymałem jej biodra nie pozwalając by uciekła mi choć na milimetr w momencie gdy spuszczałem się do jej wnętrza. Gdy wszystko opadło wyjąłem go. Anastasia odwróciła się na plecy i spojrzała z przerażeniem na mnie. Dopiero teraz dotarło do mnie, że to co zrobiłem lekko podchodzi pod gwałt. Oddychałem ciężko, ponownie zbliżyłem wargi do jej ust. Opcje są dwie albo dostanę z liścia albo zacznie się ze mną całować. 

Anastasia ?


Od Anastasi C.D Dymitra

 Kiedy drzwi zamknęły się za Dymitrem nadal roztrzęsiona usiadłam na łóżku. Emocje powoli zaczęły schodzić ze mnie. Nie tak sobie wyobrażałam spędzenie pierwszego dalekiego wakacyjnego wyjazdu. Definitywnie nie tak miało to wyglądać.
Nie ściągając butów odchyliłam się do tyłu i plecami położyłam się na delikatnej pościeli. Trzymając lód przy głowie zerkałam w sufit nie do końca zastanawiając się nad tym o czym myślałam. Tyle rzeczy na raz przechodziło przez mój umysł, że w żaden normalny sposób nie byłam w stanie stwierdzić, co było ważne, a co nie. Nagle wpadło mi do głowy, by zadzwonić do swojej rodziny i dać im znać, że wszystko u mnie było w porządku, oczywiście nie licząc niewielkiego wypadku. Sięgnęłam po swój telefon i wybrałam odpowiedni numer. Kiedy przycisnęłam zieloną słuchawkę z komórki nie wydobyły się sygnały; automatyczny głos przekazał mi informację, że nie mam możliwości wykonywania połączeń poza granicę. Zrezygnowana zamknęłam oczy i zasnęłam.
Obudziłam się po kilkunastu, może kilkudziesięciu minutach. I nie do końca sama się obudziłam, zostałam obudzona przez dość głośne pukanie do drzwi. Potwornie ziewając zwlekłam się z łóżka i pociągnęłam za klamkę. Kiedy oczy wyostrzyły obraz dokładniej przyjrzałam się stojącej postaci. Była to Bella.
- Przyszłam sprawdzić jak się czujesz – uśmiechnęła się i bez pytania weszła do środka, zamykając za sobą drzwi. Zdziwiona powlekłam się za nią.
- Jest już lepiej, dzięki – odpowiedziałam zmieszana. – Która jest godzina?
- Za chwilę dochodzi szesnasta – zerknęła na mnie. – Co jest między tobą a Dymitrem?
- My ee – to pytanie wytrąciło mnie z tropu. Co jej miałam powiedzieć? Przystawił się do mnie na siłowni, potem wziął mnie do siebie i na sam koniec kazał mi lecieć ze sobą na zajebiście drogie wakacje? – No, my się ten, przyjaźnimy.
- Aha.
Odwróciłam się tyłem by ukryć niewielkie rumieńce, które pojawiły się na mojej twarzy. Kucnęłam przed nierozpakowaną torbą i zaczęłam przeglądać ubrania, które wzięłam ze sobą. Mieliśmy grupowo iść na obiad i chciałam jakoś ładnie wyglądać. Wyciągnęłam dwie sukienki i położyłam je przed sobą.
- Weź tą po lewej – odezwała się Bella. Skinęłam głową i kiecka leżąca po prawej wylądowała z powrotem w środku. – Widzimy się na dole.
W momencie kiedy usłyszałam trzaśnięcie drzwiami ściągnęłam z siebie aktualnie noszone ubrania i narzuciłam sukienkę. Prosty kawałek materiału z kwiatami z dość sporym dekoltem i rękawkami. Ułożyłam włosy i zadowolona zeszłam na dół. Przywitałam się z obecnymi tam ludźmi i usiadłam na krześle, obok którego po chwili pojawił się Dymitr.
- Widzę, że już ci lepiej – skomentował. – Ładna sukienka.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się. – Ładna koszula.
Spojrzał na mnie jak na wariatkę, ale już się nie odezwał. Chwilę później kelnerzy przywieźli nam jedzenie. Dookoła rozległy się głośne rozmowy i brzdęk sztućców.
- Smakuje ci? – zapytał Dymitr zerkając ciekawsko na mnie. Zdawało mi się, że spojrzał w mój dekolt, ale nie zareagowałam na to. Przytaknęłam na jego pytanie. Bez słowa dokończyłam swój posiłek, który swoją drogą był świetny, a potem na stołach pojawiły się desery. Mimo, że byłam już pełna złapałam za pucharek lodów i ze smakiem zjadłam posiłek.
Siedzieliśmy w restauracji już drugą godzinę nadal rozmawiając i jedząc. Po jakimś czasie część towarzystwa zaczęła rozchodzić się do swoich pokoi. W pewnym momencie ja i Dymitr zostaliśmy sami. Porozmawialiśmy na kilka błahych tematów, a po kilkunastu minutach odeszliśmy od stołu i ruszyliśmy na górę do swoich apartamentów. Skorzystałam z okazji i przebrałam się w coś innego. Ściągnęłam z siebie wszystko co na sobie miałam, nie licząc oczywiście majtek. Na górę założyłam koszulkę Dymitra, którą dostałam od niego po kąpieli w basenie, a po chwili naciągnęłam na siebie dżinsowe spodenki. Z lekkim uśmiechem wyszłam z pokoju i zapukałam do drzwi mężczyzny. Chwilę później otworzył je i zaprosił mnie do środka.
- Czy mogłabym skorzystać z twojego telefonu? Mój nie pozwala dzwonić mi za granicę, a chciałabym skontaktować się z rodzeństwem.
- Jasne, nie ma problemu – podał mi komórkę, zerkając ciekawsko na mnie. Wybierając numer skierowałam się na balkon i wcisnęłam zieloną słuchawkę. Pierwszy sygnał, drugi i trzeci. Po kilku kolejnych odezwał się głos automatycznej sekretarki ze słynnym „po sygnale nagraj wiadomość”. Zrezygnowana wróciłam do środka i odłożyłam telefon na stolik, a sama usiadłam obok urządzenia na blacie i zerknęłam na Dymitra.


Dymitr ?

Od Dymitra C.D Anastasi

 Nie trzeba było długo namawiać dziewczyny aby przyłączyła się do gry. Wszystko szło świetnie, do momentu w którym piłka nie trafiła jej w głowę. Nie widziałem jeszcze, aby ktoś runął na ziemię w ten sposób. Przejęty od razu ruszyłem w jej stronę. Gdy Anastasia otworzyła oczy, w pierwszym odruchu chciała się podnieść. Szybko wybiłem jej to z głowy prosząc by pozostała w pozycji leżącej. Gdy zdezorientowała spytała się co się stało, na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Nie to, że bawiło mnie iż tak mocno oberwała, ale była przy tym bardzo zagubiona, jej oczy wydawały się błądzić. Wzbudziło to we mnie pewne wspomnienia i uczucie którego mi brakowało. Tak to było częste pytanie kobiet którymi handlowałem, Trafiały do mnie abym przystosował je do nowego życia. Wpoił im uległość i wyższość jaką mają nad nimi mężczyźni którym mają być oddane. 
- Oberwałaś piłką od siatkówki, ale twoje poświęcenie nie poszło na marne bo i tak wygraliście- uśmiechnąłem się, wyciągnąłem rękę aby powoli usiadła.
Cala reszta przyglądała się temu, oczywiście jak to Zoe miała w zwyczaju, musiała coś palnąć. Nie miało to być złośliwe ale zabrzmiało tak. 
- Oh, Dymitr co za laska, oberwała piłką i jej świat zawirował, delikatna kruszynka z niej. 
Rzuciłem dziewczynie ostrzegawcze spojrzenie. Anstasia nie była taka jak reszta, naszej paczki, tutaj kobiety miały czasami większe jaja od mężczyzn. Jednak miała w sobie coś co czyniło dziewczynę wyjątkową. 
- Trzymaj Ana, napij się - Marcus, jako jedyny myślący przyniósł jej szklankę wody i podał.
Wstałem więc i poszedłem do baru, na plaży, zabrałem stamtąd worek z lodem i owinąłem w ręcznik po czym podałem dziewczynie, ta zaś od razu przyłożyła go w miejce gdzie oberwała. 
- Mam nadzieję, że poczujesz się lepiej. 
- Tak, ale starczy mi już chyba wrażeń i słońca- lekko się uśmiechnęła i wstała. 
- Spotkamy się na obiedzie o szesnastej ? - odezwał się marcus. 
- Tak, wszyscy powinniśmy odpocząć po podróży. 
Wraz z dziewczyną udałem się do hotelu, odprowadziłem ją do jej części apartamentowca. 
- Gdybyś czegoś potrzebowała jestem na przeciwko u siebie. 
Wyszedłem z jej pokoju i udałem się w swoją stronę. W końcu położyłem się na łóżko, wziałem głębki wdech, zastanawiałem się jak mam się do niej zbliżyć bardziej. Czułem, że coraz bardziej frustruje mnie sytuacja grania dobrego przyjaciela. Od dawna nie sypiałem z kobietami coraz bardziej brakowało mi kontaktu fizycznego i namiętności. 


Anastasia ? 

Od Anastasi C.D Dymitra

 - Zabieram Cię na wyspę Palawan – zaczął. -  Jest to jedna z największych wysp oddalona 2000 kilometrów od naszego miasta. Jest górzysta, a jej największy szczyt ma 529 metrów nad poziom morza. My będziemy zamieszkiwać zachodnie wybrzeże, gdzie znajduje się dużo piaszczystych plaż. 
- Czyli dobrze celowałam, że to będzie morze – odparłam.
- Tak – przytaknął.
- Jak tam dotrzemy? – skoro miał mnie wziąć w jakieś obce miejsce powinien chyba mi powiedzieć w jaki sposób się tam znajdziemy.
- Polecisz wraz z moim pilotem, prywatnym samolotem – odpowiedział niewzruszony.
- Chyba polecimy? – spojrzałam na niego podejrzliwie.
- Musze coś pilnego załatwić, dołączę do ciebie za trzy dni.
- Co? – zamarłam. Co on sobie wyobrażał; miałam jechać, to znaczy lecieć sama jak palec z obcymi ludźmi? A może on chciał mnie wywieźć, a może wylecieć o ile mogę tak stwierdzić, gdzieś daleko i mnie sprzedać? Nie chcę skończyć jako torebka!
- Spokojnie, na miejscu będzie tłumacz – starał się załagodzić moje wzburzenie. - Masz załatwiony pokój w hotelu, niczym nie musisz się martwić.
- Nie – jęknęłam. - Mam jechać sama!
- Posłuchaj, ciesz się wakacjami – warknął.
- Nie zgłupiałam do reszty – prychnęłam.
- Powinnaś się odprężyć, wszystko masz załatwione, po prostu zaczekasz tam na mnie. Odpoczniesz ode mnie kilka dni. Jeśli będziesz się bać masz do dyspozycji ochroniarza. Wszystkiego dowiesz się na miejscu.
Zrezygnowana odwróciłam się w stronę okna. Przez resztę drogi na lotnisko nie odezwałam się ani słowem; chciałam ułożyć sobie to wszystko w głowie. Ja, zwyczajna, nikomu nieprzeszkadzająca młoda kobieta, z dnia na dzień wylatuję w jakieś egzotyczne miejsce prywatnym samolotem obrzydliwie bogatego faceta. Kto normalny robi takie rzeczy?
Po kilku minutach drogi dotarliśmy na lotnisko. Dymitr pomógł mi z bagażami i po chwili znalazłam się na pokładzie podniebnej maszyny. To był mój pierwszy raz, stresował mnie niesamowicie. Zajęłam pierwsze lepsze miejsce z brzegu, zaraz przy oknie. Trzęsącymi się rękami zapięłam pasy i zerknęłam przez szybę. Kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt metrów widziałam stojącego Dymitra.
Chwilę później z głośników wydobył się komunikat od pilota mówiący o celu lotu oraz o wszystkich innych zaleceniach dotyczących bezpiecznej podróży, która miała trwać kilka godzin. Co mnie nieco zdziwiło, zaraz po wyrównaniu wysokości przede mną wysunął się niewielki ekran dający mi kilka możliwości: prześledzenia całej trasy i poczytaniu o miejscach nad którymi aktualnie się znajdujemy oraz oglądanie filmów. Przeglądanie wszystkich możliwości dotykowego ekranu zajęło mi dobrą godzinę. Po tym czasie pojawiła się kobieta pchająca wózek z przekąskami. Ubrana była w białą koszulę z krótkim rękawem oraz krótką, granatową spódniczkę.
- Na co ma pani ochotę? – uśmiechnęła się do mnie. Nieco wychyliłam się z siedzenia i szybko przejrzałam zawartość wózka. Poprosiłam o lekko gazowaną wodę.
Resztę drogi oglądałam swoje ulubione filmy. Znaczy, bardziej nie słuchałam, gdyż niesamowicie fascynowały mnie widoki zza okna. Kilka godzin później znajdowałam się w samochodzie z obcymi mi ludźmi, którzy za zadanie mieli zawieźć mnie do hotelu, który z wyglądu przypominał ogromny apartamentowiec. Przydzielono mi pokój wyglądający bardziej jak mieszkanie: duża, piękna łazienka, aneks kuchenny, salon oraz sypialnia. Najbardziej cieszył mnie prywatny taras z jacuzzi i pięknym widokiem na ocean. Jako, że było już późno, szybko się umyłam i schowałam się w łóżku.

* * *

Trzy dni później w mniejszym lub większym stopniu udało mi się przyzwyczaić do mojej aktualnej sytuacji. Byłam w naprawdę bogatym miejscu, ale nie żałowałam, że zgodziłam się na ten wyjazd. Przez te kilka dni zaznałam wielu luksusów, jednak czułam się dziwnie, kiedy ktoś gotował dla mnie.
Słońce leniwie wisiało nad horyzontem, kiedy wstałam z łóżka. Wykonałam kilka ćwiczeń rozciągających, po nich wzięłam relaksacyjną kąpiel w wannie i postanowiłam, że tego dnia złapię trochę słońca. Wzięłam jakiś koc, wyszłam z hotelu i skierowałam się na plażę. Chwilę później zadowolona leżałam na kocu; twarz miałam przykrytą kapeluszem.
- Już jestem – usłyszałam znajomy głos. Podniosłam nakrycie głowy i spojrzałam na niego - przepraszam że zostawiłem cię samą na trzy dni; mam nadzieję, że się nie nudziłaś.
- Nie było tak źle – odpowiedziałam, siadając. Chwilę później pojawiła się grupka ludzi, którą Dymitr zaczął mi przedstawiać.
- To jest Anastasia Poznaj proszę moich przyjaciół i jednocześnie moi współpracownicy. Marcus to mój najlepszy przyjaciel i raper jakiego zna świat. Keryl jest programistą i właścicielem kilku firm IT. Bella to dziewczyna Keryla i zajmuje się fitnessem; myślę, że się dogadacie. Tito zajmuje się szkoleniami młodych przedsiębiorców, w wolnym czasie uczy też techniki bycia dobrym barmanem. Antwan to najlepszy przyjaciel Marcusa, właściciel wielu hoteli i restauracji, a to jest Zoe, jego żona, utalentowana artystka.
Przywitałam się ze wszystkimi, a po chwilę obsługa przyniosła nam drinki. Przez kilka minut rozmawialiśmy na luźne tematy, aż nagle jedna z kobiet podniosła się.
- Zagrajmy w siatkówkę! – zaproponowała.
Dymitr wstał i podał mi rękę.
- Śmiało, chodź z nami – puścił mi oczko. Złapałam za jego dłoń i wstałam. Ruszyliśmy w stronę boiska, czyli wydzielonego przez pachołki i jakieś sznury fragmentu plaży. Szybko podzieliliśmy się na dwie drużyny: ja, Marcus, Bella i Tito byliśmy w jednej, a Dymitr, Keryl, Antwan i Zoe w drugiej. Rozgrywkę rozpoczęła drużyna przeciwna, jednak szczęście nie było do końca po ich stronie: świetnie zagrana akcja naszej drużyny sprawiła, że na naszym koncie pojawił się pierwszy punkt. Przybiłam Belli piątkę, a zaraz jeden z chłopaków zaproponował, bym to ja zaserwowała. Zgodziłam się, w końcu mieliśmy się dobrze bawić. Wyszłam za prowizorycznie zrobioną linię, udałam, że z niesamowicie wielką dokładnością wyliczam miejsce, gdzie piłka miałaby wylądować i następnie podrzuciłam ją do góry. Niczym profesjonalna siatkarka odbiłam ją z dość dużą siłą, by bez problemu znalazła się po drugiej stronie siatki. Szybko wróciłam na miejsce i z niesamowitym zapałem śledziłam wzrokiem tor piłki.
Rozgrywka trwała w najlepsze, zbliżaliśmy się do końca pierwszego seta. Obydwie drużyny szły z niewielką różnicą punktów wynoszącą dokładnie jeden. Pomimo sporej rywalizacji bawiliśmy się świetnie, było dużo śmiechu. Aż do momentu, kiedy ktoś z przeciwnej drużyny ściął za mocno i piłka lecąca z ogromną prędkością jakoś trafiła mnie w głowę.

* * *

Otworzyłam oczy. Dalej bolała mnie głowa i nie za bardzo pamiętałam co działo się ze mną przez ostatni czas. Podniosłam się i starając się wyostrzyć wzrok rozejrzałam się po pomieszczeniu.
- Nie wstawaj jeszcze – odezwał się męski głos. Z lekką ospałością przekręciłam głowę w celu wyszukania jego źródła. Długo nie musiałam czekać, dziwnie znajomy głos zaraz pojawił się obok i z bliżej przeze ze mnie niestwierdzonymi emocjami nakazał położyć mi się z powrotem.
- Co się stało? – zapytałam.

Dymitr ?

Od Dymitra C.D Anastasi

Ucieszyłem się na to, że się zgodziła. Dopilnuje, aby to były najlepsze wakacje jakie kiedykolwiek miała. Pojechaliśmy do niej, aby spakowała swoje rzeczy na wyjazd. Nie chciało mi się czekać w aucie gdy dziewczyna zniknęła w środku swojego domu. Od razu rozejrzałem się do okola, nie była to bogata dzielnica. Zamieszkiwali ją skromni ludzie, właśnie taka była Anastasia. Gdy dziewczyna wyszła, po jej minie było widać, że nie jest zadowolona iż miałem czelność nie posłuchać jej prośby. Gdy wsiedliśmy do auta padło kluczowe pytanie, dokąd się wybieramy.
- Zabieram Cię na wyspę Palawan. Jest to jedna z największych wysp oddalona 2000km od naszego miasta. Jest to górzysta wyspa a największy szczyt ma 529 metrów nad poziom morza. My będziemy zamieszkiwać zachodnie wybrzeże, jest tam dużo piaszczystych plaż. 
- Czyli dobrze celowałam, że to będzie może. 
- Tak. 
- Jak tam dotrzemy ?
- Polecisz wraz z moim pilotem, prywatnym samolotem. 
- Chyba polecimy ? - spojrzała na mnie podejrzliwie. 
- Musze coś pilnego załatwić, dołączę do Ciebie za trzy dni. 
- Co !! 
- Spokojnie, na miejscu będzie tłumacz, masz załatwiony pokój w hotelu, niczym nie musisz się martwić. 
- Nie, jadę sama ! 
- Posłuchaj ciesz się wakacjami. 
- Nie zgłupiałam do reszty.
- Powinnaś się odprężyć, wszystko masz załatwione, po prostu zaczekasz tam na mnie. Odpoczniesz ode mnie kilka dni. Jeśli będziesz się bać masz do dyspozycji ochroniarza. Wszystkiego dowiesz się na miejscu. 
Gdy dojechaliśmy na lotnisko pomogłem dziewczynie z bagażami. Zamieniłem kilka zdań z pilotem aby dziewczyna nic nie słyszała.  Kazałem mu postawić wszystkich na baczność kiedy dziewczyna dotrze na miejsce. 
Gdy Anastasia wsiadła do samolotu ja czym prędzej wróciłem do centrum dowodzenia napadem. 
****
Przez dwa dni cały czas byłem w kontakcie ze współpracownikami. napad przebiegał jak należy. Po dwóch dniach udało nam się doprowadzić akcje do końca. Wykiwaliśmy policję, negocjatorów i wszyscy wyszli z tego żywi. czekałem na końcu wykopanego tunelu który miał ujście w starym hangarze. Kasę załadowaliśmy do ciężarówki którą kierował Marcus. Reszta wyszła przebrana za zwykłych cywili i rozpierzchła się po mieście. Zebraliśmy się na statku, w końcu byliśmy bezpieczni. 
Prze cały rejs imprezowaliśmy, świętowaliśmy zwycięstwo i wolność. Opowiedziałem wszystkim o Anastasi, więc wszyscy wiedzieli, że nie możemy się wygadać czym się zajmujemy. 
*** Trzy dni od wylotu Anastasi ***
W końcu dobiliśmy do portu. Pogoda była piękna, morze spokojnie a zegar wskazywał godzinę jedenastą. Opuściliśmy pokład i udaliśmy się do hotelu, który leżał na plaży. 
- Ty to Dymitr wariat jesteś, że kupiłeś sobie plaże i hotel. - Zaśmiał się Tito
- Wszystko do naszej dyspozycji, planuje kupić całą wyspę. 
- Ten hotel to raczej apartamentowiec. - oznajmił Keryl. 
Każdy z nas miał swój apartament, Tito, Anastasia, Marcus,  i ja mieliśmy oddzielne apartamenty zaś Antwan wraz ze swoją dziewczyną Zoe mieli wspólny apartament. Tak samo jak Keryl i Bella.
Wszyscy na szybko poszliśmy ogarnąć do swoich apartamentów, przebraliśmy się w stroje kąpielowe i ruszyliśmy na plaże. Ujrzałem jak Anastasia opala się na kocu więc podszedłem. 
- Już jestem, przepraszam że zostawiłem Cię samo na trzy dni...mam nadzieję, że się nie nudziłaś. 
- Nie było tak źle. 
Nagle podeszła reszta moich znajomych. 
- To jest Anastasia Poznaj proszę moich przyjaciół i jednocześnie moi współpracownicy. Marcus mój najlepszy przyjaciel i raper jakiego zna świat. Keryl jest programistą i właścicielem kilku firm IT. Bella To dziewczyna Keryla, zajmuje się fitnessem myślę, że się dogadacie.
Tito zajmuje się szkoleniami młodych przedsiębiorców, w wolnym czasie uczy też techniki bycia dobrym barmanem. Antwan to najlepszy przyjaciel Marcusa właściciel wielu hoteli i restauracji, a to jest Zoe jego żona, utalentowana artystka.
Wszyscy po kolei przywitali się z dziewczyną. Obsługa przyniosła nam po drinku więc usiedliśmy i zaczęliśmy pić nagle Bella poderwała się. 
- Zagrajmy w siatkówkę 
- Okey ...
Wstałem i podałem rękę Anastasii. 
- Śmiało chodź z nami -pościłem jej oczko. 

Anastasia ?


Od Anastasi C.D Dymitra

- Nie, czekałem na ciebie – odpowiedział, lustrując mnie wzrokiem od góry do dołu.
- No to jestem – odparłam. Zerknęłam na Dymitra, który siedział w bezruchu i definitywnie nad czymś myślał.
- Co tam jest ciekawego w tym oknie, że tak siedzisz i patrzysz? – uniosłam brew i założyłam ręce pod piersiami.
- Nic, cały czas chodzą za mną problemy z pracy – odpowiedział i wstał. Nałożył sobie na talerz kilka sajgonek, a ja idąc jego tropem zrobiłam to samo. Zajrzałam jeszcze do lodówki i wyciągnęłam z niej słodki sos chili. Nie zastanawiając się dłużej nałożyłam go sobie odrobinkę i zamoczyłam w niej jedną sajgonkę.
- Co wydarzyło się w pracy, że cię to gnębi? – zapytałam, biorąc kęs.
- Musiałem zwolnić kilka osób. Szukam cały czas kogoś kto by mógł mi pomóc za barem – westchnął.
- Nie potrafię robić drinków więc raczej się nie przydam.
- Mogę cię wtajemniczyć w te przepisy, powiedziałem, że niejednego mogę cię nauczyć – spojrzał na mnie. – Gdybyś potrzebowała pracy będę czekał na twój odzew.
Zmieniłam temat rozmowy. Fakt faktem nagły przypływ gotówki nie byłby zły, jednak nie chciałam pozwolić, by mężczyzna za bardzo kontrolował moje życie. Skończyliśmy jeść, a ja zebrałam talerze i ruszyłam w stronę zlewu.
- Zostaw, ja to zrobię – powiedział, wstając. Wziął naczynia i włożył je do zmywarki. Ściągnęłam ręcznik z głowy, a moje mokre loki opadły na ramiona. Delikatnie przeczesałam dłonią włosy, a Dymitr stanął niebezpiecznie blisko mnie. Złapał za loka, nawinął go sobie na palec i powąchał. Poczułam się nieswojo; brak bielizny powodował, że byłam nieco przerażona. Kto wie, co mężczyzna miał w głowie. Zaczęłam się wycofywać, jednakże stojący za mną blat usilnie przeszkodził mi w tym. Przełknęłam ślinę.
- Znowu się mnie boisz; twoje włosy bardzo ładnie pachną. Powinnaś częściej chodzić w moich koszulkach, masz zgrabne nogi i świetną figurę. Wyglądasz bardzo sekowanie – powiedział, odsuwając się ode mnie. Nie wiedziałam za bardzo co mam powiedzieć, stałam w bezruchu, dopóki mój telefon nie wydał z siebie dźwięku przychodzącej wiadomości. Wzięłam go do ręki, odblokowałam i przeczytałam wiadomość. Ze zdziwienia zatkało mnie i nie wiedziałam co powiedzieć.
- Są wyniki – zaczęłam, z niedowierzaniem patrząc na Dymitra. – Wygrałam. Zgłosiłam bloga w ostatniej chwili i wygrałam. Boże, pieniądze są już na moim koncie.
Ciężko mi było złapać oddech. Odłożyłam komórkę na bok.
- Czyli co – na twarzy mężczyzny pojawił się lekki uśmiech. – Jedziesz ze mną?
- Nie mam pojęcia, czy maczałeś w tym palce – westchnęłam. – Ale skoro taka była umowa to chyba nie mam wyjścia.
Przeczesałam dłonią loki. Nie dochodził do mnie fakt, że w ciągu niecałego dnia mój majątek zwiększył się o jakieś pięćdziesiąt kafli. To całkiem sporo, wystarczająco by rzucić poprzednie życie i wynająć sobie niewielką kawalerkę gdzieś z dala od centrum, jednak nie mogłam tego zrobić. Nie mogłam pozostawić swojego rodzeństwa zdanych na łaskę Adriusa czy też rodziców. Tak czy tak, teraz dzieciaki były u dziadków, a ja mam lecieć gdzieś na wakacje z obrzydliwie bogatym mężczyzną, którego znam od kilku dni. Co może pójść nie tak?
- Podrzucę cię do domu i spakujesz najpotrzebniejsze rzeczy – zaczął Dymitr, odkładając telefon. Chyba z kimś rozmawiał, ale tak się zamyśliłam, że tego nie dostrzegłam. Zaczął iść w stronę garażu, a ja posłusznie podreptałam za nim i wsiadłam do jego samochodu. Olałam już fakt, że dalej miałam na sobie tylko jego koszulkę i swoje buty.
Po kilku minutach znaleźliśmy się pod moim domem. Planowo Adrius powinien być teraz w pracy, więc nikt nie zobaczyłby mnie w takim stroju.
- Zaczekaj, za chwilę wrócę – powiedziałam, zerkając na Dymitra. Nie chciałam, żeby wchodził do środka, nie uważałam, że byłby to najlepszy pomysł by widział, jak mieszkam. Widać było, że chciał ze mną dyskutować, jednak uniósł ręce do góry, a ja wysiadłam z samochodu. Starając się, by sąsiedzi mnie nie zobaczyli z prędkością światła otworzyłam kluczem drzwi i zniknęłam za nimi. Wydawało mi się, że powiew wiatru nieco podniósł koszulkę, ale nie zwróciłam na to większej uwagi. Prędko weszłam po schodach na górę do swojego pokoju i ubrałam na siebie bieliznę i spodnie. Zostawiłam na sobie koszulkę Dymitra, jednak podwinęłam ją nieco do góry. Złapałam za torbę z siłowni i otworzyłam szafę. Nie wiedziałam, co dokładnie mam pakować; mężczyzna nie powiedział mi jaki jest cel naszej podróży. Zamknęłam oczy i zaczęłam myśleć. Gdybym była obrzydliwie bogatym facetem to gdzie zabrałabym jakąś laskę na wakacje? Góry odpadały, jakieś oblodzone miejsce też. Postawiłam, że docelowo zabiera mnie nad jakąś plażę. Spakowałam dwa stroje kąpielowe, krótkie koszulki i kilka par spodenek. Oprócz tego wrzuciłam bieliznę, kosmetyki i ulubioną poduszkę. Zadowolona zasunęłam torbę i zeszłam na dół, gdzie stał Dymitr.
- Mówiłam, że masz siedzieć w samochodzie – jęknęłam.
- Mieszkasz w całkiem fajnym domu – odparł, nie zwracając uwagę na to co wcześniej powiedziałam. Cicho zaklęłam pod nosem. Wyciągnęłam z kieszeni klucze i zabrzęczałam nimi, by dać do zrozumienia mężczyźnie, że chcę zamknąć drzwi. Posłusznie odsunął się na bok i stojąc blisko mnie zerkał na to co robię. Machnęłam włosami i stanęłam obok samochodu Dymitra. Bez słowa wsiadłam do niego, a torbę położyłam pod nogami. On też wsiadł do pojazdu i chwilę później znaleźliśmy się na drodze.
- Powiesz mi dokąd w ogóle się wybieramy? – spytałam.

Dymitr ?

Od Dymitra C.D Anastasi

To było odważne, wrzucenie mnie do basenu. Jednak przekonała się szybko, że nie był to idealny plan. Szybko wylądowała w tej wodzie razem ze mną. Rozbawiło mnie to, jak wiadomo mokre ubranie staje się nieco prześwitujące. Wyszedłem z wody i wyciągnąłem rękę, aby jej pomóc. Przez ten ułamek sekundy zorientowałem się, jaka mała i delikatna wydaje się stojąc przede mną. Lekko przygryzłem wargi i udałem się po ręcznik dla niej. Wyjąłem z szafy jedną z moich czarnych koszulek i podałem obrażonej dziewczynie. Ta schowała się w łazience, gdy się przebrała przyszła podeszła do kuchennego blatu. 
- Kosztowałeś ?
- Nie czekałem na Ciebie.
- No to jestem. - dziewczyna zastawiła stół i wyjęła sajgonki. 
Obserwowałem ją, wyglądała bardzo seksownie w mojej koszulce, odsłaniając długie zgrabne nogi. Najbardziej podobały mi się chyba jej uda. Przełknąłem ślinę,i odwróciłem wzrok na chwilę. Gdyby nie to, że się poznaliśmy na siłowni i znała moją osobę przehandlowałbym to jej piękne ciało za dużą sumę. Chociaż, zastanawiałem się czy nie lepiej zostawić je dla siebie. W każdym razie musiałem rozwiać ta idiotyczną myśl. 
- Co tam jest ciekawego w tym oknie, że tak siedzisz i patrzysz ? 
- Nic, cały czas chodzą za mną problemy z pracy. 
Nałożyłem sobie na talerz kilka sajgonek, Anastasia zrobiła to samo.
- Co takiego się wydarzyło w tej pracy, że tak Cię gnębi to ? 
- Musiałem zwolnić kilka osób. Szukam cały czas kogoś kto by mógł mi pomóc za barem.
- Nie potrafię robić drinków. Więc się raczej nie przydam. 
- Mogę Cię wtajemniczyć w te przepisy, powiedziałem, że niejednego mogę Cię nauczyć. Gdybyś potrzebowała pracy będę czekał na twój odzew.  
Dziewczyna zwinnie zmieniła temat na inny, gdy skończyliśmy posiłek już chciała zabrać się za zebranie naczyń. 
- Zostaw ja to zrobię - podniosłem się i zgarnąłem wszystko do zmywarki po czym ją wstawiłem. 
Anastasia zdjęła ręcznik z głowy a jej mokre loki opadły na ramiona. Podszedłem do niej dość blisko, zawinąłem jeden z jej loków na swój palec i powąchałem. Dziewczyna znowu wydawała się lekko przestraszona. Chciała się cofnąć, ale przeszkodził jej blat. Może to głupie ale uwielbiałem to uczucie gdy kobiety czuły się niepewnie w moim towarzystwie. 
- Znowu się mnie boisz, twoje włosy bardzo ładnie pachną, powinnaś częściej chodzić w moich koszulkach, masz zgrabne nogi i świetną figurę wyglądasz bardzo sekowanie. - Odsunąłem się od niej aby dać jej przestrzeń. Nagle dziewczynie zapikał telefon, wzięła go do ręki i spojrzała na mnie niemal zamarła. 
- Są wyniki WYGRAŁAM ! zgłosiłam bloga w ostatniej chwili i wygrałam. Boże pieniądze są już na moim koncie ! 
- Czyli co jedziesz ze mną ? 

Anastasia ?

Od Anastasi C.D Dymitra

- Jestem aż taki straszny? – zapytał mężczyzna, kątem oka zerkając na mnie. Spojrzałam na Dymitra nieco zaskoczona; jego pytanie wprawiło mnie w osłupienie.
- Nie – odpowiedziałam.
- Rozluźnij się – stwierdził.
Przez pozostałą część drogi nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Z przejęciem rozglądałam się przez szybę w drzwiach, podziwiając nieodkrytą przeze mnie część miasta. Nie pasowałam do takiego miejsca, mój prostacki wygląd i zachowanie totalnie nie nadawały się do mieszkania w bogatej dzielnicy. Po kilku minutach dojechaliśmy do willi należącej do Dymitra. Była dość spora w porównaniu do domu, w którym aktualnie mieszkałam. Mężczyzna był bogaty, obrzydliwie bogaty. Czemu ktoś taki jak on zwrócił uwagę na kogoś takiego jak ja?
Wyszliśmy z samochodu i skierowaliśmy się do środka. Standardowo otworzył przede mną drzwi, a ja prześlizgnęłam się do środka. Ze zdziwieniem rozejrzałam się po ogromnym, jednak pustym pomieszczeniu. Widać było, że w tym domu brakowało kobiecej ręki. Chociaż, gdybym ja miała mieszkać w takim miejscu nie chciałabym, żeby tak spora przestrzeń była zagospodarowana w bardzo zły sposób. Do stojącego na środku instrumentu dodałabym jedną, maksymalnie dwie kanapy, by goście mogli się rozsiąść. Podeszłam do instrumentu i położyłam na nim dłoń.
- Jesteś muzykiem? – fakt, nie znamy się dość długo i mogłam nie wiedzieć o nim takich rzeczy.
- Nie, ale lubię grać na fortepianie – odpowiedział. - Bardzo mnie to relaksuje.
- W takim razie w zamian za gotowanie nauczysz mnie podstaw gry na tym wspaniałym instrumencie? – zapytałam. Mężczyzna podszedł do mnie; poczułam ciepło jego klatki piersiowej na moich plecach. Wzdrygnęłam się delikatnie, nie miałam pojęcia co zamierzał zrobić dalej. W porównaniu do niego byłam mała i bezbronna. Odgarnął kosmyk moich włosów i delikatnie przybliżył wargi do mojego ucha.
- Jeśli tylko zechcesz, to nauczę cię wielu rzeczy. Nie spinaj się tak, nie zrobię ci krzywdy – po tych słowach odsunął się ode mnie i skierował swoje kroki w stronę kuchni. Starając się utrzymać spokojny oddech ruszyłam za nim.
- Śmiało, zajrzyj do lodówki i zobacz co ci potrzeba – powiedział.
Podeszłam do chłodziarki i otworzyłam drzwi. Szybko przejrzałam to co było w środku i wyciągnęłam kilka potrzebnych składników.
- Lubisz sajgonki? – spojrzałam na Dymitra.
- Tak.
- Umyj marchewki, obierz je i cebulę. Zajmę się resztą, a ty patrz jak to robię i słuchaj.
Mężczyzna zabrał się za polecone mu zadanie. Ja sama w tym czasie nastawiłam wodę na makaron i zajęłam się smażeniem mięsa.
- Patrzyłem na twojego bloga i uważam, że jest świetny – dość rozmowy z niego człowiek, trzeba przyznać.
- Dziękuję.
- Powinnaś zgłosić go do konkursu.
- Jakiego konkursu? – podniosłam brew.
- Robią ranking, zgłaszasz bloga, ludzie głosują, do zgarnięcia jest pięćdziesiąt tysięcy.
- Nie mam szans – westchnęłam.
- Skąd wiesz, co Ci szkodzi go zgłosić.
- Nie no co ty, bez szans.
- Szczęściu trzeba pomóc czasami. Zaraz wracam – powiedział i zniknął z mojego pola widzenia. Dosłownie moment później pojawił się z laptopem i położył go na stole w jadalni. Wyłączyłam palnik i podeszłam do niego.
- No dawaj, najwyżej nie wygrasz – dzięki za wsparcie, Dym. – Co ci szkodzi?
- Dobra, niech będzie.
Szybko wypełniłam formularz zgłoszeniowy.
- Zadowolony? – powstrzymywałam się, żeby nie pokazać mu języka.
- Tak – uśmiechnął się do mnie. Wróciliśmy do kuchni, gdzie dalej udzielałam mu rad. Po kilkunastu minutach udało się nam włożyć sajgonki do piekarnika. Mieliśmy trochę czasu nim prawie wspólnie zrobione danie będzie gotowe, więc mężczyzna zaczął prowadzić mnie schodami na górę. Znaleźliśmy się na dachu, na którym znajdował się basen.
- Mogłeś ostrzec, że mam wziąć kostium kąpielowy – zaśmiałam się.
- No tak – westchnął. – Zapomniałem wspomnieć.
Dymitr ściągnął koszulkę i chwilę później zajęliśmy leżaki pod parasolką. Na stole leżała kawa, jednak było zbyt ciepło, bym z własnej woli po nią sięgnęła.
- Całkiem ładnie tutaj masz – powiedziałam.
- Planuję i tak zrobić remont – odpowiedział.
Już zamierzałam coś powiedzieć, jednak w tej samej chwili zadzwonił telefon. Mój rozmówca przeprosił mnie i zaszył się gdzieś w pokoju. Skorzystałam z okazji, by obejść basen dookoła i porozglądać się po okolicy. Jeśli mam umrzeć, to przynajmniej umrę w ładnym miejscu.
- Za trzy dni jadę na wakacje, muszę odpocząć, nie chciałabyś może lecieć ze mną? – spytał po powrocie.
- Przecież my się nie znamy, prawie – zastanawiało mnie, czemu on się mnie tak uczepił?
- Daj spokój, przecież proponuje Ci tylko dwa tygodnie odpoczynku w moim towarzystwie. Czasami trzeba się zresetować.
- Mam rodzeństwo na głowie, poza tym nie mam pieniędzy – mruknęłam.
- Jeśli wygrałabyś w konkursie, spokojnie mogłabyś lecieć ze mną i zafundować wakacje swojej rodzinie gdzieś, prawda?
- Błagam cię, myślisz, że wygram, to jest nierealne.
- Dobra, jeśli wygrasz polecisz ze mną, a  rodzince zafundujesz jakieś kolonie albo obóz.
- Jesteś marzycielem? – zapytałam zerkając na niego.
- Tak, marzy mi się wyjazd z tobą, skoro szanse i tak są małe co ci szkodzi? – spojrzał na mnie.
- Czyli jeśli wygram to mam polecieć z tobą?
- Tak, obiecaj mi po prostu. Zaryzykuj.
Na szybko obmyśliłam w głowie pewien plan. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Wiesz co? Zaryzykuję – i w tym momencie wykorzystując całą moją siłę popchnęłam go, by ten stracił równowagę i z głośnym pluskiem wylądował w basenie. Po chwili wynurzył się i spojrzał na mnie stojącą w zwycięskiej pozycji z założonymi rękami pod piersiami. Miał zdziwioną minę, jednak podpłynął do mnie i jak gdyby nic złapał mnie za nogi i starając się, bym w nic nie przywaliła, wrzucił mnie do basenu. Wynurzyłam się i dłonią zgarnęłam kosmyki włosów, które znalazły się na mojej twarzy.
- Co to miało być? – zaśmiałam się, ochlapując go wodą.
- Odpłacam pięknym za nadobne – odparł. Po kilku minutach wyszedł z basenu i podał mi rękę. Złapałam ją i sprawnym ruchem przyciągnął mnie do siebie.
- Teraz jestem cała mokra – jęknęłam. – I co ja teraz zrobię?
Zrobiłam minę zbitego psa i spojrzałam na Dymitra. Ten zastanowił się przez chwilę.
- Dam ci ręcznik i coś do przebrania. Chodź do kuchni – powiedział. Posłusznie zeszłam na dół, przy okazji w ostatniej chwili wyłączając sajgonki. Jeszcze chwila i by się spaliły. Wyciągnęłam blachę z piekarnika i rozkroiłam jedną sajgonkę. Były idealnie dopieczone.
- Tu masz ręcznik, a tu jakąś moją koszulkę – powiedział mężczyzna, pojawiając się w drzwiach. Podał mi przedmioty i wskazał drogę do łazienki. Zostawiając za sobą mokre ślady powlekłam się tam. Ściągnęłam z siebie mokre rzeczy, które po chwili zawiesiłam na kaloryferze. Ręcznikiem szybko się wysuszyłam i ze zgrozą stwierdziłam, że Dymitr podał mi wyłącznie koszulkę. Założyłam ją na siebie; miał szczęście, że była tak długa, że sięgała mi do połowy ud. Z ręcznika zrobiłam sobie kokon na głowie i wróciłam do kuchni, starając się nie ruszać zbyt energicznie, w końcu nie musiał widzieć tego, co ja nie chciałam, żeby widział.
- Kosztowałeś? – zapytałam się, gestem wskazując na sajgonki.

Dymitr

Od Dymitra C.D Anastasi

 Gdy odłożyłem słuchawkę na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Wykręciłem numer do Panny Zofii. Była to moja sprzątaczka, kiedy miałem ważne spotkania biznesowe lub zapraszałem gości, a nie miałem czasu sam tego ogarnąć to ona zajmowała się domem. Brakowało tutaj kobiecej ręki, co było widoczne.
- Witam Panno Zofio, mam dzisiaj ważnego gościa, zależy mi by dom błyszczał jak brylant, a najbardziej kuchnia. Zostawię pieniądze w kopercie na blacie za dwie godzinki. Ważne aby było wszystko gotowe na czas a pani wyszła niepostrzeżenie zanim mój gość się zjawi
- Oczywiście będzie gotowy.
- Za trzydzieści minut wychodzę, i wracam za około dwie godzinki. Dziękuje pani bardzo, klucze będą tam gdzie zawsze.- Rozłączyłem się, sięgnąłem po czyste ubrania z suszarki i wrzuciłem do torby, przygotowałem sobie koktajl białkowy i wodę do picia. Umyłem twarz i lekko przystrzygłem brodę. Ubrałem ciemne jeansy i adidasy oraz białą koszulkę. Zarzuciłem torbę na ramię i wyszedłem do garażu, bez zastanowienia sięgnąłem po kluczyki od Porsche.Po dotarciu na siłownie jak miałem w zwyczaju przywitałem się ze wszystkimi. Udałem się do szatni i przebrałem, gdy wyszedłem Anastasia właśnie kończyła rozgrzewkę.
-Przepraszam, za spóźnienie, coś mi wypadło w międzyczasie. - Puściłem jej oczko
- Nic się nie stało, jak widzisz już się zajęłam. Zacząłem również się rozgrzewać. Dzisiaj skupiłem się na robieniu pleców. Wziąłem ciężarki trzydziestu kilogramowe, usiadłem na lekko pochylonej ławce, opierając o nią klatę i zacząłem tak zwane wiosłowanie. Cztery serie na jedna rękę i cztery na drugą po dwadzieścia razy. Gdy skończyłem wziąłem łyk wody i zacząłem podciąganie na drążku nachwytem. Po trzech seriach uznałem, że jest mi zbyt gorąco więc zdjąłem koszulkę i wytarłem w nią pot z czoła. Po dokończeniu ćwiczenia zabrałem się za wyciskanie hantli. Ignorowałem te wszystkie kobiece spojrzenia, nic dziwnego, że patrzyły na mnie. Zapewne nie jedna chciałaby aby jej facet miał tak wyrzeźbione ciało. Zrobiłem krótką przerwę aby nieco pomóc Anastasi w ćwiczeniach i ją asekurowałem. Nie dało się nie wyczuć tych zawistnych spojrzeń dziewczyn w jej stronę, gdy poświęcałem jej trochę uwagi. Wróciłem ponownie do podciągania tym razem podchwytem. Potem zrobiłem kilka ćwiczeń przy pomocy sztangi. Na koniec udałem się na bieżnie, a dziewczyna zajęła maszynę obok mnie tak jak ostatnio. 
- Mam nadzieję, że nie przytłaczam Cię swoja obecnością. 
- Nie, to ja przecież, wyciągnęłam Cię z domu. 
- Racja... mam trochę zamieszania
Gdy oboje skończyliśmy trening, udałem się do szatni aby nie się odświeżyć. Potem zabrałem dziewczynę do auta i ruszyliśmy do mojej posiadłości. Anastasia wydawało się lekko spięta i zestresowana.  
- Jestem taki straszny ? 
Kobieta spojrzała na mnie lekko zaskoczona. 
- Nie... 
- Rozluźnij się..- zasugerowałem.
 
Po kilku minutach dotarliśmy na wzgórze na którym stała moja Willa. Miała ona przeszklone ściany, wjechałem autem do garażu. Oboje wysiedliśmy i poprowadziłem dziewczynę do środka otwierając przed nią drzwi by nie musiała się fatygować. Gdy weszliśmy do środka jej oczom ukazała się ogromna otwarta przestrzeń, na samym środku stał fortepian. Nie wiele się zastanawiając dziewczyna podeszła do instrumentu.
- Jesteś muzykiem ? 
- Nie, ale lubię grać na fortepianie, bardzo mnie to relaksuje. 
- W takim razie może byś chciał coś zagrać, w zamian za gotowanie nauczyć mnie podstaw gry na tym wspaniałym instrumencie. Stanąłem za nią lekko oparłem się klata o jej plecy, poczułem jak dziewczyna lekko wzdrygnęła się, strasznie mnie to w duchu rozbawiło. Odgarnąłem kosmyk włosów który opadał na jej szyje. Przybliżyłem lekko wargi do jej ucha i szepnąłem. 
- Jeśli tylko zechcesz, to nauczę Cię wielu rzeczy...nie spinaj się tak, nie zrobię Ci krzywdy. - Po tych słowach cofnąłem się i poszedłem przodem do kuchni. 
- Śmiało, zajrzyj do lodówki i zobacz co Ci potrzeba. - uśmiechnąłem się.
Dziewczyna podeszła wyjęła z lodówki kilka składników: papier ryżowy, kapusta pekińska, grzyby mun,marchewka, makaron ryżowy, cebula mięso mielone, jajka, i sos sojowy.
- Lubisz sajgonki ? 
- Tak. 
- Umysł marchewki, obierz je oraz cebulę a ja zajmę się resztą patrz jak to robię i słuchaj. 
Przytaknąłem i zabrałem się za to co mi kazała. 
- Patrzyłem na twojego bloga i uważam, że jest świetny. 
- Dziękuje. 
- Powinnaś zgłosić go do konkursu. 
- Jakiego konkursu ?
- Robią ranking, zgłaszasz bloga, ludzie głosują, do zgarnięcia jest pięćdziesiąt tysięcy.
- Nie mam szans. 
- Skąd wiesz, co Ci szkodzi go zgłosić. 
- Nie no co ty bez szans. 
- Szczęściu trzeba pomóc czasami.Zaraz wracam. 
Poszedłem na górę po laptopa i odpaliłem stronę, zrobił ja mój informatyk wyglądała bardzo profesjonalnie, wszystko było idealnie. Zniosłem laptopa na dół i położyłem na stole w jadalni. 
- No dawaj, najwyżej nie wygrasz co Ci szkodzi. 
- Dobra niech będzie. 
Anastasia podeszła i wypełniła formularz zgłoszeniowy po czym wysłała. 
- Zadowolony ?
- Tak.. - posłałem jej ciepły uśmiech, i wróciliśmy do gotowania. Gdy sajgonki się piekły zabrałem dziewczynę na dach gdzie był basen. 
- Mogłeś ostrzec, że mam wziąć kostium kąpielowy -zaśmiała się.
- No tak, zapomniałem wspomnieć. 
Zdjąłem koszulkę i oboje zajęliśmy leżaki pod parasolką. na stoliku leżała przygotowana kawa. 
- Całkiem ładnie tutaj masz. 
- Planuje i tak zrobić remont...
Dziewczyna chciała coś powiedzieć ale przerwał jej mój telefon. To był Marcus. 
- Przepraszam muszę odebrać to pilne. 
- Cześć Marcus jak tak gotowy na urlop ? 
"urlop"- to było słowo oznaczające, że nie jestem sam. 
Oddaliłem się od dziewczyny i udałem do swojego pokoju gdzie spokojnie mogłem poinstruować go o dalszych działaniach związanych z napadem. Do jego końca zostały tylko trzy dni. Po zakończeniu rozmowy wróciłem do dziewczyny. 
- Za trzy dni jadę na wakacje, muszę odpocząć, nie chciałabyś może lecieć ze mną ?
- Przecież my się nie znamy, prawie.
- Daj spokój, przecież proponuje Ci tylko dwa tygodnie odpoczynku w moim towarzystwie, czasami trzeba się zresetować. 
- Mam rodzeństwo na głowie, poza tym nie mam pieniędzy. 
- Jeśli wygrałabyś w konkursie, spokojnie możesz lecieć ze mną i zafundować wakacje swojej rodzinie gdzieś prawda. 
- Błagam cię, myślisz, że wygram, to nie realne, można pomarzyć.
- Dobra, jeśli wygrasz polecisz ze mną,a  rodzince zafundujesz jakieś kolonie albo obóz.
- Jesteś marzycielem ? 
- Tak, marzy mi się wyjazd z tobą, skoro szanse i tak są małe co Ci szkodzi ? Zgoda ? 
- Czyli jeśli wygram to mam polecieć z tobą ?'
- Tak, obiecaj mi po prostu. Zaryzykuj. 

Anastasia ?

Od Anastasi C.D Dymitra

- Daleko ta kawiarnia? – usłyszałam obok siebie głos towarzyszącego mi mężczyzny.
- Nie, jakieś dziesięć minut – odparłam.
- Jedziemy czy spacerujemy?
- Możemy się przejść – zaproponowałam.
- Jasne, jestem jak najbardziej za tym – podniosłam lekko brew ze zdziwienia. Skoro odpowiada mu spacer to po co w takim razie zadaje tyle pytań? Może z grzeczności?
Ruszyliśmy spokojnym krokiem, mieliśmy sporo czasu. Znaczy, pewnie Dymitr miał, ja może niekoniecznie tak dużo jak on. Zamierzałam wrócić jakoś w porze obiadu, by przygotować posiłek dla rodzeństwa. Mój towarzysz wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i wyjął jednego.
- Chcesz? – zapytał.
- Nie, dziękuję, nie palę – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Zmrużyłam lekko oczy. – Chyba też nie powinieneś, skoro trenujesz?
- Moja praca mnie stresuje, to dlatego.
- Bycie właścicielem klubu to wielka odpowiedzialność, ale jest wiele bardziej stresujących prac – stwierdziłam.
- To się tylko tak wydaje, muszę pamiętać o zamówieniach, DJ, tancerkach, alkoholu, rachunkach, ochroniarzach. To wszystko wymaga ogromnego poświęcenia. Często zarywam nocki, obsługuje ludzi stojąc za barem, czasami gram na fortepianie, organizuje imprezy też, dla ważnych osób i to wszystko musi być... perfekcyjne – odpowiedział.
- No dobra, masz racje, to nie wydaje się takie banalne – przy dobrej organizacji na pewno dałoby się obejść wszędobylski stres, ale nie chciałam komentować. Po kilku minutach znaleźliśmy się na miejscu; mężczyzna złapał za klamkę i otworzył drzwi, jednocześnie przepuszczając mnie jako pierwszą. Miłe z jego strony. Zajęliśmy miejsce przy jednym ze stolików i sięgnęliśmy po karty. Miałam ogromną nadzieję, że Dymitr nie zamówi niczego co sprawi, że przez najbliższy miesiąc będę jadła kromki z chlebem.
Chwilę później kelnerka pojawiła się obok nas. Rozpoczęła rozmowę z mężczyzną, a ja w międzyczasie zamówiłam kawę z mlekiem. Przysłuchiwałam się konwersacji, a kiedy Dymitr poprosił ją o dodatkową babeczkę zrobiłam nieco zmartwioną minę.
- Czyli mogę liczyć na jakiś kurs gotowania? – zapytał, zmieniając temat.
- Myślę, że nie będzie z tym problemu – odparłam. Zastanawiałam się tylko, jak, gdzie i kiedy faktycznie miałabym przeprowadzić taki kurs. Człowiek taki jak on w moim domu? Wątpię. Chwilę później kelnerka przyniosła nasze zamówienie, a w telewizji pojawiły się wiadomości. Jakaś grupa przestępcza napadła na bank i przetrzymywała zakładników.
- Ktoś miał niezły pomysł i się wzbogaci jeśli ten napad wyjdzie, ja bym nie pogardziła takim przypływem gotówki – zażartowałam.
- Nikt by nie pogardził taką sumą – uśmiechnął się. Kiedy podeszła kelnerka wyciągnęłam portfel, jednak ona wyciągnęła terminal, a Dymitr zapłacił kartą.
- Ej, ale to ja cię zaprosiłam! – powiedziałam nieco zdenerwowana.
- Ale to ja płacę – odparł. – Cóż byłby ze mnie za facet, gdybym pozwolił kobiecie płacić za siebie.
- To nie fair – mruknęłam, chowając portfel.
- Takie, życie. Nie chciałabyś przyjść do mnie? Może jakiś obiad razem byśmy ugotowali? – nie byłam pewna, czy przyjście do domu nowopoznanego mężczyzny jest odpowiednim zagraniem.
- Może innym razem, czeka na mnie rodzeństwo – odpowiedziałam. – Niestety, muszę już wracać.
- Podwiozę cię – nie odpuszczał. Czemu tak bardzo zależało mu na moim towarzystwie?
- Mogę się przejść.
- Sama powiedziałaś, że ci się czas kończy więc: masz czas czy nie?
Spojrzałam na niego i podniosłam ręce do góry w geście bezbronności.
- Dobra, masz mnie. Chętnie skorzystam.
Wzięliśmy swoje rzeczy i skierowaliśmy się w stronę wyjścia. Dymitr ponownie otworzył drzwi bym bezproblemowo mogła przejść przez nie pierwsza. Ruszyliśmy w kierunku siłowni, w końcu tam stał samochód mojego towarzysza, który w międzyczasie zapalił kolejnego papierosa. Kiedy dotarliśmy na parking mężczyzna pilotem otworzył drzwi bardzo luksusowego samochodu. Wsiedliśmy do niego, a ja pokierowałam Dymitra prosto pod mój dom, a kiedy pod nim się zatrzymaliśmy on wyciągnął ze schowka kartkę oraz długopis i zapisał mi swój numer.
- Gdybyś chciała iść na trening albo się spotkać, dzwoń albo pisz – odezwał się, podając mi kartkę.
- Jasne – uśmiechnęłam się i wyszłam z auta, przy okazji zabierając swoje rzeczy. Nie odwracając się za siebie szybkim krokiem weszłam po schodach i zniknęłam za drzwiami. Przepocone rzeczy po treningu wrzuciłam do pralki, a sama zaszyłam się w kuchni by przygotować obiad dla rodzeństwa. Nastawiłam wodę na makaron i równocześnie zaczęłam obsmażać mięso. Jak to miałam w zwyczaju, dwoiłam się i troiłam, by posiłek był gotowy jak najszybciej. Starałam się przyzwyczaić wszystkich do jedzenia o regularnych godzinach, w końcu to dobrze wpływało na ich zdrowie.
Złośliwość rzeczy martwych sprawiła, że kolejny palnik w kuchence przestał działać. Na nic zdały się krzyki, próby ruszania czy też podpalenie zapalniczką. Zrezygnowana dokończyłam obiad, zjadłam go z rodzeństwem i zaszyłam się w swoim pokoju, gdzie zasiadłam do laptopa. Zajęłam się swoim blogiem.

* * *

Ostatnie dwa dni minęły mi bardzo spokojnie. Na zmianę gotowałam i zajmowałam się blogiem. Niewielkie chęci sprawiły, że przez te dni skupiłam się na ćwiczeniach w domu. Człowiek jednak jest stworzeniem muszącym przebywać z innymi ludźmi. Bez wahania złapałam za telefon i wybrałam numer.
- Będziesz dzisiaj na siłowni? – spytałam.
- Jeśli chcesz poćwiczyć razem, a potem znajdziesz czas aby wpaść do mnie i ugotować razem obiad to bardzo chętnie się tam zjawię – odpowiedział.
Zastanowiłam się przez chwilę. Dzieciaki najbliższe dwa tygodnie miały spędzić u dziadków na wsi, więc miałam naprawdę sporo czasu.
- Niech będzie. Będę za pół godziny.
Nie czekając na odpowiedź spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z domu. Spacerkiem ruszyłam w stronę siłowni, a kiedy już tam dotarłam wskoczyłam do szatni i przebrałam się w ubrania. Standardowo rozpoczęłam trening od rozgrzewki, czyli kilka minut rozciągania. Po kilku chwilach pojawił się Dymitr. Poćwiczyliśmy razem cały czas rozmawiając.
Po zakończonym treningu udałam się do szatni, wzięłam prysznic i przebrałam się. Chwyciłam torbę i wyszłam przed siłownię, gdzie po chwili dołączył do mnie mężczyzna.
- W takim razie, jedziemy do mnie – powiedział tajemniczo. Wsiadłam do jego samochodu i modląc się w duchu, by jednak nie skręcił gdzieś w las ruszyliśmy przed siebie.

Dymitr ?

Od Dymitra C.D Anastasi

 Nie spodziewałem się, że dziewczyna zaprosi mnie na kawę. Było to urocze z jej strony, bez wahania się zgodziłem. Gdy zszedłem z bieżni udałem się do szatni, sięgnąłem po ręcznik i skorzystałem z prysznica. Ubrałem się i roztrzepałem dłonią mokre włosy. Zarzuciłem torbę na ramię i wyszedłem przed siłowanie gdzie czekała dziewczyna. 
- Daleko ta kawiarnia ? - rzuciłem na nią przelotnym spojrzeniem. 
- Nie. jakieś dziesięć minut. 
- Jedziemy czy spacerujemy ?
- Możemy się przejść. 
- Jasne jestem jak najbardziej za tym. 
Ruszyliśmy spokojnym krokiem, nigdzie nam się w sumie nie śpieszyło. Wyjąłem z kieszeni paczkę fajek i wyjąłem jednego. 
- Chcesz ? 
- Nie, dziękuje... nie palę. Chyba też nie powinieneś skoro trenujesz ? - lekko zmrużyła oczy. 
Zaciągnąłem się i wypuściłem powoli dym. 
- Moja praca mnie stresuje, to dlatego. 
- Bycie właścicielem klubu to wielka odpowiedzialność, ale jest wiele bardziej stresujących prac. 
- To się tylko tak wydaje, muszę pamiętać o zamówieniach, DJ, tancerkach, alkoholu, rachunkach, ochroniarzach. To wszystko wymaga ogromnego poświęcenia. Często zarywam nocki, obsługuje ludzi stojąc za barem, czasami gram na fortepianie, organizuje imprezy też, dla ważnych osób i to wszystko musi być...perfekcyjne. 
- No dobra, masz racje, to nie wydaje się takie banalne. 
Gdy dotarliśmy na miejsce, otworzyłem drzwi kawiarni przepuszczając dziewczynę w drzwiach. 
Zajęliśmy miejsce przy stoliku, i sięgnęliśmy po kartę. Gdy podeszła do nas kelnerka uśmiechnęła się do nie szeroko. 
- Dawno pana nie było. 
- Brak czasu - uśmiechnąłem się. 
- Czy mogę przyjąć zamówienie ? 
- Poproszę kawę z mlekiem - uśmiechnęła się. 
- Dla Pana ? 
- To co zawsze, tylko poproszę dodatkową babeczkę z owocami. 
Anastasia spojrzała na mnie lekko zmartwiona. Udawałem, że niczego nie widzę.
- Czyli mogę liczyć na jakiś kurs gotowania ? 
- Myślę, że nie będzie z tym problemu. 
Po chwili na stoliku kelnerka położyła nam dwie kawy, jedna z mlekiem druga zaś podwójne espresso. Do tego dwie babeczki z owocami. Już miałem zaczynać nowy temat rozmowy. Gdy na ekranie pojawiły się wiadomości o napadzie na bank. Oboje wpatrywaliśmy się ekran, uważnie słuchając. 
" Grupa terrorystyczna zabunkrowała się w banku, mają czterdziestu zakładników. Prawdopodobnie mogą wynieść ponad dwa miliony złotych. Policja negocjuje, robią wszystko by zdemaskować tożsamość złodziei. Jak na razie wojsko ma związane ręce obawiając się o życie zakładników, prze co wstrzymują wejście do środka siłą."
- Ktoś miał niezły pomysł i się wzbogaci jeśli ten napad wyjdzie, ja bym nie pogardziła takim przypływem gotówki. - zażartowała. 
- Nikt by nie pogardził taką sumą - uśmiechnąłem się szeroko. 
Gdy przyszło do zapłaty rachunku, dziewczyna wyjęła portfel. Spojrzałem porozumiewawczo na kelnerkę i pokręciłem głową. Ta zaś położyła terminal  na stole a ja wyjąłem kartę i zapłaciłem. 
- Ej to ja Cię zaprosiłam. 
- Ale to ja płacę, cóż byłby ze mnie za facet gdybym pozwolił kobiecie płacić za siebie.
- To nie fair !
- Takie, życie... nie chciałabyś przyjść do mnie ? może jakiś obiad razem byśmy ugotowali ? 
- Może następnym razem, czeka na mnie rodzeństwo, niestety muszę już wracać. 
- Podwiozę Cię.
- Mogę się przejść. 
- Sama powiedziałaś, że Ci się czas kończy więc...jak masz czas czy nie ? 
Spojrzała na mnie,po czym uniosła ręce w górze lekko w geście bezbronności.
- Dobra masz mnie. Chętnie skorzystam. 
Wstaliśmy, wzięliśmy nasze rzeczy i skierowaliśmy nasze kroki do wyjścia. Ponownie otworzyłem drzwi, puszczając dziewczynę przodem. Ponownie po drodze odpaliłem papierosa i skierowałem się w stronę siłowni gdzie nieopodal na miejscu parkingowym stało moje czerwone porsche. 
Nacisnąłem przycisk na pilocie a drzwi otworzyły się do góry. Wsiedliśmy do auta, Anastasia pokierowała mnie prosto pod swój dom. Gdy zatrzymałem się wyjąłem ze schowka kartkę i długopis. Zapisałem swój numer telefonu i podałem jej. 
- Gdybyś chciała iść na trening albo się spotkać dzwoń albo pisz. 
- Jasne. - uśmiechnęła się szczerze po czym wysiadła z auta, zabrała swoje rzeczy i skierowała się w stronę swojego domu. Ja zaś ruszyłem jak najszybciej do siebie. Moi współpracownicy napadu zostali sami na kilka godzin a umawialiśmy się, że co sześć godzin będziemy się kontaktować. Gdy tylko wpadłem do mieszkania zadzwoniłem do nich. 
- Marcus jak sobie radzicie ?
- Zakładnicy ponieśli bunt, jeden z naszych jest ranny, dostał rurką w tył głowy i stracił przytomność. 
- Jaki jest jego stan ?
- Stabilny...
- W porządku, Marcus pamiętaj nie chcemy ofiar. 
- Jasne. 
Wykonałem telefon do panny Betty. 
- Witam...mam propozycje ? 
- Słucham. 
- Potrzebujemy lekarza... wypuszczę ośmiu zakładników w zamian za lekarza. 
- Nie, dziesięciu... 
Wiedziałem, że jeden z moich ludzi, może zginąć, lub zostać warzywem do końca życia. 
- Zgoda, ale proszę zrobić to w obecności mediów dzisiaj o osiemnastej. 
- Dobrze. 
Rozłączyłem się, odczekałem chwilę, po czym ponownie skontaktowałem się z Marcusem i powiedziałem mu jak to ma wyglądać. w obecności mediów i kamer nie mogą nas zaatakować, na dodatek wpuszczając do środka lekarza.
*** Dwa dni później ***
Moi ludzie nadal tkwili w banku, a ja gorączkowo prowadziłem negocjacje, kupiłem i czas, potrzebny na zapakowanie pieniędzy i wykopanie tunelu którym mieli uciec. w mediach było coraz głośniej. zakładnicy byli moją walutą. Z czterdziestu zrobiło się dwudziestu. Mieliśmy gotowe niemal wszystko potrzebowaliśmy jeszcze tylko trzech dni aby doprowadzić dzieło do końca. Wszystko szlo po naszej myśli. Akurat skończyłem rozmawiać z Marcusem gdy zadzwoniła Anastasia. 
- Będziesz dzisiaj na siłowni ? - w słuchawce rozbrzmiał głos dziewczyny. 
- Jeśli chcesz poćwiczyć razem, i znajdziesz czas aby wpaść do mnie i ugotować razem obiad to bardzo chętnie się tam zjawie. 

Anastasia ? 

Od Anastasi C.D Dymitra +16

Z niemałym przerażeniem słuchałam, jak Dymitr opowiadał o tej kobiecie. O osobie, która w jego oczach była tylko zwyczajnym przedmiotem, któ...