niedziela, 10 stycznia 2021

Od Anastasi C.D Dymitra

- Nie, czekałem na ciebie – odpowiedział, lustrując mnie wzrokiem od góry do dołu.
- No to jestem – odparłam. Zerknęłam na Dymitra, który siedział w bezruchu i definitywnie nad czymś myślał.
- Co tam jest ciekawego w tym oknie, że tak siedzisz i patrzysz? – uniosłam brew i założyłam ręce pod piersiami.
- Nic, cały czas chodzą za mną problemy z pracy – odpowiedział i wstał. Nałożył sobie na talerz kilka sajgonek, a ja idąc jego tropem zrobiłam to samo. Zajrzałam jeszcze do lodówki i wyciągnęłam z niej słodki sos chili. Nie zastanawiając się dłużej nałożyłam go sobie odrobinkę i zamoczyłam w niej jedną sajgonkę.
- Co wydarzyło się w pracy, że cię to gnębi? – zapytałam, biorąc kęs.
- Musiałem zwolnić kilka osób. Szukam cały czas kogoś kto by mógł mi pomóc za barem – westchnął.
- Nie potrafię robić drinków więc raczej się nie przydam.
- Mogę cię wtajemniczyć w te przepisy, powiedziałem, że niejednego mogę cię nauczyć – spojrzał na mnie. – Gdybyś potrzebowała pracy będę czekał na twój odzew.
Zmieniłam temat rozmowy. Fakt faktem nagły przypływ gotówki nie byłby zły, jednak nie chciałam pozwolić, by mężczyzna za bardzo kontrolował moje życie. Skończyliśmy jeść, a ja zebrałam talerze i ruszyłam w stronę zlewu.
- Zostaw, ja to zrobię – powiedział, wstając. Wziął naczynia i włożył je do zmywarki. Ściągnęłam ręcznik z głowy, a moje mokre loki opadły na ramiona. Delikatnie przeczesałam dłonią włosy, a Dymitr stanął niebezpiecznie blisko mnie. Złapał za loka, nawinął go sobie na palec i powąchał. Poczułam się nieswojo; brak bielizny powodował, że byłam nieco przerażona. Kto wie, co mężczyzna miał w głowie. Zaczęłam się wycofywać, jednakże stojący za mną blat usilnie przeszkodził mi w tym. Przełknęłam ślinę.
- Znowu się mnie boisz; twoje włosy bardzo ładnie pachną. Powinnaś częściej chodzić w moich koszulkach, masz zgrabne nogi i świetną figurę. Wyglądasz bardzo sekowanie – powiedział, odsuwając się ode mnie. Nie wiedziałam za bardzo co mam powiedzieć, stałam w bezruchu, dopóki mój telefon nie wydał z siebie dźwięku przychodzącej wiadomości. Wzięłam go do ręki, odblokowałam i przeczytałam wiadomość. Ze zdziwienia zatkało mnie i nie wiedziałam co powiedzieć.
- Są wyniki – zaczęłam, z niedowierzaniem patrząc na Dymitra. – Wygrałam. Zgłosiłam bloga w ostatniej chwili i wygrałam. Boże, pieniądze są już na moim koncie.
Ciężko mi było złapać oddech. Odłożyłam komórkę na bok.
- Czyli co – na twarzy mężczyzny pojawił się lekki uśmiech. – Jedziesz ze mną?
- Nie mam pojęcia, czy maczałeś w tym palce – westchnęłam. – Ale skoro taka była umowa to chyba nie mam wyjścia.
Przeczesałam dłonią loki. Nie dochodził do mnie fakt, że w ciągu niecałego dnia mój majątek zwiększył się o jakieś pięćdziesiąt kafli. To całkiem sporo, wystarczająco by rzucić poprzednie życie i wynająć sobie niewielką kawalerkę gdzieś z dala od centrum, jednak nie mogłam tego zrobić. Nie mogłam pozostawić swojego rodzeństwa zdanych na łaskę Adriusa czy też rodziców. Tak czy tak, teraz dzieciaki były u dziadków, a ja mam lecieć gdzieś na wakacje z obrzydliwie bogatym mężczyzną, którego znam od kilku dni. Co może pójść nie tak?
- Podrzucę cię do domu i spakujesz najpotrzebniejsze rzeczy – zaczął Dymitr, odkładając telefon. Chyba z kimś rozmawiał, ale tak się zamyśliłam, że tego nie dostrzegłam. Zaczął iść w stronę garażu, a ja posłusznie podreptałam za nim i wsiadłam do jego samochodu. Olałam już fakt, że dalej miałam na sobie tylko jego koszulkę i swoje buty.
Po kilku minutach znaleźliśmy się pod moim domem. Planowo Adrius powinien być teraz w pracy, więc nikt nie zobaczyłby mnie w takim stroju.
- Zaczekaj, za chwilę wrócę – powiedziałam, zerkając na Dymitra. Nie chciałam, żeby wchodził do środka, nie uważałam, że byłby to najlepszy pomysł by widział, jak mieszkam. Widać było, że chciał ze mną dyskutować, jednak uniósł ręce do góry, a ja wysiadłam z samochodu. Starając się, by sąsiedzi mnie nie zobaczyli z prędkością światła otworzyłam kluczem drzwi i zniknęłam za nimi. Wydawało mi się, że powiew wiatru nieco podniósł koszulkę, ale nie zwróciłam na to większej uwagi. Prędko weszłam po schodach na górę do swojego pokoju i ubrałam na siebie bieliznę i spodnie. Zostawiłam na sobie koszulkę Dymitra, jednak podwinęłam ją nieco do góry. Złapałam za torbę z siłowni i otworzyłam szafę. Nie wiedziałam, co dokładnie mam pakować; mężczyzna nie powiedział mi jaki jest cel naszej podróży. Zamknęłam oczy i zaczęłam myśleć. Gdybym była obrzydliwie bogatym facetem to gdzie zabrałabym jakąś laskę na wakacje? Góry odpadały, jakieś oblodzone miejsce też. Postawiłam, że docelowo zabiera mnie nad jakąś plażę. Spakowałam dwa stroje kąpielowe, krótkie koszulki i kilka par spodenek. Oprócz tego wrzuciłam bieliznę, kosmetyki i ulubioną poduszkę. Zadowolona zasunęłam torbę i zeszłam na dół, gdzie stał Dymitr.
- Mówiłam, że masz siedzieć w samochodzie – jęknęłam.
- Mieszkasz w całkiem fajnym domu – odparł, nie zwracając uwagę na to co wcześniej powiedziałam. Cicho zaklęłam pod nosem. Wyciągnęłam z kieszeni klucze i zabrzęczałam nimi, by dać do zrozumienia mężczyźnie, że chcę zamknąć drzwi. Posłusznie odsunął się na bok i stojąc blisko mnie zerkał na to co robię. Machnęłam włosami i stanęłam obok samochodu Dymitra. Bez słowa wsiadłam do niego, a torbę położyłam pod nogami. On też wsiadł do pojazdu i chwilę później znaleźliśmy się na drodze.
- Powiesz mi dokąd w ogóle się wybieramy? – spytałam.

Dymitr ?

Od Dymitra C.D Anastasi

To było odważne, wrzucenie mnie do basenu. Jednak przekonała się szybko, że nie był to idealny plan. Szybko wylądowała w tej wodzie razem ze mną. Rozbawiło mnie to, jak wiadomo mokre ubranie staje się nieco prześwitujące. Wyszedłem z wody i wyciągnąłem rękę, aby jej pomóc. Przez ten ułamek sekundy zorientowałem się, jaka mała i delikatna wydaje się stojąc przede mną. Lekko przygryzłem wargi i udałem się po ręcznik dla niej. Wyjąłem z szafy jedną z moich czarnych koszulek i podałem obrażonej dziewczynie. Ta schowała się w łazience, gdy się przebrała przyszła podeszła do kuchennego blatu. 
- Kosztowałeś ?
- Nie czekałem na Ciebie.
- No to jestem. - dziewczyna zastawiła stół i wyjęła sajgonki. 
Obserwowałem ją, wyglądała bardzo seksownie w mojej koszulce, odsłaniając długie zgrabne nogi. Najbardziej podobały mi się chyba jej uda. Przełknąłem ślinę,i odwróciłem wzrok na chwilę. Gdyby nie to, że się poznaliśmy na siłowni i znała moją osobę przehandlowałbym to jej piękne ciało za dużą sumę. Chociaż, zastanawiałem się czy nie lepiej zostawić je dla siebie. W każdym razie musiałem rozwiać ta idiotyczną myśl. 
- Co tam jest ciekawego w tym oknie, że tak siedzisz i patrzysz ? 
- Nic, cały czas chodzą za mną problemy z pracy. 
Nałożyłem sobie na talerz kilka sajgonek, Anastasia zrobiła to samo.
- Co takiego się wydarzyło w tej pracy, że tak Cię gnębi to ? 
- Musiałem zwolnić kilka osób. Szukam cały czas kogoś kto by mógł mi pomóc za barem.
- Nie potrafię robić drinków. Więc się raczej nie przydam. 
- Mogę Cię wtajemniczyć w te przepisy, powiedziałem, że niejednego mogę Cię nauczyć. Gdybyś potrzebowała pracy będę czekał na twój odzew.  
Dziewczyna zwinnie zmieniła temat na inny, gdy skończyliśmy posiłek już chciała zabrać się za zebranie naczyń. 
- Zostaw ja to zrobię - podniosłem się i zgarnąłem wszystko do zmywarki po czym ją wstawiłem. 
Anastasia zdjęła ręcznik z głowy a jej mokre loki opadły na ramiona. Podszedłem do niej dość blisko, zawinąłem jeden z jej loków na swój palec i powąchałem. Dziewczyna znowu wydawała się lekko przestraszona. Chciała się cofnąć, ale przeszkodził jej blat. Może to głupie ale uwielbiałem to uczucie gdy kobiety czuły się niepewnie w moim towarzystwie. 
- Znowu się mnie boisz, twoje włosy bardzo ładnie pachną, powinnaś częściej chodzić w moich koszulkach, masz zgrabne nogi i świetną figurę wyglądasz bardzo sekowanie. - Odsunąłem się od niej aby dać jej przestrzeń. Nagle dziewczynie zapikał telefon, wzięła go do ręki i spojrzała na mnie niemal zamarła. 
- Są wyniki WYGRAŁAM ! zgłosiłam bloga w ostatniej chwili i wygrałam. Boże pieniądze są już na moim koncie ! 
- Czyli co jedziesz ze mną ? 

Anastasia ?

Od Anastasi C.D Dymitra

- Jestem aż taki straszny? – zapytał mężczyzna, kątem oka zerkając na mnie. Spojrzałam na Dymitra nieco zaskoczona; jego pytanie wprawiło mnie w osłupienie.
- Nie – odpowiedziałam.
- Rozluźnij się – stwierdził.
Przez pozostałą część drogi nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Z przejęciem rozglądałam się przez szybę w drzwiach, podziwiając nieodkrytą przeze mnie część miasta. Nie pasowałam do takiego miejsca, mój prostacki wygląd i zachowanie totalnie nie nadawały się do mieszkania w bogatej dzielnicy. Po kilku minutach dojechaliśmy do willi należącej do Dymitra. Była dość spora w porównaniu do domu, w którym aktualnie mieszkałam. Mężczyzna był bogaty, obrzydliwie bogaty. Czemu ktoś taki jak on zwrócił uwagę na kogoś takiego jak ja?
Wyszliśmy z samochodu i skierowaliśmy się do środka. Standardowo otworzył przede mną drzwi, a ja prześlizgnęłam się do środka. Ze zdziwieniem rozejrzałam się po ogromnym, jednak pustym pomieszczeniu. Widać było, że w tym domu brakowało kobiecej ręki. Chociaż, gdybym ja miała mieszkać w takim miejscu nie chciałabym, żeby tak spora przestrzeń była zagospodarowana w bardzo zły sposób. Do stojącego na środku instrumentu dodałabym jedną, maksymalnie dwie kanapy, by goście mogli się rozsiąść. Podeszłam do instrumentu i położyłam na nim dłoń.
- Jesteś muzykiem? – fakt, nie znamy się dość długo i mogłam nie wiedzieć o nim takich rzeczy.
- Nie, ale lubię grać na fortepianie – odpowiedział. - Bardzo mnie to relaksuje.
- W takim razie w zamian za gotowanie nauczysz mnie podstaw gry na tym wspaniałym instrumencie? – zapytałam. Mężczyzna podszedł do mnie; poczułam ciepło jego klatki piersiowej na moich plecach. Wzdrygnęłam się delikatnie, nie miałam pojęcia co zamierzał zrobić dalej. W porównaniu do niego byłam mała i bezbronna. Odgarnął kosmyk moich włosów i delikatnie przybliżył wargi do mojego ucha.
- Jeśli tylko zechcesz, to nauczę cię wielu rzeczy. Nie spinaj się tak, nie zrobię ci krzywdy – po tych słowach odsunął się ode mnie i skierował swoje kroki w stronę kuchni. Starając się utrzymać spokojny oddech ruszyłam za nim.
- Śmiało, zajrzyj do lodówki i zobacz co ci potrzeba – powiedział.
Podeszłam do chłodziarki i otworzyłam drzwi. Szybko przejrzałam to co było w środku i wyciągnęłam kilka potrzebnych składników.
- Lubisz sajgonki? – spojrzałam na Dymitra.
- Tak.
- Umyj marchewki, obierz je i cebulę. Zajmę się resztą, a ty patrz jak to robię i słuchaj.
Mężczyzna zabrał się za polecone mu zadanie. Ja sama w tym czasie nastawiłam wodę na makaron i zajęłam się smażeniem mięsa.
- Patrzyłem na twojego bloga i uważam, że jest świetny – dość rozmowy z niego człowiek, trzeba przyznać.
- Dziękuję.
- Powinnaś zgłosić go do konkursu.
- Jakiego konkursu? – podniosłam brew.
- Robią ranking, zgłaszasz bloga, ludzie głosują, do zgarnięcia jest pięćdziesiąt tysięcy.
- Nie mam szans – westchnęłam.
- Skąd wiesz, co Ci szkodzi go zgłosić.
- Nie no co ty, bez szans.
- Szczęściu trzeba pomóc czasami. Zaraz wracam – powiedział i zniknął z mojego pola widzenia. Dosłownie moment później pojawił się z laptopem i położył go na stole w jadalni. Wyłączyłam palnik i podeszłam do niego.
- No dawaj, najwyżej nie wygrasz – dzięki za wsparcie, Dym. – Co ci szkodzi?
- Dobra, niech będzie.
Szybko wypełniłam formularz zgłoszeniowy.
- Zadowolony? – powstrzymywałam się, żeby nie pokazać mu języka.
- Tak – uśmiechnął się do mnie. Wróciliśmy do kuchni, gdzie dalej udzielałam mu rad. Po kilkunastu minutach udało się nam włożyć sajgonki do piekarnika. Mieliśmy trochę czasu nim prawie wspólnie zrobione danie będzie gotowe, więc mężczyzna zaczął prowadzić mnie schodami na górę. Znaleźliśmy się na dachu, na którym znajdował się basen.
- Mogłeś ostrzec, że mam wziąć kostium kąpielowy – zaśmiałam się.
- No tak – westchnął. – Zapomniałem wspomnieć.
Dymitr ściągnął koszulkę i chwilę później zajęliśmy leżaki pod parasolką. Na stole leżała kawa, jednak było zbyt ciepło, bym z własnej woli po nią sięgnęła.
- Całkiem ładnie tutaj masz – powiedziałam.
- Planuję i tak zrobić remont – odpowiedział.
Już zamierzałam coś powiedzieć, jednak w tej samej chwili zadzwonił telefon. Mój rozmówca przeprosił mnie i zaszył się gdzieś w pokoju. Skorzystałam z okazji, by obejść basen dookoła i porozglądać się po okolicy. Jeśli mam umrzeć, to przynajmniej umrę w ładnym miejscu.
- Za trzy dni jadę na wakacje, muszę odpocząć, nie chciałabyś może lecieć ze mną? – spytał po powrocie.
- Przecież my się nie znamy, prawie – zastanawiało mnie, czemu on się mnie tak uczepił?
- Daj spokój, przecież proponuje Ci tylko dwa tygodnie odpoczynku w moim towarzystwie. Czasami trzeba się zresetować.
- Mam rodzeństwo na głowie, poza tym nie mam pieniędzy – mruknęłam.
- Jeśli wygrałabyś w konkursie, spokojnie mogłabyś lecieć ze mną i zafundować wakacje swojej rodzinie gdzieś, prawda?
- Błagam cię, myślisz, że wygram, to jest nierealne.
- Dobra, jeśli wygrasz polecisz ze mną, a  rodzince zafundujesz jakieś kolonie albo obóz.
- Jesteś marzycielem? – zapytałam zerkając na niego.
- Tak, marzy mi się wyjazd z tobą, skoro szanse i tak są małe co ci szkodzi? – spojrzał na mnie.
- Czyli jeśli wygram to mam polecieć z tobą?
- Tak, obiecaj mi po prostu. Zaryzykuj.
Na szybko obmyśliłam w głowie pewien plan. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Wiesz co? Zaryzykuję – i w tym momencie wykorzystując całą moją siłę popchnęłam go, by ten stracił równowagę i z głośnym pluskiem wylądował w basenie. Po chwili wynurzył się i spojrzał na mnie stojącą w zwycięskiej pozycji z założonymi rękami pod piersiami. Miał zdziwioną minę, jednak podpłynął do mnie i jak gdyby nic złapał mnie za nogi i starając się, bym w nic nie przywaliła, wrzucił mnie do basenu. Wynurzyłam się i dłonią zgarnęłam kosmyki włosów, które znalazły się na mojej twarzy.
- Co to miało być? – zaśmiałam się, ochlapując go wodą.
- Odpłacam pięknym za nadobne – odparł. Po kilku minutach wyszedł z basenu i podał mi rękę. Złapałam ją i sprawnym ruchem przyciągnął mnie do siebie.
- Teraz jestem cała mokra – jęknęłam. – I co ja teraz zrobię?
Zrobiłam minę zbitego psa i spojrzałam na Dymitra. Ten zastanowił się przez chwilę.
- Dam ci ręcznik i coś do przebrania. Chodź do kuchni – powiedział. Posłusznie zeszłam na dół, przy okazji w ostatniej chwili wyłączając sajgonki. Jeszcze chwila i by się spaliły. Wyciągnęłam blachę z piekarnika i rozkroiłam jedną sajgonkę. Były idealnie dopieczone.
- Tu masz ręcznik, a tu jakąś moją koszulkę – powiedział mężczyzna, pojawiając się w drzwiach. Podał mi przedmioty i wskazał drogę do łazienki. Zostawiając za sobą mokre ślady powlekłam się tam. Ściągnęłam z siebie mokre rzeczy, które po chwili zawiesiłam na kaloryferze. Ręcznikiem szybko się wysuszyłam i ze zgrozą stwierdziłam, że Dymitr podał mi wyłącznie koszulkę. Założyłam ją na siebie; miał szczęście, że była tak długa, że sięgała mi do połowy ud. Z ręcznika zrobiłam sobie kokon na głowie i wróciłam do kuchni, starając się nie ruszać zbyt energicznie, w końcu nie musiał widzieć tego, co ja nie chciałam, żeby widział.
- Kosztowałeś? – zapytałam się, gestem wskazując na sajgonki.

Dymitr

Od Dymitra C.D Anastasi

 Gdy odłożyłem słuchawkę na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Wykręciłem numer do Panny Zofii. Była to moja sprzątaczka, kiedy miałem ważne spotkania biznesowe lub zapraszałem gości, a nie miałem czasu sam tego ogarnąć to ona zajmowała się domem. Brakowało tutaj kobiecej ręki, co było widoczne.
- Witam Panno Zofio, mam dzisiaj ważnego gościa, zależy mi by dom błyszczał jak brylant, a najbardziej kuchnia. Zostawię pieniądze w kopercie na blacie za dwie godzinki. Ważne aby było wszystko gotowe na czas a pani wyszła niepostrzeżenie zanim mój gość się zjawi
- Oczywiście będzie gotowy.
- Za trzydzieści minut wychodzę, i wracam za około dwie godzinki. Dziękuje pani bardzo, klucze będą tam gdzie zawsze.- Rozłączyłem się, sięgnąłem po czyste ubrania z suszarki i wrzuciłem do torby, przygotowałem sobie koktajl białkowy i wodę do picia. Umyłem twarz i lekko przystrzygłem brodę. Ubrałem ciemne jeansy i adidasy oraz białą koszulkę. Zarzuciłem torbę na ramię i wyszedłem do garażu, bez zastanowienia sięgnąłem po kluczyki od Porsche.Po dotarciu na siłownie jak miałem w zwyczaju przywitałem się ze wszystkimi. Udałem się do szatni i przebrałem, gdy wyszedłem Anastasia właśnie kończyła rozgrzewkę.
-Przepraszam, za spóźnienie, coś mi wypadło w międzyczasie. - Puściłem jej oczko
- Nic się nie stało, jak widzisz już się zajęłam. Zacząłem również się rozgrzewać. Dzisiaj skupiłem się na robieniu pleców. Wziąłem ciężarki trzydziestu kilogramowe, usiadłem na lekko pochylonej ławce, opierając o nią klatę i zacząłem tak zwane wiosłowanie. Cztery serie na jedna rękę i cztery na drugą po dwadzieścia razy. Gdy skończyłem wziąłem łyk wody i zacząłem podciąganie na drążku nachwytem. Po trzech seriach uznałem, że jest mi zbyt gorąco więc zdjąłem koszulkę i wytarłem w nią pot z czoła. Po dokończeniu ćwiczenia zabrałem się za wyciskanie hantli. Ignorowałem te wszystkie kobiece spojrzenia, nic dziwnego, że patrzyły na mnie. Zapewne nie jedna chciałaby aby jej facet miał tak wyrzeźbione ciało. Zrobiłem krótką przerwę aby nieco pomóc Anastasi w ćwiczeniach i ją asekurowałem. Nie dało się nie wyczuć tych zawistnych spojrzeń dziewczyn w jej stronę, gdy poświęcałem jej trochę uwagi. Wróciłem ponownie do podciągania tym razem podchwytem. Potem zrobiłem kilka ćwiczeń przy pomocy sztangi. Na koniec udałem się na bieżnie, a dziewczyna zajęła maszynę obok mnie tak jak ostatnio. 
- Mam nadzieję, że nie przytłaczam Cię swoja obecnością. 
- Nie, to ja przecież, wyciągnęłam Cię z domu. 
- Racja... mam trochę zamieszania
Gdy oboje skończyliśmy trening, udałem się do szatni aby nie się odświeżyć. Potem zabrałem dziewczynę do auta i ruszyliśmy do mojej posiadłości. Anastasia wydawało się lekko spięta i zestresowana.  
- Jestem taki straszny ? 
Kobieta spojrzała na mnie lekko zaskoczona. 
- Nie... 
- Rozluźnij się..- zasugerowałem.
 
Po kilku minutach dotarliśmy na wzgórze na którym stała moja Willa. Miała ona przeszklone ściany, wjechałem autem do garażu. Oboje wysiedliśmy i poprowadziłem dziewczynę do środka otwierając przed nią drzwi by nie musiała się fatygować. Gdy weszliśmy do środka jej oczom ukazała się ogromna otwarta przestrzeń, na samym środku stał fortepian. Nie wiele się zastanawiając dziewczyna podeszła do instrumentu.
- Jesteś muzykiem ? 
- Nie, ale lubię grać na fortepianie, bardzo mnie to relaksuje. 
- W takim razie może byś chciał coś zagrać, w zamian za gotowanie nauczyć mnie podstaw gry na tym wspaniałym instrumencie. Stanąłem za nią lekko oparłem się klata o jej plecy, poczułem jak dziewczyna lekko wzdrygnęła się, strasznie mnie to w duchu rozbawiło. Odgarnąłem kosmyk włosów który opadał na jej szyje. Przybliżyłem lekko wargi do jej ucha i szepnąłem. 
- Jeśli tylko zechcesz, to nauczę Cię wielu rzeczy...nie spinaj się tak, nie zrobię Ci krzywdy. - Po tych słowach cofnąłem się i poszedłem przodem do kuchni. 
- Śmiało, zajrzyj do lodówki i zobacz co Ci potrzeba. - uśmiechnąłem się.
Dziewczyna podeszła wyjęła z lodówki kilka składników: papier ryżowy, kapusta pekińska, grzyby mun,marchewka, makaron ryżowy, cebula mięso mielone, jajka, i sos sojowy.
- Lubisz sajgonki ? 
- Tak. 
- Umysł marchewki, obierz je oraz cebulę a ja zajmę się resztą patrz jak to robię i słuchaj. 
Przytaknąłem i zabrałem się za to co mi kazała. 
- Patrzyłem na twojego bloga i uważam, że jest świetny. 
- Dziękuje. 
- Powinnaś zgłosić go do konkursu. 
- Jakiego konkursu ?
- Robią ranking, zgłaszasz bloga, ludzie głosują, do zgarnięcia jest pięćdziesiąt tysięcy.
- Nie mam szans. 
- Skąd wiesz, co Ci szkodzi go zgłosić. 
- Nie no co ty bez szans. 
- Szczęściu trzeba pomóc czasami.Zaraz wracam. 
Poszedłem na górę po laptopa i odpaliłem stronę, zrobił ja mój informatyk wyglądała bardzo profesjonalnie, wszystko było idealnie. Zniosłem laptopa na dół i położyłem na stole w jadalni. 
- No dawaj, najwyżej nie wygrasz co Ci szkodzi. 
- Dobra niech będzie. 
Anastasia podeszła i wypełniła formularz zgłoszeniowy po czym wysłała. 
- Zadowolony ?
- Tak.. - posłałem jej ciepły uśmiech, i wróciliśmy do gotowania. Gdy sajgonki się piekły zabrałem dziewczynę na dach gdzie był basen. 
- Mogłeś ostrzec, że mam wziąć kostium kąpielowy -zaśmiała się.
- No tak, zapomniałem wspomnieć. 
Zdjąłem koszulkę i oboje zajęliśmy leżaki pod parasolką. na stoliku leżała przygotowana kawa. 
- Całkiem ładnie tutaj masz. 
- Planuje i tak zrobić remont...
Dziewczyna chciała coś powiedzieć ale przerwał jej mój telefon. To był Marcus. 
- Przepraszam muszę odebrać to pilne. 
- Cześć Marcus jak tak gotowy na urlop ? 
"urlop"- to było słowo oznaczające, że nie jestem sam. 
Oddaliłem się od dziewczyny i udałem do swojego pokoju gdzie spokojnie mogłem poinstruować go o dalszych działaniach związanych z napadem. Do jego końca zostały tylko trzy dni. Po zakończeniu rozmowy wróciłem do dziewczyny. 
- Za trzy dni jadę na wakacje, muszę odpocząć, nie chciałabyś może lecieć ze mną ?
- Przecież my się nie znamy, prawie.
- Daj spokój, przecież proponuje Ci tylko dwa tygodnie odpoczynku w moim towarzystwie, czasami trzeba się zresetować. 
- Mam rodzeństwo na głowie, poza tym nie mam pieniędzy. 
- Jeśli wygrałabyś w konkursie, spokojnie możesz lecieć ze mną i zafundować wakacje swojej rodzinie gdzieś prawda. 
- Błagam cię, myślisz, że wygram, to nie realne, można pomarzyć.
- Dobra, jeśli wygrasz polecisz ze mną,a  rodzince zafundujesz jakieś kolonie albo obóz.
- Jesteś marzycielem ? 
- Tak, marzy mi się wyjazd z tobą, skoro szanse i tak są małe co Ci szkodzi ? Zgoda ? 
- Czyli jeśli wygram to mam polecieć z tobą ?'
- Tak, obiecaj mi po prostu. Zaryzykuj. 

Anastasia ?

Od Anastasi C.D Dymitra

- Daleko ta kawiarnia? – usłyszałam obok siebie głos towarzyszącego mi mężczyzny.
- Nie, jakieś dziesięć minut – odparłam.
- Jedziemy czy spacerujemy?
- Możemy się przejść – zaproponowałam.
- Jasne, jestem jak najbardziej za tym – podniosłam lekko brew ze zdziwienia. Skoro odpowiada mu spacer to po co w takim razie zadaje tyle pytań? Może z grzeczności?
Ruszyliśmy spokojnym krokiem, mieliśmy sporo czasu. Znaczy, pewnie Dymitr miał, ja może niekoniecznie tak dużo jak on. Zamierzałam wrócić jakoś w porze obiadu, by przygotować posiłek dla rodzeństwa. Mój towarzysz wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i wyjął jednego.
- Chcesz? – zapytał.
- Nie, dziękuję, nie palę – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Zmrużyłam lekko oczy. – Chyba też nie powinieneś, skoro trenujesz?
- Moja praca mnie stresuje, to dlatego.
- Bycie właścicielem klubu to wielka odpowiedzialność, ale jest wiele bardziej stresujących prac – stwierdziłam.
- To się tylko tak wydaje, muszę pamiętać o zamówieniach, DJ, tancerkach, alkoholu, rachunkach, ochroniarzach. To wszystko wymaga ogromnego poświęcenia. Często zarywam nocki, obsługuje ludzi stojąc za barem, czasami gram na fortepianie, organizuje imprezy też, dla ważnych osób i to wszystko musi być... perfekcyjne – odpowiedział.
- No dobra, masz racje, to nie wydaje się takie banalne – przy dobrej organizacji na pewno dałoby się obejść wszędobylski stres, ale nie chciałam komentować. Po kilku minutach znaleźliśmy się na miejscu; mężczyzna złapał za klamkę i otworzył drzwi, jednocześnie przepuszczając mnie jako pierwszą. Miłe z jego strony. Zajęliśmy miejsce przy jednym ze stolików i sięgnęliśmy po karty. Miałam ogromną nadzieję, że Dymitr nie zamówi niczego co sprawi, że przez najbliższy miesiąc będę jadła kromki z chlebem.
Chwilę później kelnerka pojawiła się obok nas. Rozpoczęła rozmowę z mężczyzną, a ja w międzyczasie zamówiłam kawę z mlekiem. Przysłuchiwałam się konwersacji, a kiedy Dymitr poprosił ją o dodatkową babeczkę zrobiłam nieco zmartwioną minę.
- Czyli mogę liczyć na jakiś kurs gotowania? – zapytał, zmieniając temat.
- Myślę, że nie będzie z tym problemu – odparłam. Zastanawiałam się tylko, jak, gdzie i kiedy faktycznie miałabym przeprowadzić taki kurs. Człowiek taki jak on w moim domu? Wątpię. Chwilę później kelnerka przyniosła nasze zamówienie, a w telewizji pojawiły się wiadomości. Jakaś grupa przestępcza napadła na bank i przetrzymywała zakładników.
- Ktoś miał niezły pomysł i się wzbogaci jeśli ten napad wyjdzie, ja bym nie pogardziła takim przypływem gotówki – zażartowałam.
- Nikt by nie pogardził taką sumą – uśmiechnął się. Kiedy podeszła kelnerka wyciągnęłam portfel, jednak ona wyciągnęła terminal, a Dymitr zapłacił kartą.
- Ej, ale to ja cię zaprosiłam! – powiedziałam nieco zdenerwowana.
- Ale to ja płacę – odparł. – Cóż byłby ze mnie za facet, gdybym pozwolił kobiecie płacić za siebie.
- To nie fair – mruknęłam, chowając portfel.
- Takie, życie. Nie chciałabyś przyjść do mnie? Może jakiś obiad razem byśmy ugotowali? – nie byłam pewna, czy przyjście do domu nowopoznanego mężczyzny jest odpowiednim zagraniem.
- Może innym razem, czeka na mnie rodzeństwo – odpowiedziałam. – Niestety, muszę już wracać.
- Podwiozę cię – nie odpuszczał. Czemu tak bardzo zależało mu na moim towarzystwie?
- Mogę się przejść.
- Sama powiedziałaś, że ci się czas kończy więc: masz czas czy nie?
Spojrzałam na niego i podniosłam ręce do góry w geście bezbronności.
- Dobra, masz mnie. Chętnie skorzystam.
Wzięliśmy swoje rzeczy i skierowaliśmy się w stronę wyjścia. Dymitr ponownie otworzył drzwi bym bezproblemowo mogła przejść przez nie pierwsza. Ruszyliśmy w kierunku siłowni, w końcu tam stał samochód mojego towarzysza, który w międzyczasie zapalił kolejnego papierosa. Kiedy dotarliśmy na parking mężczyzna pilotem otworzył drzwi bardzo luksusowego samochodu. Wsiedliśmy do niego, a ja pokierowałam Dymitra prosto pod mój dom, a kiedy pod nim się zatrzymaliśmy on wyciągnął ze schowka kartkę oraz długopis i zapisał mi swój numer.
- Gdybyś chciała iść na trening albo się spotkać, dzwoń albo pisz – odezwał się, podając mi kartkę.
- Jasne – uśmiechnęłam się i wyszłam z auta, przy okazji zabierając swoje rzeczy. Nie odwracając się za siebie szybkim krokiem weszłam po schodach i zniknęłam za drzwiami. Przepocone rzeczy po treningu wrzuciłam do pralki, a sama zaszyłam się w kuchni by przygotować obiad dla rodzeństwa. Nastawiłam wodę na makaron i równocześnie zaczęłam obsmażać mięso. Jak to miałam w zwyczaju, dwoiłam się i troiłam, by posiłek był gotowy jak najszybciej. Starałam się przyzwyczaić wszystkich do jedzenia o regularnych godzinach, w końcu to dobrze wpływało na ich zdrowie.
Złośliwość rzeczy martwych sprawiła, że kolejny palnik w kuchence przestał działać. Na nic zdały się krzyki, próby ruszania czy też podpalenie zapalniczką. Zrezygnowana dokończyłam obiad, zjadłam go z rodzeństwem i zaszyłam się w swoim pokoju, gdzie zasiadłam do laptopa. Zajęłam się swoim blogiem.

* * *

Ostatnie dwa dni minęły mi bardzo spokojnie. Na zmianę gotowałam i zajmowałam się blogiem. Niewielkie chęci sprawiły, że przez te dni skupiłam się na ćwiczeniach w domu. Człowiek jednak jest stworzeniem muszącym przebywać z innymi ludźmi. Bez wahania złapałam za telefon i wybrałam numer.
- Będziesz dzisiaj na siłowni? – spytałam.
- Jeśli chcesz poćwiczyć razem, a potem znajdziesz czas aby wpaść do mnie i ugotować razem obiad to bardzo chętnie się tam zjawię – odpowiedział.
Zastanowiłam się przez chwilę. Dzieciaki najbliższe dwa tygodnie miały spędzić u dziadków na wsi, więc miałam naprawdę sporo czasu.
- Niech będzie. Będę za pół godziny.
Nie czekając na odpowiedź spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z domu. Spacerkiem ruszyłam w stronę siłowni, a kiedy już tam dotarłam wskoczyłam do szatni i przebrałam się w ubrania. Standardowo rozpoczęłam trening od rozgrzewki, czyli kilka minut rozciągania. Po kilku chwilach pojawił się Dymitr. Poćwiczyliśmy razem cały czas rozmawiając.
Po zakończonym treningu udałam się do szatni, wzięłam prysznic i przebrałam się. Chwyciłam torbę i wyszłam przed siłownię, gdzie po chwili dołączył do mnie mężczyzna.
- W takim razie, jedziemy do mnie – powiedział tajemniczo. Wsiadłam do jego samochodu i modląc się w duchu, by jednak nie skręcił gdzieś w las ruszyliśmy przed siebie.

Dymitr ?

Od Dymitra C.D Anastasi

 Nie spodziewałem się, że dziewczyna zaprosi mnie na kawę. Było to urocze z jej strony, bez wahania się zgodziłem. Gdy zszedłem z bieżni udałem się do szatni, sięgnąłem po ręcznik i skorzystałem z prysznica. Ubrałem się i roztrzepałem dłonią mokre włosy. Zarzuciłem torbę na ramię i wyszedłem przed siłowanie gdzie czekała dziewczyna. 
- Daleko ta kawiarnia ? - rzuciłem na nią przelotnym spojrzeniem. 
- Nie. jakieś dziesięć minut. 
- Jedziemy czy spacerujemy ?
- Możemy się przejść. 
- Jasne jestem jak najbardziej za tym. 
Ruszyliśmy spokojnym krokiem, nigdzie nam się w sumie nie śpieszyło. Wyjąłem z kieszeni paczkę fajek i wyjąłem jednego. 
- Chcesz ? 
- Nie, dziękuje... nie palę. Chyba też nie powinieneś skoro trenujesz ? - lekko zmrużyła oczy. 
Zaciągnąłem się i wypuściłem powoli dym. 
- Moja praca mnie stresuje, to dlatego. 
- Bycie właścicielem klubu to wielka odpowiedzialność, ale jest wiele bardziej stresujących prac. 
- To się tylko tak wydaje, muszę pamiętać o zamówieniach, DJ, tancerkach, alkoholu, rachunkach, ochroniarzach. To wszystko wymaga ogromnego poświęcenia. Często zarywam nocki, obsługuje ludzi stojąc za barem, czasami gram na fortepianie, organizuje imprezy też, dla ważnych osób i to wszystko musi być...perfekcyjne. 
- No dobra, masz racje, to nie wydaje się takie banalne. 
Gdy dotarliśmy na miejsce, otworzyłem drzwi kawiarni przepuszczając dziewczynę w drzwiach. 
Zajęliśmy miejsce przy stoliku, i sięgnęliśmy po kartę. Gdy podeszła do nas kelnerka uśmiechnęła się do nie szeroko. 
- Dawno pana nie było. 
- Brak czasu - uśmiechnąłem się. 
- Czy mogę przyjąć zamówienie ? 
- Poproszę kawę z mlekiem - uśmiechnęła się. 
- Dla Pana ? 
- To co zawsze, tylko poproszę dodatkową babeczkę z owocami. 
Anastasia spojrzała na mnie lekko zmartwiona. Udawałem, że niczego nie widzę.
- Czyli mogę liczyć na jakiś kurs gotowania ? 
- Myślę, że nie będzie z tym problemu. 
Po chwili na stoliku kelnerka położyła nam dwie kawy, jedna z mlekiem druga zaś podwójne espresso. Do tego dwie babeczki z owocami. Już miałem zaczynać nowy temat rozmowy. Gdy na ekranie pojawiły się wiadomości o napadzie na bank. Oboje wpatrywaliśmy się ekran, uważnie słuchając. 
" Grupa terrorystyczna zabunkrowała się w banku, mają czterdziestu zakładników. Prawdopodobnie mogą wynieść ponad dwa miliony złotych. Policja negocjuje, robią wszystko by zdemaskować tożsamość złodziei. Jak na razie wojsko ma związane ręce obawiając się o życie zakładników, prze co wstrzymują wejście do środka siłą."
- Ktoś miał niezły pomysł i się wzbogaci jeśli ten napad wyjdzie, ja bym nie pogardziła takim przypływem gotówki. - zażartowała. 
- Nikt by nie pogardził taką sumą - uśmiechnąłem się szeroko. 
Gdy przyszło do zapłaty rachunku, dziewczyna wyjęła portfel. Spojrzałem porozumiewawczo na kelnerkę i pokręciłem głową. Ta zaś położyła terminal  na stole a ja wyjąłem kartę i zapłaciłem. 
- Ej to ja Cię zaprosiłam. 
- Ale to ja płacę, cóż byłby ze mnie za facet gdybym pozwolił kobiecie płacić za siebie.
- To nie fair !
- Takie, życie... nie chciałabyś przyjść do mnie ? może jakiś obiad razem byśmy ugotowali ? 
- Może następnym razem, czeka na mnie rodzeństwo, niestety muszę już wracać. 
- Podwiozę Cię.
- Mogę się przejść. 
- Sama powiedziałaś, że Ci się czas kończy więc...jak masz czas czy nie ? 
Spojrzała na mnie,po czym uniosła ręce w górze lekko w geście bezbronności.
- Dobra masz mnie. Chętnie skorzystam. 
Wstaliśmy, wzięliśmy nasze rzeczy i skierowaliśmy nasze kroki do wyjścia. Ponownie otworzyłem drzwi, puszczając dziewczynę przodem. Ponownie po drodze odpaliłem papierosa i skierowałem się w stronę siłowni gdzie nieopodal na miejscu parkingowym stało moje czerwone porsche. 
Nacisnąłem przycisk na pilocie a drzwi otworzyły się do góry. Wsiedliśmy do auta, Anastasia pokierowała mnie prosto pod swój dom. Gdy zatrzymałem się wyjąłem ze schowka kartkę i długopis. Zapisałem swój numer telefonu i podałem jej. 
- Gdybyś chciała iść na trening albo się spotkać dzwoń albo pisz. 
- Jasne. - uśmiechnęła się szczerze po czym wysiadła z auta, zabrała swoje rzeczy i skierowała się w stronę swojego domu. Ja zaś ruszyłem jak najszybciej do siebie. Moi współpracownicy napadu zostali sami na kilka godzin a umawialiśmy się, że co sześć godzin będziemy się kontaktować. Gdy tylko wpadłem do mieszkania zadzwoniłem do nich. 
- Marcus jak sobie radzicie ?
- Zakładnicy ponieśli bunt, jeden z naszych jest ranny, dostał rurką w tył głowy i stracił przytomność. 
- Jaki jest jego stan ?
- Stabilny...
- W porządku, Marcus pamiętaj nie chcemy ofiar. 
- Jasne. 
Wykonałem telefon do panny Betty. 
- Witam...mam propozycje ? 
- Słucham. 
- Potrzebujemy lekarza... wypuszczę ośmiu zakładników w zamian za lekarza. 
- Nie, dziesięciu... 
Wiedziałem, że jeden z moich ludzi, może zginąć, lub zostać warzywem do końca życia. 
- Zgoda, ale proszę zrobić to w obecności mediów dzisiaj o osiemnastej. 
- Dobrze. 
Rozłączyłem się, odczekałem chwilę, po czym ponownie skontaktowałem się z Marcusem i powiedziałem mu jak to ma wyglądać. w obecności mediów i kamer nie mogą nas zaatakować, na dodatek wpuszczając do środka lekarza.
*** Dwa dni później ***
Moi ludzie nadal tkwili w banku, a ja gorączkowo prowadziłem negocjacje, kupiłem i czas, potrzebny na zapakowanie pieniędzy i wykopanie tunelu którym mieli uciec. w mediach było coraz głośniej. zakładnicy byli moją walutą. Z czterdziestu zrobiło się dwudziestu. Mieliśmy gotowe niemal wszystko potrzebowaliśmy jeszcze tylko trzech dni aby doprowadzić dzieło do końca. Wszystko szlo po naszej myśli. Akurat skończyłem rozmawiać z Marcusem gdy zadzwoniła Anastasia. 
- Będziesz dzisiaj na siłowni ? - w słuchawce rozbrzmiał głos dziewczyny. 
- Jeśli chcesz poćwiczyć razem, i znajdziesz czas aby wpaść do mnie i ugotować razem obiad to bardzo chętnie się tam zjawie. 

Anastasia ? 

Od Anastasi C.D Dymitra

 Jak to miałam w zwyczaju, swój dzień rozpoczęłam od wstania o nieludzkiej dla niektórych ludzi godzinie. Słońce wisiało już nad horyzontem, a ja starałam się przygotować śniadanie dla rodzeństwa, jednocześnie nie budząc ich. Nie było to łatwe zadanie, każda szafka inaczej reagowała na mniejszą lub większą siłę. Musiałabym kiedyś je naprawić, jednak pieniądze były ciągle potrzebne na aktualne wydatki. Może wyjściem byłby napad na bank albo rozkręcenie jakiegoś nielegalnego biznesu. 
Nie ukrywałam, że mój blog przynosił mi zysk, ale co mi z niego, jak wykarmienie ośmiu gęb nie należało do najtańszych inwestycji; przy okazji musiałam pamiętać o indywidualnym guście dzieciaków. Do tego dochodziły uczulenia, nietolerancje czy też zalecenia lekarzy ze względów na jakiekolwiek inne schorzenia. Starałam się w swoich posiłkach zawierać jak najwięcej składników odżywczych, by pomóc w odpowiednim rozwoju młodych. Dlatego też bez wahania pokroiłam żytni chleb, każdą kromkę posmarowałam niewielką ilością naturalnego, białego serka, na nim położyłam po plasterku drobiowej wędliny i chwilę później na talerzu znalazła się spora piramidka złożona z pieczywa. W międzyczasie zaparzyłam herbatę i przygotowałam warzywa: wypłukałam sałatę, pokroiłam pomidory, ogórki i awokado. Powkładałam je do osobnych miseczek i poukładałam je wszystkie na rękach niczym rasowa kelnerka. Ułożyłam je na stole i wróciłam się po dzbanek z herbatą. Odległość do pokonania nie była zbyt wielka, jednak naczynie było bardzo ciężkie i musiałam naprawdę uważać, by nic nie rozlać. Jeden krok, drugi, piąty, już było naprawdę niedaleko do mojego celu. Nagle rozległo się głośne tupanie.
- MULIER! CITRIO! Mam tu dzbanek z gorącą herbatą i jak nie zwolnicie to zaraz wyląduje na podłodze – krzyknęłam. Chłopcy jak na zawołanie zwolnili i zaczekali aż dotrę do stołu.
- Co się stało, że od rana takie krzyki? – mruknął zaspany Adrius wchodząc do kuchni. Przetarł oczy i starając się nie wpaść na młodszych braci usiadł przy stole. Chwilę później przyszły ubrane już Livia i Rufia, a zaraz po nich Petrus i Romanus. Dosiadłam się do nich i w głośnej atmosferze wspólnie zjedliśmy śniadanie.
Zawsze doceniałam takie błahe rzeczy jak rodzinny posiłek. Życie jest wielką zagadką i nigdy nie wiadomo kiedy mogłoby tego zabraknąć. Wypadki chodzą po ludziach, jednak ja wierzyłam, że razem dożyjemy starości. Jak zwykle panował beztroski nastrój: rozmowy i śmiechy. Tylko Adrius jak zwykle zapatrzony był w telefon.
- Z kim tak romansujesz? – uśmiechnęłam się do niego, starając się jakoś zagadać brata.
- Czytam właśnie informacje – mruknął, przegryzając kanapkę. – Przez najbliższy tydzień twoja siłownia jest zamknięta, Ana.
- To wybiorę się do innej, w mieście jest więcej niż jedna – westchnęłam. – I tak od jakiegoś czasu zamierzałam zmienić lokum.
Do końca śniadania Ad się nie odezwał. Od pewnego czasu starał się poderwać jedną dziewczynę i poświęcał jej naprawdę sporo czasu. Po cichu kibicowałam mu, chciałam, żeby w końcu znalazł swoją drugą połówkę.

* * *

Dzień bez ćwiczeń był dla mnie dniem straconym. Pogodziłam się z myślą, że dotychczas moja ulubiona siłownia miała jakąś przerwę techniczną. Chwyciłam za torbę i spakowałam do niej najważniejsze rzeczy: czarne legginsy, pomarańczową bokserkę, czyste skarpetki i buty sportowe. Nie zabrakło oczywiście czystego ręcznika i butelki wody. Sama przebrałam się w ubrania do wyjścia, poinformowałam rodzeństwo o nadchodzącej mojej nieobecności i chwilę później byłam w drodze na siłownię. Tam wykupiłam tygodniowy karnet i zniknęłam w szatni. Przebrałam się w strój do ćwiczeń i wychodząc z pomieszczenia złapałam za matę, którą rozłożyłam w wolnym miejscu na podłodze. Rozpoczęłam od rozciągania. Zawsze uważałam, że przed przejściem do konkretniejszych ćwiczeń należy wykonać rozgrzewkę.
Po kilku minutach zwinęłam matę i odniosłam ją na miejsce. Zamierzałam wykonać jedno z moich ulubionych ćwiczeń: przysiady ze sztangą. Wszystko poszłoby po mojej myśli, gdyby przyrząd chciał ze mną współpracować. Zmrużyłam oczy i przez kolejne kilka chwil mocowałam się z nieszczęsną sztangą. Złośliwość rzeczy martwych, Ana.
- Może ci pomogę? – usłyszałam za sobą czyjś głos. Nie zdążyłam nawet odpowiedzieć, a mężczyzna bez wysiłku odkręcił ciężarki z drążka. Zaskoczona spojrzałam na niego, jednak po chwili uśmiechnęłam się.
- Jaki ciężar chcesz? – padło drugie pytanie. Nie dość, że gościu był przystojny, to jeszcze bardzo rozmowny. Z przejęcia nie wiedziałam co mam powiedzieć, więc wskazałam na pięciokilowe krążki. Wziął je i bez wahania przymocował je do sztangi.
- Dziękuję – w końcu udało mi się wydobyć z siebie jakiś odzew. Złapałam za sztangę, założyłam ją na ramiona i zaczęłam robić przysiady.
- Staraj się nie uginać kolan do końca, bo je sobie zniszczysz na starość – zaczął. Czy ja prosiłam go o pomoc? Ale jeśli już rozmawialiśmy, to wypadałoby, bym też uczestniczyła w rozmowie.
- Okej. Jesteś tutaj trenerem personalnym? – czy ja powinnam się o to pytać? Skoro ktoś proponuje pomoc na siłowni to na prawie sto procent musi tu pracować.
- Nie, ale służę dobrymi radami – uśmiechnął się. Matko, ale on miał uśmiech. Delikatnie zaczerwieniłam się.
Przez cały czas wykonywania przysiadów mężczyzna starał się mi nieco pomagać, dawał mi kilka wskazówek i na wszelki wypadek mnie zabezpieczał. Zawzięcie ćwiczyłam, lubiłam czuć się zmęczona, jednak po kilku powtórkach moje nogi zaczęły drżeć ze zmęczenia.
- Nie przeforsuj się, jeśli czujesz, że opadasz z sił zakończ serie i zaangażuj inne partie mięśniowe – powiedział i zabrał sztangę. Hej, pytał cię ktoś o zdanie? Nie zdążyłam go o to zapytać, bo po chwili bez słowa poszedł wykonywać inne ćwiczenia. Nie chcąc za bardzo się narzucać wykonałam kilka innych ćwiczeń, lecz gdy zobaczyłam go na bieżni wiedziałam, że muszę do niego zagadać. Nie do końca wiedziałam czemu. Sama weszłam na maszynę obok tej na której ćwiczył.
- Jestem Anastasia – uśmiechnęłam się. – Dziękuję za rady i pomoc.
- Dymitr – odpowiedział. – Nie ma za co, to czysta przyjemność dla mnie.
- Nie myślałeś o zostaniu trenerem personalnym?
- Mógłbym, ale zajmuję się prowadzeniem klubu nocnego. A ty, Anastasio, czym się zajmujesz?
- Prowadzę bloga kulinarnego – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Potrafisz gotować? – zapytał.
- To moja pasja.
- Świetnie, ja nie jestem w tym najlepszy – stwierdził. – Może byś mi go podesłała w wolnym czasie, to bym się czegoś nauczył.
Zerknęłam na niego. To był całkiem dobry pomysł, w jakimś małym stopniu mogłam przyczynić się do tego, że kulinarny świat będzie lepszy.
- Jak najbardziej. Może w rewanż za pomoc na siłowni wybierzesz się ze mną na kawę? – zaproponowałam. – Oczywiście, ze względu, że zapraszam, to płacę.
W głowie szybko przeliczyłam z jakiej przyjemności będę musiała zrezygnować w tym tygodniu, jednak nie miało to znaczenia. Możliwość spędzenia czasu z przystojnym mężczyzną w cenie dwóch kaw była tego warta. Wyczekująco spojrzałam na mojego rozmówcę, a on kiwnął głową.
- Niedaleko stąd jest sympatyczna kawiarenka, możemy się tam przejść.
Nie czekając na odpowiedź zniknęłam w szatni, by wziąć szybki prysznic i przebrać się w czyste ubrania. Pożegnałam się z panią stojącą w recepcji i wyszłam przed budynek, by zaczerpnąć nieco świeżego powietrza. Niedługo po tym pojawił się Dymitr.

Dymitr ?

Od Anastasi C.D Dymitra +16

Z niemałym przerażeniem słuchałam, jak Dymitr opowiadał o tej kobiecie. O osobie, która w jego oczach była tylko zwyczajnym przedmiotem, któ...