Z niemałym przerażeniem słuchałam, jak Dymitr opowiadał o tej kobiecie. O osobie, która w jego oczach była tylko zwyczajnym przedmiotem, który można wykorzystać, zabawić się, a potem wyrzucić... lub zabić. Natychmiast odsunęłam się od mężczyzny na drugi koniec pokoju.
- Czyli tylko po to ci tu byłam, tak? - usilnie starałam się utrzymać spokój. Ścisnęłam pięści, by tylko nie wybuchnąć płaczem. - Też zamierzałeś mnie sprzedać?
- To nie tak, Anastasio - powiedział nieco poddenerwowany Dymitr. - Miałaś się o niczym nie dowiedzieć, ja po prostu...
- Po prostu co? Najpierw się ze mną przespałeś, żeby sprawdzić czy nadaję się do jakiegoś burdelu, wszystko oczywiście pod przykrywką wakacji życia, tak? - zaczęłam krzyczeć. - Nie chciałeś mi tego mówić, bo co? Żebym nie próbowała uciekać, tylko grzecznie dała się wywieźć cholernie daleko od mojej rodziny? Jak taka osoba jak ty może spać spokojnie? Czy ty nie masz sumienia?
Czułam jak kolejne łzy tworzą nowe korytarzyki, by po chwili zginąć w dziurze między deskami na podłodze. Jaka ja byłam głupia. To od samego początku było ustawione. Czułam się jak ostatnia debilka. Czemu ja wcześniej nie domyśliłam się tego?
Zrezygnowana wyszłam z pomieszczenia, w którym się znajdowaliśmy. Skierowałam się w stronę kuchni, a dokładniej jej ruiny. Skoro w jakiś sposób miałam dostać się do jakiejkolwiek cywilizacji, gdzie znajdę ludzi, którzy niekoniecznie będą chcieli mnie porwać, zgwałcić i zabić to musiałam się przygotować. Nerwowo przeszukałam wszystkie szafki; w niektórych z nich (o zgrozo!) znalazłam kilka martwych szczurów i kilka wyrośniętych roślinek. Los w końcu się do mnie uśmiechnął i w ostatniej szafce znalazłam dwa noże. Bez robienia sobie krzywdy wsunęłam je za pasek spodenek i zakryłam bluzką. Teraz pozostało mi tylko wymyślić sposób przetransportowania się na lotnisko. Albo port.
Kontynuowałam zwiedzanie domu (ruiny domu) starając się szerokim łukiem omijać Dymitra, który co jakiś czas wyglądał z salonu. Właśnie, Dymitr. Pomimo tego wszystkiego czułam jakąś więź do niego, lecz było to potwornie niezrozumiałe dla mnie. Ale w tej chwili to nie uczucia grały rolę. Trzeba było się wydostać i to tak, by jak najmniej ucierpieć. Więc taki mężczyzna mógłby się naprawdę przydać. I byłam przekonana, że on poszedłby na taki układ. Nawet gdyby planował mnie sprzedać, to więcej pożytku byłoby z żywej mnie niż martwej. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w stronę pomieszczenia, w którym znajdował się Dymitr. Stanęłam naprzeciwko niego w bezpiecznej odległości.
- Nie wiem jakie masz plany względem mnie, czy zamierzasz potraktować mnie jak tą dziewczynę czy też dostać się w bezpieczne miejsce i zrobić ze mnie prostytutkę czy też uwięzić mnie w swoim domu, nie wiem i nie chcę wiedzieć, ale tak czy tak - westchnęłam. - Musimy się stąd wydostać. I chyba mam nawet plan.
Szybko wyjaśniłam mu, że powinniśmy się dostać do głównej ulicy, lecz jeszcze lepszą opcją będzie, jak z tej głównej drogi będzie zjazd - na stację, bar czy cokolwiek innego. Moim zadaniem byłoby łapanie stopa, a kiedy delikwent wpuściłby mnie do samochodu (na parkingu oczywiście), a ja zagroziłabym mu nożem. I w tej chwili wpada Dymitr, upewnia się, że ten ktoś nie będzie kombinował, a my spokojnie odjedziemy jego pojazdem wraz z jego portfelem i telefonem. Plan brzmiał idealnie, więc jakiś czas później staliśmy przy zjeździe na stację, a ja dzielnie machałam ręką. I w końcu, po jakiejś godzinie na stację zjechało szare auto, a kiedy się zatrzymało mężczyzna mnie zawołał.
Dymitr?