niedziela, 24 stycznia 2021

Od Anastasi C.D Dymitra +16

Z niemałym przerażeniem słuchałam, jak Dymitr opowiadał o tej kobiecie. O osobie, która w jego oczach była tylko zwyczajnym przedmiotem, który można wykorzystać, zabawić się, a potem wyrzucić... lub zabić. Natychmiast odsunęłam się od mężczyzny na drugi koniec pokoju.
- Czyli tylko po to ci tu byłam, tak? - usilnie starałam się utrzymać spokój. Ścisnęłam pięści, by tylko nie wybuchnąć płaczem. - Też zamierzałeś mnie sprzedać?
- To nie tak, Anastasio - powiedział nieco poddenerwowany Dymitr. - Miałaś się o niczym nie dowiedzieć, ja po prostu...
- Po prostu co? Najpierw się ze mną przespałeś, żeby sprawdzić czy nadaję się do jakiegoś burdelu, wszystko oczywiście pod przykrywką wakacji życia, tak? - zaczęłam krzyczeć. - Nie chciałeś mi tego mówić, bo co? Żebym nie próbowała uciekać, tylko grzecznie dała się wywieźć cholernie daleko od mojej rodziny? Jak taka osoba jak ty może spać spokojnie? Czy ty nie masz sumienia?
Czułam jak kolejne łzy tworzą nowe korytarzyki, by po chwili zginąć w dziurze między deskami na podłodze. Jaka ja byłam głupia. To od samego początku było ustawione. Czułam się jak ostatnia debilka. Czemu ja wcześniej nie domyśliłam się tego?
Zrezygnowana wyszłam z pomieszczenia, w którym się znajdowaliśmy. Skierowałam się w stronę kuchni, a dokładniej jej ruiny. Skoro w jakiś sposób miałam dostać się do jakiejkolwiek cywilizacji, gdzie znajdę ludzi, którzy niekoniecznie będą chcieli mnie porwać, zgwałcić i zabić to musiałam się przygotować. Nerwowo przeszukałam wszystkie szafki; w niektórych z nich (o zgrozo!) znalazłam kilka martwych szczurów i kilka wyrośniętych roślinek. Los w końcu się do mnie uśmiechnął i w ostatniej szafce znalazłam dwa noże. Bez robienia sobie krzywdy wsunęłam je za pasek spodenek i zakryłam bluzką. Teraz pozostało mi tylko wymyślić sposób przetransportowania się na lotnisko. Albo port.
Kontynuowałam zwiedzanie domu (ruiny domu) starając się szerokim łukiem omijać Dymitra, który co jakiś czas wyglądał z salonu. Właśnie, Dymitr. Pomimo tego wszystkiego czułam jakąś więź do niego, lecz było to potwornie niezrozumiałe dla mnie. Ale w tej chwili to nie uczucia grały rolę. Trzeba było się wydostać i to tak, by jak najmniej ucierpieć. Więc taki mężczyzna mógłby się naprawdę przydać. I byłam przekonana, że on poszedłby na taki układ. Nawet gdyby planował mnie sprzedać, to więcej pożytku byłoby z żywej mnie niż martwej. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w stronę pomieszczenia, w którym znajdował się Dymitr. Stanęłam naprzeciwko niego w bezpiecznej odległości.
- Nie wiem jakie masz plany względem mnie, czy zamierzasz potraktować mnie jak tą dziewczynę czy też dostać się w bezpieczne miejsce i zrobić ze mnie prostytutkę czy też uwięzić mnie w swoim domu, nie wiem i nie chcę wiedzieć, ale tak czy tak - westchnęłam. - Musimy się stąd wydostać. I chyba mam nawet plan.
Szybko wyjaśniłam mu, że powinniśmy się dostać do głównej ulicy, lecz jeszcze lepszą opcją będzie, jak z tej głównej drogi będzie zjazd - na stację, bar czy cokolwiek innego. Moim zadaniem byłoby łapanie stopa, a kiedy delikwent wpuściłby mnie do samochodu (na parkingu oczywiście), a ja zagroziłabym mu nożem. I w tej chwili wpada Dymitr, upewnia się, że ten ktoś nie będzie kombinował, a my spokojnie odjedziemy jego pojazdem wraz z jego portfelem i telefonem. Plan brzmiał idealnie, więc jakiś czas później staliśmy przy zjeździe na stację, a ja dzielnie machałam ręką. I w końcu, po jakiejś godzinie na stację zjechało szare auto, a kiedy się zatrzymało mężczyzna mnie zawołał.

Dymitr?

poniedziałek, 11 stycznia 2021

Od Dymitra C.D Anastasi +16

Zacisnąłem ręce w pięści i zacząłem rozciągać linę, lekko obracając nadgarstkami. Moje oczy błądziły po ciemnym pomieszczeniu. Nie mogłem dać ponieść się emocją, musiałem uwolnić siebie. Chociaż czułem gniew gdy mężczyźni napastowali dziewczynę, pozostałem niewzruszony i spokojny. Do pomieszczenia przez chwilę napłynęła smuga światła, gdy do środka wszedł jeszcze jeden mężczyzna. Dzięki temu wiedziałem, gdzie są drzwi i pozasłaniane okna oraz jakie meble się tu znajdują i jak duże jest pomieszczenie, w którym się znajdowaliśmy. 
- Fajny pornos tutaj mamy - zaśmiał się sztucznie i wyciągnął broń. 
- Myślisz, że twój upadły ptaszek by coś zdziałał - zaśmiałem się. 
Mężczyzna przyłożył mi pistolet do skroni. 
Wiedziałem, że za wiele mózgu to oni nie mają. Urażenie męskość to był strzał w dziesiątkę. 
Gdy moje ręce były już oswobodzone, szybkim ruchem złapałem za jego broń, wykręcając mu rękę. 
z ust mężczyzny wydobył się syk. Uderzyłem łokciem w jego głowę, po czym złapałem ją i energicznym ruchem wykręciłem. Usłyszałem dźwięk pękających kręgów, jego ciało zadrżało kilkakrotnie, po czym upadło na ziemię. Szybkim ruchem przeładowałem pistolet, tamci dwaj byli tak zajęci dziewczyną, że nie zwracali na mnie uwagi. 
- Masz ją kurwa zostawić ! 
Odciągnąłem mężczyznę od Anastasi teraz mogłem spokojnie wykorzystać swój gniew. Bez zastanowienia strzeliłem, od razu wycelowałem z drugiego faceta z pindolkiem na wierzchu. 
- Skurwiel - szepnąłem po czym padł kolejny strzał. 
Dziewczyna była blada jak ściana. Rozwiązałem liny, które ją unieruchamiały. W momencie zobaczyłem, jak osuwa się nieprzytomna z krzesełka. Złapałem ją, aby nie upadła. 
- Już dobrze - szepnąłem do nieprzytomnej Anastasi. 
W tym momencie do pomieszczenia wpadła reszta grupki, która imprezowała wraz  z nią. 
Nie zamierzałem pozostawić w tej sprawie ani jednego świadka a poza nami nikt nie miał prawa pozostać żywy. Rozległa się strzelanina, poczułem jak jedna z kul, drasnęła moje lewe ramię. Stanąłem przed leżącą dziewczyną. Adrenalina tak mi skoczyła, że sam nie wiedziałem, jak to zrobiłem, ale jeden po drugim mężczyźni padali martwi na ziemię. Zdjąłem koszulkę i założyłem ją na dziewczynie. Obszukałem kieszenie wszystkich. Znalazłem kluczyki od auta, oraz telefon. Wziąłem Ane na ręce i wyszedłem z ciemnego pomieszczenia. Idąc przez korytarz, dostrzegłem plan budynku. Od razu skierowałem się do wyjścia. Przed budynkiem stała Toyota terenowa, od której znalazłem kluczyki w kieszeni jednego z napastników.  Otworzyłem drzwi i położyłem dziewczynę na tylne siedzenia. Z ciekawości zajrzałem do bagażnika, gdzie znajdowały się ładunki wybuchowe. Wziąłem trzy i zamknąłem. Wszedłem do budynku i pozostawiłem po jednym na każdym piętrze, nie zapominając o pokoju, gdzie było pełno trupów. Zsynchronizowałem zegary i ruszyłem biegiem do auta. Gdy po odpaleniu spojrzałem na ilość paliwa, wystarczała nam na jakieś 80 km. 
Włączyłem ogrzewanie  i ruszyłem gwałtowanie gdy spojrzałem w lusterko, przed sobą zobaczyłem, jak budynek wybucha i staje w płomieniach. Po  dziesięciu minutach zobaczyłem znak, że wyjedźmy z miasta Green Paw. Moje szare komórki zaczęły intensywnie pracować, zjechałem na pobocze i przeszukałem wszystkie schowki w jednym z nich była mapa. Byliśmy jakieś 140 km od Gotham City najbliższego portu i około 120 km od Leviston gdzie było lotnisko. Tylko w ten sposób mogliśmy ponownie powrócić do Island Palawan. Po chwili zastanowienia wróciłem na trasę. Zatrzymałem się w małym miasteczku Salas, obok ruiny. Wysiadłem z auta i sprawdziłem dokładnie cały budynek, nie był to hotel, ale musieliśmy odpocząć. Wziąłem dziewczynę z auta i położyłem na łóżku, przykryłem kocem, który znalazłem w międzyczasie, przeszukując cały dom. Usiadłem na fotelu i usiłowałem włamać się do telefonu,  zabranego jednemu z mężczyzn. Niestety na daremno, gdyż padła w nim bateria.
- Niech to szlag ! Kurwa !
Oparłem głowę na fotelu i zamknąłem oczy. Byłem wkurwiony na wszystko. Oczy same mi się zamykały, dopiero teraz przypomniałem sobie o tym, że nie mam koszulki i że mam ranę na lewym ramieniu. Miałem wyjebane, jedyne czego chciałem to chwilę odpocząć, nie opierałem się więc i zasnąłem na kilka minut. Gdy otworzyłem oczy, poczułem się znacznie lepiej. Nagle dziewczyna zaczęła odzyskiwać przytomność, a z jej ust wydobyło się masę pytań naraz. 
- Gdzie jesteśmy ? 
- W jakimś opuszczonym domu, chyba. Widziałem tabliczkę, że grozi zawaleniem, więc nie licząc, szczura na parterze nie znajduje się tutaj nikt oprócz nas. - Wstałem z fotela i ukucnąłem przy jej łóżku
- Co się stało ? Kto strzelał ? Czemu.. ja ? 
- Nie myśl o tym na razie, musimy dostać się na wyspę. Mamy 60 km do Gotham City, musimy płynąć statkiem, gdyż włamanie na pokład samolotu graniczy z cudem. Zaś włamanie się na prom to bułka z masłem. 
- Jak to włamać ? 
- Nie mamy kasy, telefon, który zdobyłem, jest rozładowany, a auto, no cóż, bez paliwa. 
- To jak ty chcesz się tam dostać ?
- Gwizdnę komuś auto spokojnie, nie będę dymać z buta z tobą na plecach. 
- Wyjaśnisz mi, co się stało ? 
- Naprawdę chcesz wiedzieć to teraz ?
- Tak inaczej bym nie pytała.
- Musieli nas obserwować, może myśleli, że jesteśmy parą, chcieli się zemścić. Myśleli, że uderzają w mój czuły punkt. 
- A uderzyli ? 
- Nie, posiadam czegoś takiego. 
- Naprawdę zgwałciłeś kobietę, sprzedałeś ją, a potem zabiłeś ? 
- Robiłem wiele złych rzeczy, Susan była młodą ładną dziewczyną Rafael upatrzył ją sobie kiedy wracała ze szkoły. Została uprowadzona przez innych dwóch kolesi Michaela i Iago. Nie wiem, co oni jej zrobili, trafiła do mnie, Rafael kazał mi się nią zająć, zabronił mi z nią sypiać. Miałem ją tylko przyuczyć, tak aby potrafiła zaspokoić Rafaela. Spędziliśmy razem trzy miesiące, a ona zapadła na syndrom, zakochała się we mnie. Rafael zaczął coś podejrzewać. Był wściekły na mnie i na nią. 
Chciał, abym zrobił coś, za co Susan mnie znienawidzi. Mieliśmy sprzedać ją pewnemu bogaczowi ale zanim to się stało, przespałem się z nią. To nie był gwałt, ona naprawdę tego chciała. Gdy transakcja została  zakończona i nastąpiło przekazanie kobiety, pojechałem tam wraz z Michaelem i Iago. Moim zadaniem było zabicie biznesmena, stawał Rafaelowi na drodze do większych pieniędzy. Gdy go zamordowałem, zostawiłem Susan chłopakom i bacznie obserwowałem, co z nią robią. Błagała mnie, abym ja ratował, ale ja przecież chciałem, aby nie znienawidziła, więc tylko patrzyłem. Nie chcesz wiedzieć, co z nią robili, to co stało się tobie to pryszcz. Leżała na ziemi patrzyła na mnie ze łzami w oczach. Wtedy odebrałem telefon od Rafaela ,,Zabij tę kurwę'' Więc to zrobiłem...

Anastasia ?

niedziela, 10 stycznia 2021

Od Anastasi C.D Dymitra (+18)

Gdybym miała opowiedzieć komuś co działo się przez pierwsze dni wakacji mojego życia ten ktosiek stwierdziłby, że naczytałam się książek albo obejrzałam o jeden film za dużo. Bo w końcu u kogo początkowa sielanka z minuty na minutę przeradza się w coraz większy koszmar? Jak to szło? Niechciany stosunek, posiadanie ogromnych pieniędzy znajdujących się w jednym małym plastikowym prostokącie, jakieś śmieszne podchody, następnie impreza z ledwo poznanymi ludźmi, a potem wpadnięcie Dymitra i wpadnięcie ludzi z imprezy, którzy nagle mierzą do ciebie z pistoletu i nagle bum i panująca ciemność. Czy w takim razie przeżyłam śmierć? A może to była najzwyklejsza w świecie utrata przyjemności? Chyba tak, bo po nie wiem jak długim czasie udało mi się otworzyć oczy. Kiedy odpowiednio wyostrzył mi się wzrok rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Panował półmrok, atmosfera jak i powietrze były dość gęste, a czasami było słychać przytłumione, bliżej nieokreślone dźwięki. A kiedy tylko spróbowałam się ruszyć poczułam jak gruby sznur spełniając swe zadanie skutecznie powstrzymywał mnie przed jakąkolwiek czynnością.

Od Dymtra C.D Anastasi +18

Wręczyłem kobiecie kartę, a gdy ta wyszła z mojego apartamentu, odetchnąłem z ulgą. Otworzyłem drzwi i wyszedłem na balkon. Oparłem się o barierkę i odpaliłem papierosa. Dopiero teraz dotarło do mnie, jak bardzo będzie w stanie uprzykrzyć mi ten wyjazd. czy to zdrowe na tyle pozwalać kobiecie ? Sam nie potrafiłem odpowiedzieć sobie na to pytanie. Odpaliłem kolejnego papierosa i pogrążony w myślach gapiłem się na wspaniałe widoki. Poczułem, jak ktoś kładzie rękę na moim ramieniu. Niechętnie odwróciłem głowę, na całe szczęście to był Marcus. 
- Stary, ta laska namieszała ci w głowie. 
- Nie. 
- Jasne, bo pierwszą lepszą zabierasz na wyjazd, gdzie świętujesz napad ze swoimi ziomkami. 
- Wal się Marcus. 
- Chce tylko pomóc.
- To odwal się ode mnie, nie chce z nikim teraz gadać. 
- Dobra, ale pamiętaj, jestem z tobą. Poza tym zaraz obiad więc ogarnij się i dawaj do nas. 
Zgasiłem papierosa i wraz z Marcusem dołączyłem do reszty. Poczułem ulgę gdy zobaczyłem, że miejsce dziewczyny jest puste. Usiadłem przy stole, na którym znajdowało się masę pyszności. Wykwitnę ładnie przygotowane owoce morza, cieszyły moje oczy. Wina, whisky, piwa oraz gazowane napoje. 
- Gdzie Anastasia ? - Zoe spojrzała na. 
- Nie wiem, co ty tak jej pilnujesz ? 
Dziewczyna wzruszyła ramionami i zabrała się za nakładanie jedzenia na swój talerz. 
Wszyscy więc poszli w jej ślady. Byłem w połowie posiłku gdy zobaczyłem, jak Ana kieruje soje kroki w stronę stołu. Miała na sobie krótką rozkloszowaną czarną spódniczkę, niebieską bluzkę. Lekko zmarszczyłem brwi, a serce zabiło mi mocniej z nerwów. Dziewczyna zajęła miejsce naprzeciwko mnie i spojrzała. Widziałem, jak bardzo jest dumna z siebie. 
- Przepraszam, muszę coś załatwić - mruknąłem i odszedłem od stołu. Udałem się prosto do swojego pokoju. Przebrałem się w krótkie spodenki i koszulkę, po czym ponownie wyszedłem na balkon zapalić. Usłyszałem muzykę i z ciekawości zszedłem na dół rzucić okiem co się tam dzieje. Nie miałem zbyt dobrego nastroju, więc opuściłem hotel i udałem się na spacer wzdłuż brzegu wyspy. Po powrocie do hotelu odpaliłem laptopa i załatwiając masę papierkowej roboty. Wszystkie biznesy musiały być dopięte na ostatni guzik. W pewnym momencie jedna z moich koleżanek wparowała do mnie jak do siebie. 
- Czego chcesz ? 
- Nie to, że coś, ale twoja laska właśnie imprezuje z grupą piłkarzy.
- Bella...to nie jest moja dziewczyna, tylko znajoma tak. 
- No pewnie, macie jakiś kryzys, ona nie brała udziału w napadzie, a ją zabrałeś na wakacje marzeń. 
Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, ze te wszystkie sprawy biznesowe pochłonęły mnie całkowicie, a na zegarze wybiła 22:30
- Masz chęć na piwo ? - zamknąłem laptopa i odkręciłem się w stronę Belli. 
- Nie, ale myślę, że Tito nie odmówi. 
- Ktoś mnie wołał ! - Tito wparował do mojego pokoju zbił piątkę z Bellą, która w tej samej chwili opuściła mój pokój. Zadowolony  wręczył mi browarka a po chwili reszta chłopków stanęła w progu. 
- Dawać w plener ! - Keryl pełen entuzjazmu zaczął się drzeć. 
Lekko parsknąłem, otworzyłem piwo i wstałem, Marcus szedł z całą skrzynką piw. Zajęliśmy naszą miejscówkę na plaży. W oddali widziałem ognisko, gdzie bawiła się Ana  mężczyznami.
- Stary wyluzuj, zajmij się sobą olej baby, są zbędne, serio ja nie mam i żyje - zaśmiał się Marcus. 
Piliśmy, wrzucaliśmy się do wody, troszkę się powygłupialiśmy. Gdy już wszyscy byliśmy w dobrym nastroju po prostu, wyluzowaliśmy. Poczułem się szczęśliwy, chociaż cały czas Ci faceci, z którymi siedziała Ana, nie dawali mi spokoju. W pewnej chwili jeden z nich udał się w stronę hotelu gdy nas mijał, nasze spojrzenia się spotkały a na jego twarzy, pojawił się uśmiech. 
- Kurwa znam tego typa - mruknął Antwan. 
- Też już gdzieś go widziałem. - zamyśliłem się 
Wszyscy zaczęliśmy dyskutować, o tym, ze już kiedyś mieliśmy do czynienia z tym człowiekiem. Po co patrzył mi w oczy, po co tak wrednie się uśmiechał. Kiedy ich impreza dobiegła końca przyjrzeliśmy się nieco lepiej całej reszcie gdy wracali. Wtedy nagle Keryl wstrzymał oddech i spojrzał na mnie z paniką w oczach. Niemal serce mi stanęło, my już wiedzieliśmy, kim oni są. 
- Oni nas zabiją. - szepnął Antwan 
- Nie...- mruknąłem. 
Poderwałem się i niemal pobiegłem do pokoju Anastasi. Zapukałem, ale nie było czasu, wparowałem tam i spojrzałem na nią. 
- Miałeś trzymać się z daleka ode mnie, pamiętasz ?
- Wiem, ale na chwilę obecną musisz o tym zapomnieć mała. 
- Dlaczego ?
- Czy któryś cię odprowadzał ? 
\- Nie ! 
W tym momencie usłyszałem dźwięk wywarzonych drzwi na taras. Złapałem Ane za nadgarstek i stanąłem przed nią. 
- Co ty robisz do cholery ! -wrzasnęła. 
- Zamknij się ! 
- W końcu się widzimy Dymku. Pora spłacić długi. 
- Jakie długi ? - Wrzasnęła Ana. 
- Nie chwalił Ci się... Jego ludzie porwali moją siostrę, zgwałcili, sprzedali, a potem ten skurwiel ją zabił. 
- Ana, wiem, jak tragicznie to brzmi, ale to nie prawda. 
Mężczyzna wycelował pistoletem w moją głowę. 
Po chwili do pomieszczenia wpadła reszta, jako jedyny nie miałem broni. Gdy rzucili się na mnie, ze wszystkich sił starałem się bronić i chronić dziewczynę. Niestety byłem tylko człowiekiem, straciłem przytomność, a gdy się ocknąłem, siedziałem związany na krześle. Po chwili gdy moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, panującej w pomieszczeniu na drugim końcu dostrzegłem dziewczynę tak samo unieruchomioną. Nagle poczułem mocne uderzenie,  pięścią w twarz  trysnęła krew. 
- Gdybym cię zabił, to byłoby zbyt mało dla mnie. Będziesz patrzeć, jak ją gwałcimy, a potem zabijamy. Poczujesz to co ja czułem jak znęcaliście się nad moją siostrą. 
Po tych słowach znowu poczułem kolejne uderzenie w twarz. Nie było czasu na myślenie, musiałem improwizować. Dlaczego wszystko obracało się przeciwko mnie, czy ja  naprawdę sobie na to  zasłużyłem? Miałem jedną przewagę, ci idioci nie potrafili dobrze wiązać swoich niewolników. Owszem, zanim udało mi się oswobodzić, minęło trochę czasu...


Anastasia ?

Od Anastasi C.D Dymitr

 Jeden mały czerwony kawałek plastiku i taka osoba jak ja może chociaż przez chwilę poczuć się jak władca całego świata. Nie pytałam się o wielkość kwoty znajdującej się na koncie. Wiedziałam, że mężczyzna dysponował naprawdę sporym majątkiem, więc jego odpowiedź jakoś specjalnie by mnie nie zdziwiła. Z drugiej jednak strony możliwości, które dawała mi ta karta były dla mnie zbyt przerażające.
Bez zbędnych pytań opuściłam jego apartament i skierowałam się w stronę swojego. Emocje spowodowane wcześniejszymi wydarzeniami nieco opadły. Pomimo niewielkiego obrzydzenia, które czułam w stronę Dymitra nie miałam do niego żalu. Darzyłam go jakimś uczuciem, jednak ciężko było mi stwierdzić jakim. Związki międzyludzkie są naprawdę popierdolone. Tak czy tak, nie chciałam się długo złościć na mężczyznę. W końcu gdyby nie on to nie znalazłabym się tutaj, nie spędziłabym prawie wakacji życia i chociaż przez chwilę nie poczułabym się wolna od problemów związanych z codziennością i rodzeństwem. Jakkolwiek podle by to nie brzmiało, chociaż przez chwilę mogłabym się pobawić jego kosztem. Jak mawiają, pieniądze szczęścia nie dają więc stwierdziłam, że panu wpływowemu przydałaby się niewielka lekcja pokory.
Przez najbliższe kilka godzin analizowałam dosłownie każdy moment zachowania i wyglądu Dymitra. Jeśli naprawdę miałabym się zemścić mniej lub bardziej boleśnie. Coś na pewno powinno go zaboleć, a na samą myśl cała moja złość, obrzydzenie, żal i inne emocje tego typu zeszły na drugi plan.
Wskazówki zegara powoli dochodziły do pory obiadowej. Skoro Dymitr sam przyznał, że będzie schodził z mojej drogi. A możliwe, że całkowicie przypadkiem moje nogi zaprowadzą mnie do miejsca, gdzie wpływowy by przebywał. Z szerokim uśmiechem na twarzy przebrałam się w krótką rozkloszowaną spódniczkę w kolorze czarnym, a do tego dobrałam krótką bluzkę w jasnym niebieskim odcieniu. Zadowolona ułożyłam swoje włosy, psiknęłam się swoją ulubioną perfumą i zakładając dość wysokie szpilki ruszyłam w stronę części restauracyjnej. Dostrzegając swoje odbicie w lustrze znajdującym się na jednym z korytarzy uznałam, że wyglądam naprawdę zjawiskowo.
Dwie, no może trzy chwile później przeszłam przez ogromne drzwi. Stukając obcasami poczułam na sobie wzrok wszystkich obecnych, a sama kątem oka zauważyłam Dymitra siedzącego naprzeciwko pustego krzesła. Bez wahania usiadłam na nim i witając się z innymi spoglądałam na mężczyznę. Jego mina w tamtej chwili była bezcenna. Mrucząc coś pod nosem podniósł się i niechętnie wyszedł z restauracji, pozostawiając mnie z resztą towarzystwa. Zewsząd było słychać rozmowy, śmiechy, stukot szklanek i brzęczenie widelców. W międzyczasie na sali pojawili się jacyś muzycy i wszyscy zaczęli tańczyć. Panowała wręcz boska atmosfera, jakby wszystkie inne zmartwienia przeszły na drugi plan. A ja cały czas czułam satysfakcję, że Dymitr nie mógł w tym uczestniczyć, jednak widziałam go przechodzącego co jakiś czas obok sporych drzwi.
Przyjęcie z okazji urodzin Ani (czyli ani moich, ani ich) trwało aż do wieczora. W imprezowych nastrojach opuściliśmy restaurację i skierowaliśmy się w stronę swoich apartamentów. Ale dla mnie to nadal było za mało. Plan zemsty nadal trwał, a ta sytuacja na sto procent go nie zraniła. Jak dobrze, że na ten dzień miałam zaplanowane jeszcze kilka innych atrakcji dla Dymitra.
W swoim apartamencie przebrałam się w dość krótki i wyzywający strój do ćwiczeń. Wakacje wakacjami, jednak każdy dzień przerwy od jakiegokolwiek wysiłku fizycznego był dla mnie dniem straconym. A odkąd przyleciałam na tą nieszczęsną wyspę jeszcze ani razu nie ćwiczyłam. Do czego te nieszczęsne pieniądze doprowadzają? Złapałam za matę do ćwiczeń, butelkę z wodą i wyleciałam z apartamentu w stronę plaży. Świeże powietrze dobrze wpływa na krążenie, a samopoczucie również jest lepsze.
Kilka minut później rozłożyłam matę do ćwiczeń nieopodal jakiejś ćwiczącej grupki. Kątem oka zerkając na nich rozpoczęłam od rozgrzewki mającej przygotować mnie na większy wysiłek fizyczny. Zawsze starałam się robić wszystko z umiarem, a nie miałam też ochoty spędzić pozostałego wypoczynku z bolącymi mięśniami. Kilka, jak nie kilkanaście chwil wygibasów przygotowała mnie na dalsze ćwiczenia.
- Cześć - usłyszałam obok siebie nieznany mi męski głos. Uniosłam głowę w jego kierunku i widząc mężczyznę, który jeszcze chwilę temu ćwiczył niedaleko uśmiechnęłam się. - Chcesz się do nas przyłączyć?
Nieco zdziwiona, że jacyś ludzie tutaj porozumiewają się tym samym językiem kiwnęłam nieśmiało głowo i złapałam za swoją matę i ruszyłam za chłopakiem. W czasie tej niedługiej drogi przedstawił mi się i powiedział, że przyjechał ze znajomymi na tygodniowe wakacje, ponieważ niedługo mają dość ważny klubowy mecz w piłkę i chcą się wyluzować. Cała ekipa przywitała mnie ciepło i bez dwóch zdań rozpoczęliśmy wspólny trening. Podzielali moje zdanie o ćwiczeniach na świeżym powietrzu i przez następną godzinę rozmawiając o różnych rzeczach ćwiczyliśmy.
Kiedy nasza "zabawa" zakończyła się pomyślnie kapitan drużyny zaprosił mnie na ognisko, które miało odbyć się jeszcze tego samego wieczoru na plaży. Bez wahania się zgodziłam - spędzenie czasu w całkowicie męskim towarzystwie, których nawet za bardzo nie znałam powinno nadawać się na odpowiednią zemstę na Dymitrze. Pomimo tego, że on nie pojawiał się w tych samych miejscach w jakimś stopniu na pewno kontrolował miejsce mego pobytu. Więc nie było szans, by nie dostrzegł mojej wieczornej imprezy.
Znajdując się już w apartamencie zaszyłam się pod prysznicem, by zmyć z siebie pot wcześniejszego treningu. Z wielką dokładnością umyłam wszystkie partie swojego ciała, a na samym końcu skupiłam się na swoich loczkach. Po wysuszeniu się założyłam na siebie krótkie czarne spodenki i bluzkę, którą miałam wcześniej ubraną w restauracji. Z wielkim uśmiechem pojawiłam się na plaży, gdzie do późnych godzin nocnych tańczyłam, piłam i rozmawiałam z całą ekipą. Kiedy wypite procenty weszły za mocno usiedliśmy dookoła ogniska przyśpiewując znane nam mniej lub więcej piosenki. Będąc zmęczona oparłam się głową o Davida. Ten jak gdyby nigdy nic położył dłoń na moim udzie, jednak ja się tym nie przejęłam. Pomimo mojego nie najlepszego stanu wiedziałam, że nic mi nie zrobi. Po prostu miałam takie przeczucie.
Po kolejnych kilku godzinach imprezowania udało mi się bez żadnej wpadki dotrzeć do swojego apartamentu. Tam nie ściągając z siebie ubrań przesiąkniętych dymem z ogniska położyłam się na łóżku, zamknęłam oczy i zasnęłam. Tak jak mi się wydawało po chwili rozległo się dość mocne pukanie do drzwi, które mnie obudziło. Nie wydając z siebie żadnego dźwięku usłyszałam zza drzwi zdenerwowany głos Dymitra. A potem bez proszenia mężczyzna wszedł do środka.

Dymitr ?

Od Dymitra C.D Anastasi

 Usłyszałem dźwięk przekręcającego się zamka. Odetchnąłem z ulgą, gdy drzwi się otworzyły, ujrzałem zdenerwowaną dziewczynę. Lekko szumiało mi w głowie, ledwie przekroczyłem próg, a już niemal wylała ona potok słów i żądań w moją stronę. Usiadłem na krześle i patrzyłem na nią, gdy skończyła, w końcu mogłem zabrać głos. Wkurzonej kobiecie nie wolno wchodzić w słowo, zwłaszcza jeśli ma przygotowaną białą broń, którą była patelnia.
- Jestem aż takim potworem ? - lekko uniosłem brew.
- Jesteś !
Przełknąłem ślinę, to miały być jej wakacje, a teraz chciała stąd uciec. Mógłbym ją odstawić do domu, ale zapewne wtedy już nigdy byśmy się nie spotkali, a tego bym nie przeżył. Musiałem znaleźć jakieś rozwiązanie. Odrzuciłem dumę na bok.
- Przepraszam, nie chce, abyś mnie opuszczała, ale rozumiem, że nawaliłem. Ten wyjazd miał być dla Ciebie wakacjami, chciałbym, aby tak zostało. Może się jakoś dogadamy.
- Wakacje ! To trauma dla mnie co mi zrobiłeś !
Wziąłem głęboki wdech.
- Chcesz wracać ?
- Tak !
- A jeśli nalegałbym, abyś została ?
- Nie !
- Dam Ci spokój...nie będziesz musiała na mnie patrzeć, nie musisz, nawet strać się mnie unikać, to ja będę schodził ci z drogi. Ty decydujesz, kiedy chcesz mnie widzieć lub kiedy chcesz ze mną rozmawiać, o ile będziesz chciała.
- Kuszące, przemyślę to, jutro rano dam Ci odpowiedz. A teraz zostaw mnie i wyjdź !
Wstałem z krzesełka i opuściłem jej apartament. Wróciłem na dół do reszty. Zająłem swoje miejsce przy stole. Pomimo świetnej atmosfery, jaka panowała i dobrych nastrojów moich towarzyszy czułem się dziwnie, zastanawiałem się, czy dziewczyna zgodzi się na mój układ, czy jednak zostanie przy swoim. Zabawa skończyła się nad ranem, gdy wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Pomimo że czułem zmęczenie, nie mogłem zasnąć. Leżałem na łóżku i gapiłem się w sufit, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi,
- Otwarte !
Do pokoju weszła Anastasia, zdziwiła mnie jej wizyta.
- Jaka jest twoja decyzja ?
- Zgadzam się, na twój układ.
Skinąłem głową wstałem złoża i sięgnąłem do szuflady, wyjąłem z niej czerwoną kartę i podałem dziewczynie.
- Co to jest ?
- Karta płatnicza...
- Chcesz mnie kupić !
- Nie... posłuchaj nic w tym stylu, gdybyś podała mnie do sądu i udowodniono by moją winę, musiałbym ci dać zadośćuczynienie, robię więc to bez latania po sądach.
Anastazia kiwnęła tylko głową, po czym wyszła z mojego pokoju. Na karcie był okrągły milion.


Anastazja ?

Od Anastasi C.D Dymitra

  - Ana otwórz, proszę - z drzemki, którą odbywałam oparta o drzwi obudził mnie głos nieco pijanego Dymitra. Rozejrzałam się dookoła i w ułamku sekundy wszystkie wydarzenia tego wieczoru wróciły do mnie jak bumerang.
- Odejdź! - krzyknęłam. - Nie chcę cię znać.
- Proszę, chcę pogadać, nic ci nie zrobię - brzmiał naprawdę sensownie, ale jaką ja miałam mieć pewność, że nie mówił tego bym po prostu uwierzyła w jego słowa i go wpuściła?
- O czym ty niby kurwa chcesz ze mną rozmawiać?
- Proszę, daj mi wyjaśnić, myślałem że chcesz tego...
- Czego, być zgwałcona przez ciebie? - poczułam jak po moich policzkach lecą gorące łzy.
- Wpuść mnie, porozmawiajmy normalnie - i nic więcej nie powiedział. Zaklęłam pod nosem, naprawdę, o czym chciał rozmawiać? Że to wcale nie tak, po prostu swoim strojem zasygnalizowałam, że tego chcę, a może miałam się odwdzięczyć za ten wyjazd albo coś innego? To wszystko było takie zagmatwane. A co jeśli jemu było mało i chciał więcej? Wiecznie nie mogłam się ukrywać, w końcu wszędzie znajdowali się znajomi Dymitra i prędzej czy później musiałabym stąd wyjść. Chociaż... skoro on chciał teraz rozmawiać to może powinnam zażądać samolotu do domu, a całej reszcie powiedziałby, że wypadły mi bardzo pilne sprawy rodzinne? To miało prawo wypalić w mniejszym lub większym stopniu. Ale żeby przedstawić mu ten plan musiałabym go wpuścić do środka. Drżąc wstałam spod drzwi i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Musiałam być w jakikolwiek sposób przygotowana gdyby chciał ponownie mnie zaatakować. Podeszłam do aneksu kuchennego i wyciągnęłam z szafki największą patelnię jaką znalazłam. Dzięki mojemu mniejszemu wzrostowi i sporej zwinności zawsze miałabym minimalną przewagę, gdyby ten chciał się na mnie rzucić. Takie uderzenie w głowę z patelni powinno było go chociaż na chwilę zdezorientować bym ewentualnie mogła uciec z pomieszczenia.
Z niespokojnym oddechem podeszłam do drzwi, przekręciłam kluczem w zamku i pociągnęłam za klamkę, jednocześnie odsuwając się na kilka metrów do tyłu. Z niemałym przerażeniem spoglądałam na Dymitra, który zataczając się i spoglądając prosto na mnie wszedł do pokoju. Pytająco spojrzał na patelnię, a widząc moją minę uśmiechnął się.
- Ana, ja...
- Rano chcę wrócić do domu - wycedziłam przez zęby, starając się brzmieć jak najmniej przestraszona. - Nie wiem, zorganizuj samolot czy coś, panie wpływowy.
- Aha, czyli teraz przechodzimy na per pan? Tak, panienko Padilla? - warknął, na co z nerwów przełknęłam głośno ślinę. Skąd on... czy ja kiedykolwiek mówiłam mu, jak mam na nazwisko? Czemu do kurwy bogatym ludziom jest łatwiej?
- A jak mam się zwracać, co? Wiesz, jak ja się czuję? - ugryzłam się w język, by jeszcze bardziej się nie rozpłakać. - Nie masz kurwa zielonego pojęcia jak się czuję! Czuję się zabawka, jak rzecz którą można się pobawić i zostawić, wiesz?
Dymitr spoglądał na mnie nie do końca wiedząc co ma odpowiedzieć. Jego uśmiech, który znajdował się na jego twarzy przez ostatnie kilka chwil zniknął.
- Nic nie powiesz teraz, co? A tak chciałeś porozmawiać - westchnęłam. Czując na sobie jego wzrok przeniosłam się w stronę aneksu kuchennego, a na blacie odłożyłam nieszczęsną patelnię. Nie miałam już pomysłu co ze sobą zrobić, a tym bardziej zrobić z nim. Zrezygnowana wzięłam głęboki oddech i usiadłam na krześle cały czas spoglądając się na Dymitra.

Dymitr ?

Od Anastasi C.D Dymitra +16

Z niemałym przerażeniem słuchałam, jak Dymitr opowiadał o tej kobiecie. O osobie, która w jego oczach była tylko zwyczajnym przedmiotem, któ...